poniedziałek, 25 września 2023

Anastazja Daniłowiczowa poleca

Największy romans minionego stulecia

„Zawsze zdarzają się dni o wiele gorsze od tych, które mamy już za sobą”





Te słowa wypowiedziała najlepsza przyjaciółka Marii Callas, kiedy ta poczuła się zdruzgotana, kiedy opuścił ją Onassis. Nie wyobrażała sobie, że coś takiego może się zdarzyć, że jego fascynacja najwybitniejszą sopranistką świata może być przyćmiewana przez inną kobietą. A jednak – okazała się nią niedawno owdowiała matka dwojga dzieci tragicznie zmarłego prezydenta USA, Kennedy'ego. Jacqueline była i młodsza od operowej divy, ale równie atrakcyjna jak ta, którą dla niej opuścił multimiliarder.

Co prawda najlepsza przyjaciółka Marii Callas Elsa Maxwell w swoim czasie nazwie ją geniuszem i wiedźmą, ale to nie zniszczy na zawsze ich zażyłości. Maria była jedną z dwóch córek Evangelii, Greczynki, starsza z nich była niezwykle piękna, co budziło zazdrość młodszej, ale nadzwyczajnie utalentowanej wokalnie. Matka wyczuła w dziewczynie ten potencjał, toteż robiła wszystko, by talentu nie zmarnować, a wykorzystać. Dokonał tego starszy o 27 lat od Marii Giovanni Battista Meneghini, który wprowadził ją na europejskie sceny operowe, ale też poślubił sopranistkę i zawłaszczył jej karierą. Wielkimi dochodami, jakie przynosiły gaże artystki również. Tak było do czasu, kiedy ona poznała i pokochała Arystotelesa Onassisa. Obaj mężczyźni byli niewysocy, ale jak uznała artystka, jej kochanek przyćmiewał męża urokiem, błyskotliwą inteligencją i przede wszystkim tym, że był niezwykle pociągający jako mężczyzna, czegoś doświadczyła, kiedy ich związek przekroczył granice intymności. Oboje pozostawali w związkach małżeńskich, Arti, jak nazywała kochanka, miał dwoje dzieci, które bardzo kochał i sam utraciwszy matkę w dzieciństwie, nie dopuszczał myśli, by jego dzieci mógł spotkać podobny los. Nigdy Marii nie deklarował ślubu. Wiedział, że jego młoda i atrakcyjna żona nie jest mu wierna, ale on, najbogatszy armator świata, łatwo mógł się pocieszyć. Jego luksusowy yacht nosił nazwę Christina, czyli imię córeczki Onassisów. Na rejs tym żaglowcem zaprosił Meneghinich, a płynęli w nie byle jakim towarzystwie, bo z brytyjskim mężem stanu Churchillem, jego żona, córką i wnuczką, ale właściciel żaglowca wiedział, jakie surowe zasady etyczne wyznaje Winston, toteż nigdy nie pozostawał sam na sam z artystką, chociaż oboje wiedzieli, że coś się zaczyna i Maria dała się uwieść. Z trudem znosiła zaborczość męża, aż wyznała kochankowi, że sytuacja jest dla nie do zniesienia. Mąż nie uznawał, podobnie jak włoskie prawo, rozwodów, ale jego żona już miała obywatelstwo USA.

Nie byli z Arystotelesem anonimową parą. Bogactwo i sława czyniły ich obywatelami świata, ale i świat łaknął informacji o tym najgłośniejszym romansie. Paparazzi tropili ich każdy krok. Maria praktycznie zamieszkała w luksusach, jakie były stworzone na „Christinie”, tam były jej stroje i klejnoty, jakimi obsypywali ją kochanek i tak było do momentu, kiedy dowiedziała się, że Onasis na kolejny rejs zaprosił wdowę po prezydencie, a Marię poprosił o czasowe opuszczenie żaglowca. Pojęła, że to jest rozstanie, które skończyło się pełną napięcia awanturą. Byli ze sobą 9 lat. Ona marzyła o dziecku, a kiedy zaszła w ciąże, dowiedziała się, że jest spełniony jako ojciec, ale zadeklarował pomoc w wychowanie, kiedy stanowczo odmówiła aborcji. Noworodek żył dwie godziny.

Rozpacz Marii miała dwa źródła. Jej miłość doznała zawodu, a serce zostało zranione. Kiedy telefonicznie próbowała przywołać to, co ich łączyło, usłyszała, że ich romans jest skończony definitywnie. Cierpiała po stracie dziecka, o którym marzyła. Nawet matka zadała jej cios, wydając książkę, w której nie zostawiła na córce suchej nitki.

Oczywiście gorąco polecam powieść o największym romansie stulecia. Wynika z niego, że nie zawsze bogactwo i sława dają szczęście i spełnienie. To niejaka pociecha dla tych, którzy nie mają ani sławy, ani fortuny, a i miłość ich zawodzi.


Michelle Marly „Maria Callas i głos serca”, przekład Urszula Pawlik, Wydawnictwo Znak Kraków 2022.

wtorek, 19 września 2023

JCIiER Książnica Karkonoska zaprasza na wystawę

Jelenia Góra i okolice – wehikuł czasu


Miasto Jelenia Góra i region karkonoski zmieniły się na przestrzeni lat diametralnie, niemal wszystkie dziedziny życia.

Przyzwyczajeni, często dniem codziennym, do obecnego stanu, zapominamy jak wyglądała codzienność kiedyś. Fotografia, dziedzina sztuki, ze swoją umiejętnością zatrzymania wizerunku „rzeczywistego” stała się także narzędziem archiwistyki i jej dziedzin pokrewnych.

Dzięki temu, możemy powracać do chwil minionych, do przeszłości za jednym spojrzeniem.

Zapraszamy zatem do świata, zatrzymanego w kadrze przez pięciu fotografów związanych z miastem Jelenia Góra i regionem – Zbigniewa Adamskiego, Dariusza Adamskiego, Bogdana Gintera, Mieczysława Hładkiego i Andrzeja Szpaka.

Wymienieni autorzy, bądź ich spadkobiercy nawiązali w pewnym momencie współpracę z Jeleniogórską Biblioteką Cyfrową (https://jbc.jelenia-gora.pl/dlibra), czego efektem jest ogromna kolekcja ich dzieł w zbiorach cyfrowych jeleniogórskiej biblioteki.

Na wystawie prezentujemy łącznie ok. 180 zdjęć tych autorów, od lat 60-tych XX w. do połowy lat 90-tych XX w. i jest to tylko wycinek ich pracy.


Wernisaż wystawy: 20 września 2023 r., godz. 17:00

Książnica Karkonoska, ul. Bankowa 27, hol na II piętrze

termin ekspozycji: 20 września-31 października 2023 r.

Zapraszamy do oglądania, odkrywania, wspomnień.


Marcin Zawiła – p.o. dyrektora Książnicy Karkonoskiej

Joanna Broniarczyk – prowadząca Jeleniogórską Bibliotekę Cyfrową

Jan Lercher – kierownik Działu Regionalnego z Czytelnią



Jan Lercher

Kierownik Działu Regionalnego z Czytelnią

JCIiER „Książnica Karkonoska”, Jelenia Góra



 

niedziela, 10 września 2023

Maria Suchecka i "Książki gorąco polecane" w ODK


Nałóg czytania, głód pisania

W poniedziałek, 5 czerwca Stowarzyszenie Literackie w Cieniu Lipy Czarnoleskiej oraz Osiedlowy Dom Kultury odbyło się spotkanie autorskie z Marią Suchecką.

Czytamy z różnych powodów, żeby dowiedzieć się czegoś nowego o życiu innych ludzi lub o sobie samym, żeby się nam czas nie dłużył w pociągu, albo że to zdrowy nałóg i prawie jedyny, który nie potrzebuje terapeuty. Niestety jest to używka już mało popularna i wychodzi z mody, więc ci, którzy jeszcze pozostali, są na wagę złota.

Recenzji książek znajdziemy mnóstwo na stronach internetu, piszą je przeważnie osoby uzależnione od czytania, próbujące zachęcić w ten sposób do ciekawej lektury. Wydawcy, którzy chcieliby zaryzykować jakiś nakład w postaci papierowej, są dziś rzadkością. Dawniej wielu poważnych pisarzy sięgało po tę formę twórczości. Najbliższy nam to Stanisław Lem, oczywiście nie byłby sobą, gdyby nie napisał czegoś przekornego; jego „Doskonała próżnia” to recenzje z książek — oczywiście powstałyby, gdyby jej autor miał tylko więcej czasu i chęci. Wiesławy Szymborskiej „Lektury nadobowiązkowe” są również recenzjami, ale dyskurs o książce noblistka prowadzi z czytelnikiem w formie felietonu. I właśnie ta forma jest najbliższa zawartości tego tomiku.

Maria Suchecka na początku publikowała rekomendacje książkowe, bo tak je charakteryzuje, na stronach internetowych Strumienie.eu. Później przez niemal dziesięć lat na blogu „Echa Lipy Czarnoleskiej”, prowadzonego przez Stowarzyszenie Literackie w Cieniu Lipy Czarnoleskiej ukazało się ich około dwustu. Jest to tylko ułamek przez autorkę przeczytanych książek, można mniemać, iż ich skala przekracza kilka bibliotek. Jest to nałóg czytania, który była dziennikarka „Nowin Jeleniogórskich” i „Słowa Polskiego” zaspakaja codzienną lekturą. Następną terapią jest głód pisania, robienie notatek co do przeczytanej właśnie książki, odruch świadczący o bakcylu dziennikarskim: „Lubię wynotowywać z lektury frazy, które jakoś porządkują moje widzenie świata i człowieka”. (Czytane w klimacie napięć).

Prezentowane rekomendacje są krótkimi formami prozatorskimi, niekiedy na jedną stronę, zawsze jednak zawierają kilka akapitów, odnoszących się do ludzi i zdarzeń rozgrywających się w chwili czytania. Jest to interesujące, bo zatrzymuje czas i pozwala odbiorcy z pewnej perspektywy sięgnąć pamięcią, gdy na przykład sam znalazł się w szpitalu z powodu choroby, lub gdy usłyszał o wojnie w Ukrainie. Ten dzień, może nie zawsze szczęśliwy, ale wpływający na jego przyszłość, pozostaje głęboko ukryty w podświadomości. Autorka próbuje go przywołać i analizować; „Czytając »Shantaram«, zapełniałam kartki papieru obfitymi cytatami, które jakby sumowały moją wiedzę o ludzkim losie, o zakamarkach ludzkiej psychiki, o miłości, nienawiści i przebaczeniu”. (Nawet we śnie)

Twórczość autorki zawsze obracała się wokół Jeleniej Góry i poznanych osób, wystarczy wziąć do ręki wydane tomiki poetyckie i jeden prozatorski, zawsze w nich podmiotem stawał się człowiek i to nie jakiś daleki, tylko sąsiad, znajomy, opisany z ciepłem i miłością.

Tomik został podzielony na trzy bloki tematyczne, kobiety, wojna, ludzie i świat; są to tematy nierozerwalnie związane z twórczością i zainteresowaniem autorki, która publikowała swoje rekomendacje pod różnymi pseudonimami, jako Bartek Gorzęcki, Bronisław Krzemień, Michał Zasadny, Rafał Brzeski, Wiktor Kruszek, Grzegorz Trop, Witold Zaręba, Daniel Rzepecki, Anastazja Daniłowiczowa, czy Jadwiga Wierzbiłło.

Maria Suchecka przypomina nam, po co są biblioteki, ponieważ nawet przy całej miłości do książek nie jesteśmy w stanie ich wszystkich przeczytać, dlatego powinniśmy z rozmysłem dobierać lekturę.

Na wieczorze autorskim oprócz Janiny Lozer głos zabrała Julita Zaprucka, dyrektor Muzeum Karkonoskiego, przez wiele lat udzielająca gościny imprezom stowarzyszenia w kierowanym wówczas przez siebie Muzeum Miejskim „Dom Gerharta Hauptmanna”. W spotkaniu uczestniczyli Wojciech Kin, bardzo ceniony przez uczniów filolog, erudyta i koneser muzyki i dobrej literatury; aktor Jeleniogórskiego Teatru Robert Mania, który przedstawił Marię Suchecką, z Karpacza Urszula Jonkisz i Małgorzata Kowal, entuzjastka Stowarzyszenia Literackiego w Cieniu Lipy Czarnoleskiej. Gitarowe standardy wraz z Piotrem Sucheckiej grał i śpiewał Sławomir Ułan, uczestnik festiwali bluesowych, który na potrzeby jeleniogórskiego spotkania do muzyki napisał własne słowa. Teksty czytali Robert Bogusłowicz, Urszula Musielak, Teresa i Jerzy Tańscy.














































czwartek, 7 września 2023

W tym roku zmierzymy się z powieścią Elizy Orzeszkowej „Nad Niemnem”

 

 



JCIiER „Książnica Karkonoska” i Zdrojowy Teatr Animacji

zapraszają na tegoroczną edycję Narodowego Czytania

W tym roku zmierzymy się z powieścią Elizy Orzeszkowej „Nad Niemnem”



Zapraszamy 9 września 2023 r. o godz. 11:00
do Parku Zdrojowego w Cieplicach (w Muszli koncertowej)

środa, 6 września 2023

Anastazja Daniłowicza poleca

 Namiętność wróbelka



Sławna na cały świat piosenkarkę nazywano wróbelkiem, a to z tego powodu, że była niziutka i drobnej budowy. Jej to właśnie Michelle Marly poświęciła biograficzną powieść „Madame Piaf i pieśń o miłości. W rozwinięciu tytułu czytelnik może przeczytać, że jest to opowieść o miłości, namiętności i sztuce.

Przyszła wielka artystka estrady została porzucona przez matkę jako dwumiesięczne niemowlę. Młoda kobieta nie przebierała w kochankach, nadużywała alkoholu i narkotyków. Jak dziecko podrosło, okazało się, że ma piękny głos, ojciec, wędrujący z cyrkową trupą zabierał córkę ze sobą, by śpiewem zarabiała na datki cyrkowej publiczności. Potem śpiewała w barach, wreszcie jej głos został dostrzeżony i doceniony, więc przydał się w kabaretach. Trwała wojna. Szansonistka pojechała na teren faszystowskiej Rzeszy śpiewać dla francuskich jeńców wojennych i obozowych więźniów, by pokrzepiać ich na duchu. Miała z tego zarzut kolaboracji z hitlerowcami. Na szczęście przyjaciółka z ruchu oporu potrafiła udowodnić, że pieśniarka dochód z występów przeznaczała na pomoc uwięzionym.

Kiedy dorastała, geny dały znać o sobie. Miewała kochanków, a burzliwy temperament był źródłem erotycznych przyjemności. I śpiewając już w wolnej Francji poznała Iva Montanda. Najpierw zlekceważyła jego talent i naśladowanie amerykańskich piosenkarzy, nie ujęła jej męska uroda piosenkarza, który, jak połączyła ich miłość, w dużym stopniu został uformowany na estradę przez Edith. Ona już wiedziała, czego oczekuje publiczność, znała reguły rządzące sceną i artystami, zatem miała wiele do przekazania temu neoficie. Ich miłość była silna, namiętna, burzliwa, ale do czasu, kiedy Edith uświadomiła sobie, że talent Iva może ją przerosnąć sukcesami. I ta obawa zagroziła ich związkowi. Nie zabrała ze sobą partnera, kiedy została zaproszona do USA.
Jak się ukazuje, nawet największa miłość nie jest wieczna.
Potem sławna już piosenkarka przeżyła jeszcze jedną, wielką miłość, ale o tym już czytelniczki i czytelnicy sami przeczytają w tej porywającej powieści. W pewnym sensie autorka wyspecjalizowała się w literackim portretowaniu utalentowanych kobiet, które podbiły sceny i estrady. A lektura tych pozycji rodzi zazdrość wobec tych losów i zarazem dostarcza rekreacyjnej rozrywki.

Michelle Marly, ”Madame Piaf i pieśń o miłości”, przekład Ewa Mikulska Frindo, Znak Horyzont Kraków 2021.