Zapraszamy wszystkich miłośników literatury, poezji i pięknych miejsc do wspólnego czytania.
Nadesłane nie tylko z Kotliny Jeleniogórskiej
Robert Bogusłowicz
Kiedy myślimy o blokowiskach z epoki PRL-u, często przed oczami mamy szare, powtarzalne betonowe bryły. Jednak w przypadku Zabobrza w Jeleniej Górze sprawa jest znacznie bardziej złożona. To największa dzielnica mieszkaniowa miasta, w której żyje kilkadziesiąt tysięcy mieszkańców. Miejsce zaprojektowane jako gigantyczna „sypialnia” tworzy dziś fascynujący, wielowarstwowy mikrokosmos – z wszystkimi swoimi zaletami oraz barierami architektonicznymi.
Historyczny rodowód i założenia urbanistyczne
Nazwa Zabobrze mówi sama za siebie – to tereny położone za rzeką Bóbr. Historycznie obszar ten obejmował dawne wsie (m.in. Straupitz/Strupice i Raszyce), które z biegiem dekad oraz wskutek gwałtownej rozbudowy w latach 60., 70. i 80. przeobraziły się w największe założenie urbanistyczne Jeleniej Góry. Głównym założeniem projektantów było stworzenie czystej przestrzeni do życia i odpoczynku – funkcji typowo mieszkaniowej, do której wraca się po pracy w fabrykach czy centrum miasta.
Mimo że Zabobrze kojarzy się z wielką płytą, ma niesamowity atut – tereny zielone. Kluczową rolę w krajobrazie dzielnicy odgrywają Rodzinne Ogrody Działkowe („Krokus”, „Tulipan”, „Wiarus” „Nad Potokiem” czy „Zabobrze”). To tętniący życiem ekosystem i naturalny „bufor” podmiejski. Działki stanowią zielony azyl, pozwalając mieszkańcom na kontakt z naturą bez konieczności wyjeżdżania poza obrzeża osiedla. Razem z pobliskimi terenami nadbobrzańskimi tworzą przestrzeń, która skutecznie przełamuje surowość betonowej architektury.
Zmiana dynamiki: Centrum vs. Zabobrze
Zabobrze idealnie wpisuje się w ideę „sypialni” miasta. Szerokie przestrzenie między blokami, oddalenie od głośnego centrum oraz bliskość terenów rekreacyjnych sprawiają, że dzielnica ta naturalnie pełni rolę strefy odpoczynku.
Co ciekawe, to, co w przeszłości uważano za wadę, z czasem stało się atutem. Kiedyś Stare Miasto tętniło życiem, podczas gdy Zabobrze zmagało się z problemami komunikacyjnymi, niedoborem sklepów i monotonią. Dziś proporcje się odwróciły: Stare Miasto często zamiera po godzinie 16:00, natomiast Zabobrze tętni życiem do późnego wieczora.
Wyzwania starzejącego się osiedla
Wielkopłytowa sypialnia kryje jednak w sobie wyzwania, które z biegiem lat stają się coraz bardziej widoczne:
Normy z lat 70. i 80.: Budując bloki w tamtym okresie, stosowano przepis, według którego budynki do 4 pięter (pięciokondygnacyjne) nie wymagały instalacji wind. Projektowano je z myślą o młodych rodzinach i dzieciach.
Bariera 4. piętra: Dziś osiedla się zestarzały wraz ze swoimi pierwszymi mieszkańcami. Dla seniorów brak windy na wyższych kondygnacjach staje się niewidzialnym więzieniem.
Ograniczenia mobilności: Dla wielu starszych osób granicą możliwości staje się pokonanie pierwszego piętra lub kilku stopni przed klatką schodową. Każde wyjście na zewnątrz zamienia się w wyprawę wymagającą znacznego wysiłku.
Brak uniwersalnego projektowania sprzed dekad sprawia, że dawny standard techniczny dziś skutkuje wykluczeniem architektonicznym. Na szczęście modernistyczna urbanistyka miała też ogromny plus – samowystarczalność funkcjonalną. Zabobrze zaprojektowano tak, aby podstawowe usługi znajdowały się w zasięgu ręki.
Mieszkańcy mają blisko do lokalnych dyskontów, targowiska i punktów usługowych. Senior, który pokona schody swojej klatki, na dole znajduje wszystko, co niezbędne do codziennego życia. Dodatkowo bliskość Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego daje poczucie bezpieczeństwa medycznego – wartość nie do przecenienia dla starszego pokolenia.
Zabobrze to przestrzeń pełna kontrastów: z jednej strony zielone ogrody, rzeka i wygodna infrastruktura, z drugiej – wyzwania starzejącej się społeczności. Osiedle to udowadnia jednak, że modernistyczna „sypialnia” wciąż ma potencjał, by być dobrym miejscem do życia – pod warunkiem stałego dostosowywania jej do potrzeb wszystkich generacji.
Bar Kubuś to dziś jedna z chętniej odwiedzanych i lepszych gastronomii na osiedlu. Po dawnym zakładzie papierniczym nie ma już śladu – miejsce nie straszy ruinami, ponieważ zostały wyburzone, pozostawiając pusty plac. Z kolei charakterystyczny pałacyk/zameczek Fullera został odnowiony i dziś tętni życiem, mieszcząc w swoich wnętrzach Osiedlowy Dom Kultury (ODK).
Od publikacji przewodnika minęło już piętnaście lat. Pojawia się więc naturalne pytanie: jak Zabobrze będzie wyglądało za kolejne piętnaście? Czy osiedle zdoła przeprowadzić niezbędną modernizację architektoniczną i przystosować się do potrzeb starzejących się mieszkańców, czy też wyzwania wielkiej płyty zaczną przeważać nad jego dotychczasowymi zaletami?
M. Guz, P. Krzaczkowski, Zabobrze. Przewodnik artystyczny, Stowarzyszenie JAK – Jeleniogórska Alternatywa Kulturalna, Jelenia Góra 2011. (projekt dofinansowano ze środków miasta Jelenia Góra)
– jak wyglądały Górne Łużyce w XVI wieku?
XVI wiek to dla Europy Środkowej czas gwałtownych przeobrażeń geopolitycznych, społecznych i wyznaniowych. W samym sercu tych wydarzeń – na pograniczu dzisiejszej Polski, Niemiec i Czech – leżały Górne Łużyce. Choć dziś region ten bywa nieco zapomniany, w epoce renesansu stanowił absolutną potęgę gospodarczą, w której tętnił handel międzynarodowy, a samorządne miasta potrafiły przeciwstawić się najpotężniejszym władcom Europy.
1. Górne Łużyce – Geopolityka, Korona Czeska i Habsburgowie
W XVI wieku nazwa Łużyce odnosiła się do dwóch odrębnych historycznie regionów: Dolnych Łużyc na północy oraz położonych bardziej na południe Górnych Łużyc (Oberlausitz), obejmujących m.in. tereny wokół Budziszyna, Zgorzelca, Żytawy i Lubania.
Początek XVI wieku przyniósł przełomowe zmiany polityczne. Do 1526 roku Górne Łużyce znajdowały się pod panowaniem Jagiellonów w ramach Korony Czeskiej. Jednak po tragicznej śmierci młodego króla Ludwika II Jagiellończyka w bitwie pod Mohaczem (1526 r.), władzę w Czechach, a tym samym na Łużycach i Śląsku, przejęła dynastia Habsburgów – na tron wstąpił Ferdynand I Habsburg.
O sile Górnych Łużyc decydowało unikalne położenie. Przez region przebiegał najważniejszy szlak handlowy renesansowej Europy – Via Regia (Droga Królewska), łączący Europę Zachodnią (od Renu) ze Śląskiem, Krakowem i Europą Wschodnią. Dodatkowo region wyróżniał się wielokulturowością: elementy niemieckie przeplatały się z rdzenną kulturą słowiańską Serbołużyczan. W tym okresie bezkrwawo przyjęła się tu również Reformacja luterańska, tworząc unikalny klimat tolerancji religijnej (np. w Budziszynie katedra św. Piotra od 1524 r. była współdzielona przez katolików i protestantów).
2. Związek Sześciu Miast (Hexapolis) – Mieszczańska Potęga
Filarem potęgi gospodarczej i politycznej regionu był Związek Sześciu Miast Górnołużyckich (Oberlausitzer Sechsstädtebund). Choć powstał już w 1346 roku, to właśnie w XVI wieku przeżywał swój absolutny złoty wiek.
Sześć Miast, które tworzyły Związek:
Budziszyn (Bautzen) – polityczna i administracyjna stolica regionu.
Zgorzelec (Görlitz) – najbogatsze i największe centrum handlowe i rzemieślnicze.
Żytawa (Zittau) – kluczowy ośrodek włókiennictwa i handlu z Czechami.
Lubań (Lauban) – ważne centrum płóciennictwa.
Kamieniec (Kamenz) – miasto handlowe na zachodnich rubieżach.
Lubij (Löbau) – miejsce stałych zjazdów i obrad reprezentantów Związku.
Związek Sześciu Miast działał niemal jak niezależne państwo w państwie. Posiadał własne siły zbrojne, sądownictwo, patrolował szlaki kupieckie i bił własną monetę. Zyski z sukiennictwa, browarnictwa i handlu dalekosiężnego uczyniły z miast – a zwłaszcza ze Zgorzelca – bogate ośrodki kultury i architektury renesansowej.
Najtrudniejszy sprawdzian nadszedł w 1547 roku podczas wojny szmalkaldzkiej. Gdy wojska Związku spóźniły się na pomoc cesarzowi Ferdynandowi I Habsburgowi, władca uderzył w samorządność miejską. W ramach tzw. Karnej Niesławki (Pönielfall) cesarz skasował przywileje miast, skonfiskował ich majątki, ziemie i broń oraz nałożył gigantyczne kary finansowe. Jednak dzięki ogromnemu bogactwu i pozycji kupców, w drugiej połowie XVI wieku miasta stopniowo odkupiły swoje prawa i odzyskały dawną potęgę.
3. Budziszyn – Serce Górnych Łużyc
Głównym centrum politycznym regionu pozostawał Budziszyn (Bautzen). Na zamku Ortenburg reydował starosta krajowy (Landvogt), będący bezpośrednim reprezentantem króla czeskiego i cesarza. Budziszyn nie tylko strzegł kluczowej przeprawy przez Sprewę na szlaku Via Regia, ale stawał się również ważnym ośrodkiem kultury miejskiej i Serbołużyczan.
4. Jelenia Góra i Górne Łużyce – Śląski Sąsiad we Wspólnej Sieci Handlowej
Choć Jelenia Góra (Hirschberg) administracyjnie leżała na Dolnym Śląsku (w Księstwie Jaworskim), a nie na Górnych Łużycach, w XVI wieku oba te obszary tworzyły spójny i powiązany organizm gospodarczy pod panowaniem Habsburgów.
W XVI wieku Jelenia Góra wyrastała na potęgę w produkcji delikatnych woali i płócien lnianych. Aby wysłać swoje towary w głąb Europy, jeleniogórscy kupcy korzystali ze szlaków handlowych i pośrednictwa bogatych miast górnołużyckich – Zgorzelca, Lubania i Żytawy. Wzajemna współpraca przynosiła ogromne zyski obu stronom.
Szukasz więcej informacji o historii Górnych Łużyc oraz powiązaniach regionalnych? Opisywana książka jest dostępna w zbiorach Książnicy Karkonoskiej w Jeleniej Górze.
Książka powstała w ramach projektu „Nasze Górne Łużyce” realizowanego przez Stowarzyszenie Południowo-Zachodnie Forum Samorządu Terytorialnego „Pogranicze” (z siedzibą w Lubaniu) we współpracy z partnerami lokalnymi (w tym m.in. Muzeum Łużyckim w Zgorzelcu).
"Vademecum historii Górnych Łużyc"
Autorzy tekstów:
Części I-III Krzysztof Fokt
Części IV-V Łukasz Tekiela
Część VI Waldemar Bena, Krzysztof Fokt, Łukasz Tekiela
Część VII Daniel Koreś
Wydawnictwo: Muzeum Łużyckie w Zgorzelcu
Rok wydania: 2008
„Dowcip i niedelikatność lepiej na ogół konserwują literaturę niż świętobliwość”
Mark Twain
Siedziałem u sąsiada, którym opiekowałem się po operacji biodra. Rozmawialiśmy o literaturze. On – obecnie zapalony czytelnik kryminałów, choć w młodości czytał absolutnie wszystko. Ja – zakorzeniony w literaturze regionalnej, choć dziś sięgający po bardzo różne gatunki. Właśnie kończyłem jedną z książek Marka Twaina.
— Wszystkie jego pozycje przeczytałem! Przygody Hucka Finna, Toma Sawyera... Ale to w młodości — odpowiedział sąsiad, nieco zdumiony moją lekturą.
— Ja teraz czytam Życie na Missisipi z serii „Epos rzeki” — wyjaśniłem.
— Czytałem… dawno temu — pokiwał z nostalgią głową.
Książkę wypożyczyłem z Książnicy Karkonoskiej. Trafił mi się czwarty tom z kultowej serii wydawniczej PIW-u – nosi on tam zbiorczy tytuł „Epos rzeki Missisipi”. To genialna rzecz, którą autor wydał pierwotnie w 1883 roku, a ja mam już za sobą poprzednie trzy tomy tej serii. W tej książce znajdziemy absolutnie wszystko, z czego słynie pisarz: są tu wątki biograficzne, błyskotliwe humoreski, zacięcie dziennikarskie i świetna dokumentacja epoki.
Dziś wiemy, że Missisipi ma około 3766 kilometrów długości. Za czasów Twaina rzeka była jednak dłuższa i – przede wszystkim – zupełnie nieprzewidywalna. Pisarz żartował nawet, że tak namiętnie skraca swój bieg poprzez prostowanie zakoli, iż za kilkaset lat Nowy Orlean połączy się z miastem Cairo, a ona sama całkowicie zniknie.
To idealnie pokazuje, z jak kapryśnym żywiołem musieli mierzyć się dawni piloci. Żeby w tamtych latach chwycić za stery parowca, trzeba było poznać tę rzekę... na pamięć. Trudno sobie wyobrazić, jak w dzisiejszych czasach – bez komputerów, radarów i nowoczesnych pomiarów – nawigowano by po tym żywiole. Bo przecież ta potęga bezustannie zmieniała koryto, tworzyła nowe mielizny i podwodne wyspy. Ówczesny pilot, jak plastycznie opisuje Twain, całą tę dynamiczną mapę musiał nosić we własnej głowie. Nic dziwnego, że w momencie przejęcia sterów stawał się najważniejszym człowiekiem na pokładzie – ważniejszym nawet od samego kapitana.
Z tą rzeczną profesją wiąże się zresztą najsłynniejsza tajemnica pisarza. W 13. rozdziale książki Samuel Clemens (bo tak naprawdę nazywał się autor) wyjaśnia, skąd wziął się jego pseudonim. W żargonie marynarzy z Missisipi zawołanie „Mark twain!” oznaczało ni mniej, ni więcej, jak bezpieczną głębokość dwóch sążni (około 3,6 metra) pod kilem. Gwarantowało to, że potężny parowiec nie uderzy o dno. Co ciekawe, Twain z właściwym sobie humorem przyznaje, że... „ukradł” ten podpis staremu kapitanowi, Isaiah Sellersowi, który pod tym pseudonimem publikował w gazetach nudne rzeczne kroniki, ale prawdziwe. Młody Clemens napisał na niego ostrą satyrę, po której zawstydzony kapitan zamilkł na zawsze. Gdy Sellers zmarł, wyrzuty sumienia pchnęły przyszłego mistrza literatury do przygarnięcia tego osieroconego podpisu.
Tym mocniej uderza finał tej historii. Gdy Twain po dwudziestu latach wraca nad Missisipi, odkrywa, że ten fascynujący, romantyczny świat odszedł w zapomnienie. Rolę głównego środka transportu bezwzględnie przejęła kolej żelazna. Ta zmiana całkowicie odmieniła rzekę oraz leżące nad nią miasta, miasteczka i wsie. Dawne, gwarne nabrzeża portowe bezpowrotnie straciły swój dawny blask, ulegając potędze nowoczesności.
Pisarz ze skrupulatnością godną reportera notuje nazwiska spotkanych ludzi i ich osobiste historie. Opisuje domy oraz ich wnętrza – wciąż pachnące minioną, nieco zapomnianą już drobnomieszczańską troskliwością. To właśnie ten dualizm czasowy, to nieustanne zderzanie przeszłości z teraźniejszością, stanowi nieodparty urok tej książki.
Życie na Missisipi to nie tylko świetna rozrywka, ale też piękny, momentami rzewny dokument o świecie, który zniknął na zawsze. Gorąco polecam – nie tylko na długie wieczory!
Mark Twain, Epos rzeki Missisipi, [w:] Utwory wybrane, t. 4, tłum. Zofia Siwicka, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 2022.
Pani Danusiu! Bardzo dziękujemy za świetny i intrygujący wykład oraz za przemiłe spotkanie! Warto było wyjść, rozprostować nogi i spędzić dobrze czas w sympatycznym gronie. 🥰 Dzisiejsze wyjście uważam za bardzo udane. Gratulujemy pomysłu "ścieżki dendrologicznej". Wyśmienity pomysł i jaka miła odmiana! 🥰 Pozdrawiamy z mężem, pięknego wieczoru 🙂
Aneta Ratyńska-Kmita
Stowarzyszenia Literackiego w Cieniu Lipy Czarnoleskiej
który zostanie przeprowadzony w dniu 21 marca 2026 r. w Ośrodku HOTTUR w Borowicach godz. 12.00
(drugi termin w przypadku braku kworum godz. 12.30),
Otwarcie zebrania.
Przyjęcie porządku zebrania
Wybór przewodniczącego zebrania i protokolanta.
Podjęcie decyzji w sprawie sposobu głosowania.
Sprawozdanie z działalności Stowarzyszenia Literackiego w Cieniu Lipy Czarnoleskiej za rok 2025.
Wybór komisji mandatowo-skrutacyjnej.
Stwierdzenie ważności walnego zebrania.
Sprawozdanie Zarządu z działalności Stowarzyszenia w 2025 roku.
Sprawozdanie Komisji Rewizyjnej za rok 2025.
Podjęcie uchwały w sprawie przyjęcia sprawozdania Zarządu i Komisji Rewizyjnej oraz udzielenia Zarządowi absolutorium.
Podjęcie uchwały w sprawie zatwierdzenia Sprawozdania Finansowego Stowarzyszenia za rok 2025.
Podjęcie uchwały w sprawie dalszej działalności Stowarzyszenia.
Wolne wnioski.
Zamknięcie obrad.
Stowarzyszenie Literackie W Cieniu Lipy Czarnoleskiej zostało zaproszone na Wigilię Ekumeniczną do Muzeum Karkonoskiego. I byliśmy.