wtorek, 11 sierpnia 2015

1 sierpnia Dzień Otwartych Drzwi u Gerharta Hauptmanna - fotoreportaż

Mija już 10 lat od założenia Muzeum Miejskiego „Dom Gerharta Hauptmanna” w Jeleniej Górze - Jagniątkowie. Była to okazja do zaprezentowania nowego przewodnika po muzeum, jak również zbioru wierszy „Inspiracje Willi Wiesenstein”, konkursu, który został rozpisany przez muzeum oraz Stowarzyszenia w Cieniu Lipy Czarnoleskiej.
Uczczono minioną dekadę, strumienie.eu





Pan Sławomir Tryc, prezentuje przewodnik
Przedstawicielka Konsulatu Generalnego Niemiec we Wrocławiu, Ursula Elber
Dyrektor Biura Związku Gmin Karkonoskich,Witold Szczudłowski
 Radny miasta Jeleniej Góry, Józef Kusiak-

Goście, którzy przyszli na Dzień Otwartych Drzwi
Na zewnątrz leje się skwar ale rowerzysta Bogusław Osipik z zaciekawieniem słucha wierszy członków grupy literackiej "Nurt"
pianistka Alicja Krajewska przygotowuje się do występu
a tymczasem rozdanie nagród dla najwytrwalszych, którzy szukali odpowiedzi ukrytych w Domu G. Hauptmanna
Janusz Skowroński, dziennikarz i badacz twórczości Noblisty przekazuje Dyrektor Muzeum, Pani Julicie Zapruckiej, gazety z ubiegłego wieku, w których znajdują się artykuły o pisarzu
Dr. Józef Zaprucki opowiada o Fedorze Sommerze, pisarzu mieszkającym w Jeleniej Górze
No, nareszcie uczta duchowa, muzyka, muzyka i śpiew
Małgorzata Mierczak, pomysłodawczyni i organizatorka festiwalu z Dyrektor Muzeum, Panią Julitą Zaprucką

artyści operowi, którzy wystąpili w spektaklu operowym „Muzyczny Ogród Liczyrzepy"


Bisy i bisom, nie było końca

poniedziałek, 6 lipca 2015

Dni Europy z Krzysztofem Zanussim w Domu Gerharta Hauptmanna

Fotoreportaż
29 maja 2015 odbyły się kolejne Dni Europy w Muzeum Miejskim „Dom Gerharta Hauptmanna” w Jagniątkowie. 
Gościem był prof. Krzysztof Zanussi, reżyser, wykładowca na wielu światowych uniwersytetach, który przyjechał ze swoją najnowszą książką „Strategia życia czyli jak zjeść ciastko i je mieć”.




Dyrektor Muzeum, Pani Julita Zaprucka wita szanownych gości
od lewej ks. Józef Stec, Zbigniew Ładziński, prof Krzysztof Zanussi, Józef Kusiak i Prezydent Miasta Jeleniej Góry Marcin Zawiła 


Sala Rajska była wypełniona do ostatniego miejsca
ks. Józef Stec
Zbigniew Ładziński
po wykładzie można było otrzymać dedykację z autografem



Rektor Karkonoskiego Uniwersytetu Trzeciego Wieku, Janina Peikert







czwartek, 25 czerwca 2015

Witold Zaręba - Groźna miłość wariata i dwa pamiętniki

Naczytałem się o tym, że każda dziewczyna marzy o wielkiej, szalonej miłości. A wiele kobiet chełpi się, ze wzbudza w swoim mężczyźnie wielka zazdrość. A im większa, to najpewniej i potężniejsze uczucie. Bohaterka powieści „Gdzie oczy poniosą” może coś na ten temat powiedzieć. Susan ma oddanego, troskliwego męża, córkę i pasierba. Tworzą szczęśliwą rodzinę. I nagle ni z tego ni z owego Charlotte, nastolatka rzuca się pod samochód. Wychodzi żywa z tego wypadku, ale popada w śpiączkę. Wszyscy uznają to za niezawiniony przez nikogo nieszczęśliwy wypadek. Tylko matka nastolatki jest przekonana, że ta rzuciła się pod samochód zamiarem popełnienia samobójstwa. Wcześniej nic nie wskazywało na to, że coś burzy jej spokój. Już miała chłopaka, miała przyjaciółkę, ale tuż przed wypadkiem zerwała te więzi.
Matka podejmuje własne śledztwo. Znajduje pamiętnik córki, a w nim niepokojące zapiski, że ta czegoś się lęka. Kobieta szuka innych tropów. Ponieważ kiedyś przeżyła załamanie nerwowe, mąż dochodzi do wniosku, że szok spowodowany tym nieszczęściem po prostu zachwiał jej równowagę psychiczną.
Czytelnik z pamiętnika (tym razem matki – narratorki) ma okazję poznać zdarzenia sprzed dwudziestu lat, które zachwiały jej równowagę psychiczną. A było to spowodowane szaloną miłością jej partnera. Właściwie trzeba napisać inaczej: Zachwiana równowaga była skutkiem miłości wariata, bo wielkiemu uczuciu towarzyszyła obłędna zazdrość, urojenia o niewierności, podejrzliwość posunięta do granic rozsądku. Kobieta intuicyjnie przeczuwa, że obecne zdarzenia i próba samobójcza mają związek z tamtym toksycznym romansem.  
Autorka książki jest psycholożką. Zapewne zna kliniczne objawy różnych zaburzeń. Na dodatek dysponuje sprawnym warsztatem pisarskim. Akcja toczy się wartko, napięcie rośnie, a uwaga czytelnika ani na moment nie słabnie.  
Jestem przekonany, że dziewczynom i kobietom w trakcie lektury powieści odechce się szalonej miłości. Zrozumieją, że wszystko ma swoją miarę. Zazdrość też. Dlatego polecam tę lekturę płci pięknej, zwłaszcza tej jej części, która marzy o szalonej miłości. Dla przestrogi i ku rozwadze.

C.L. Taylor „Co czai się tam, gdzie kończy się cisza”, (The accident) , tłum. Janusz Ochab, Warszawa 2014, Prószyński Media Sp. z o.o.

niedziela, 31 maja 2015

Bartek Gorzęcki - "Porzuciłem moje marzenie"



Zacznę od tego, że chciałem być pisarzem. Jeszcze do niedawno miałem takie pragnienie. Kiedy jednak przeczytałem „Porter artysty”, odechciało mi się kariery literata raz na zawsze. Jest to dziwnie skonstruowana powieść. Jej autor Joseph Heller pisze o autorze, którzy szuka pomysłu na powieść. Właściwie tworzy katalog pomysłów, a sekunduje mu w tym żona, zresztą trzecia z kolei, nie licząc kochanek. Kiedy spotyka którąś z nich, odnosi wrażenie, że wciąż ją kocha i zapewnia ją o swojej niegasnącej miłości. Oczywiście aktualna żonę też kocha, ale jedno drugiego nie wyklucza. Ma nawet zamiar napisać ”Seksualną biografię mojej żony”, ale ten pomysł Eugene’a Poty (tak się nazywa wprowadzony na karty powieści pisarz) nie każdemu przypada do gustu. Żonie też nie.
Dodajmy, że pisarz jest stary, sławny, nagradzany, ale to wszystko mu nie wystarcza. Chce wydrukować powieść, która rzuci czytelnika na kolana, a reżyserów rzuci na ten materiał do sfilmowania. Kiedy mu nic nowego nie przychodzi do głowy, postanawia wykorzystać już zaistniałe w literaturze wątki, motywy, a także osoby. Na przykład wykorzystać na nowo Tomka Sawyera. Albo spór trzech bogiń o to, która jest najpiękniejsza. Albo sytuację, w jaką wplątał się Abraham, gotów oddać na ofiarę syna Izaaka.
Nic z tych pomysłów nie wychodzi. Bo wcześniej były wykorzystane przez innych w sposób optymalny. Eugene przywołuje w pamięci wielkich pisarzy. Zastanawia się, którzy zdobyli sławę i bogactwo, a odeszli w blasku, otoczeni podziwem i uwielbieniem. No i zaczyna po kolei wymieniać: ten nie zdobył bogactwa, inny zwariował, jeszcze inny wpadł w nałogi, jeszcze inny popełnił samobójstwo. Mniejsza o nazwiska. Rzecz w tym, że literatura daje marny i niepewny kawałek chleba, co jakiś autor zacznie świecić sławą, zaraz pojawiają się młodsi, bardziej dynamiczni, przyćmiewający wszystkich naokoło.
Nie, to nie dla mnie. Heller napisał „Portret artysty” przed śmiercią, ale nie zdążył wydać. Opublikowano ją dopiero w jakiś czas po jego zgonie. Wydawca uznał, że to powieść autobiograficzna. Że autor przyznał się do nienasycenia, jakie całe życie trawi pisarza. I dostarcza rozmaitych duchowych cierpień, rodzi frustracje i zawody.
Dobrze, że przeczytałem „Portret artysty”. Dowiedziałem się, że każdy pisarz to albo wariat, albo psychol, że na literaturze nie zbiję kokosów, nie wymyślę nic nowego i narażę się na męki twórcze, z których nic nie wyniknie. Więc zostanę dalej hydraulikiem, krany zawsze się psują, nowe domy wymagają instalacji wodno-kanalizacyjnych, roboty nie zabraknie. A piszę to wszystko po to, żeby innym amatorom twórczości pisarskiej wybić ten pomysł z głowy. Gdyż wymyślić coś nowego jest naprawdę trudno, a może wręcz – po prostu niemożliwe. Więc Heller napisał powieść o pisaniu, a właściwie o niemożności stworzenia czegoś nowego, odkrywczego. Bo już wszystko było.

Joseph Heller „Portret artysty” (Portrait of an artist as an old man), z angielskiego przełożył Andrzej Szulc, Wydawnictwo Albatros Andrzej Kuryłowicz, Warszawa 2001.

wtorek, 21 kwietnia 2015

Robert Bogusłowicz - Powrót tradycji



Już trzysta lat temu, kiedy nasi sarmaci popijali wina przy stole i gorąco rozprawiali o polityce i sztuce, niekiedy nie mając o tym zielonego pojęcia, ważna była wymiana myśli. Kontakt między ludźmi pozostawał i nadal pozostaje cząstką kultury, tak było u Greków, którzy zbierali się wieczorami przy ognisku i recytowali poezję, tak też było w XVIII i XIX wieku, kiedy powstały u nas „salony literackie”, a co nasi zachodni sąsiedzi nazywają „Musenhöfe”.

W nawiązaniu do XIX-wiecznej tradycji i obyczajów mieszkańca domu w Jagniątkowie, Gerharta Hauptmanna, do którego przyjeżdżali artyści, aby chodzić na piesze wędrówki po Karkonoszach, a wieczorami polemizować z najnowszymi trendami sztuki i słuchać muzyki, Dyrektor Muzeum Miejskiego „Dom Gerharta Hauptmanna”, Pani Julita Zaprucka, 27 marca 2015 roku otworzyła wystawę „Salony i dworki literackie po obu stronach Odry” („Salons und Musenhöfe beiderseits der Oder“). Przywitała gości przybyłych z Niemiec i Polski: Jensa Baumanna z Saksońskiego Ministerium Spraw Wewnętrznych; dr Wolfganga de Bruyn, dyrektora Muzeum Kleista we Frankfurcie nad Odrą; Hansa Jürgena Rehfelda z Muzeum Kleista; dr Hannahe Lotte Lund, kurator wystawy; Anette Handke z Muzeum Kleista; Sławomira Tryca, ze Szkoły Wyższej Zittau-Görlitz i Uniwersytetu Wrocławskiego oraz współpracownika naukowego Domu Muzeum Gerharta Hauptmanna; Irenę Kempisty – Panią Naczelnik Wydziału Kultury i Turystyki w Jeleniej Górze; Janinę Peikert - Panią Rektor Uniwersytetu III wieku w Jeleniej Górze oraz przedstawicieli Stowarzyszenia W Cieniu Lipy Czarnoleskiej.

Spotkanie rozpoczęło się od występu muzycznego młodej pianistki, Alicji Krajewskiej, następnie dr Wolfgang de Bruyn przypomniał, że pomysł wystawy zrodził się w kotlinie freienwaldzkiej Kunersdorfie; gdzie postanowiono zbadać ten dawno zaniedbany fenomen towarzyskiego spędzania czasu, który jest pierwowzorem dzisiejszych form kulturalnych. Dr Hannah Lotte Lund w swoim wykładzie zwróciła uwagę, że począwszy od 1780 roku, czyli od rewolucji francuskiej a później poprzez kolejne rewolucje roku 1830, pojawia się społeczne i kulturalno-historyczne zjawisko, które ani wcześniej, ani później w takiej formie już nie zaistniało, a co nazywano wtedy „wolną towarzyskością”.

Po obu stronach Odry, od Nennhausen po Tamsel/Dąbroszyn i Ziebingen/Cybinkę rodziny szlacheckie umożliwiały rozwój życia towarzyskiego; zimą chętnie spotykano się w miastach, natomiast miesiące letnie wykorzystywano do zapraszania wybranych gości do dóbr wiejskich. Dla berlińczyków Śląsk i Karkonosze były o tyle szczególne, że były najszybciej osiągalne; ich opis pojawia się często w pamiętnikach. „Rozciągały się na horyzoncie jak czarny tiul. (…) oczarowały mnie bardziej niż wszystko inne, nawet większe, co widziałem wcześniej.”, pisał Joseph Mendelssohn, syn wielkiego filozofa Mosera Mendelssohna.

Listy Raheli Levin Vernhagen do jej przyjaciół na temat podróży na Śląsk w 1794 roku, czytane przez dr Hannahe Lotte Lund i Anette Handke świadczą o tym, że spotykano się chętnie, ale i o tym, że aby tego dokonać, należało przemieścić się z punktu A do punktu B. Niewielu dziś pamięta, ale ówczesne wojaże nie należały do najbezpieczniejszych. Jeszcze w roku 1785 Prusy nie dysponowały żadną utwardzoną drogą. Pierwsza szosa powstała w 1800 roku i prowadziła z Berlina do Poczdamu, wszędzie indziej były drogi piaskowe. Pomimo tych trudności i niebezpieczeństw - podróżowano.
Baron Adolph von Knigge, który opisał wszystkie sytuacje, jeśli chodzi o obcowanie z człowiekiem, twierdził, że podróżowanie wzmaga towarzyskość „W podróży potrzebna jest cierpliwość, odwaga, dobry humor, zapomnienie o wszystkich domowych sprawach i nie można dać się zniechęcić małym, złośliwym niedogodnościom, złej pogodzie, niesmacznemu jedzeniu itd. - podróżowanie czyni towarzyskim; poznaje się w ten sposób ludzi, których w normalnych warunkach nigdy nie wybralibyśmy na swoich towarzyszy; nie ma tu też żadnych złych skutków, ale nie muszę chyba przypominać, że z tym obdarzaniem kogoś obcego w podróży zaufaniem trzeba uważać, by nie wpaść przez to w ręce różnej maści oszustów i złodziejaszków”. Można śmiało powiedzieć, że rada barona pozostaje do dziś aktualna.
Przy okazji warto wspomnieć, że Pani Zofia Prysłopska – Prezes Stowarzyszenia W Cieniu Lipy Czarnoleskiej wielce sobie ceni podróże, zwłaszcza do miejsc, związanych z europejską historią literatury i organizuje je z wielkim nakładem starania, przygotowując uczestnikom tych wypraw spore pule wiedzy na temat miejsc, które będą odwiedzane. Warsztaty literackie inspirowane miejscem docelowym podróży, owocują każdorazowo edycją książkową.

Otwarcie wystawy zwieńczyły rozmowy w sali kominkowej, gdzie Gerhart Hauptmann słuchał muzyki i kłócił się z adwersarzami o idee. Historia zatoczyła koło. Dziś można zobaczyć, skąd wziął się ten początek.

Wystawę, którą można oglądać do końca sierpnia, dofinansowano ze środków budżetu Miasta Jelenia Góra, Saksońskiego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych w Dreźnie oraz Związku Towarzystw Literackich i Miejsc Pamięci (ALG) (Arbeitsgemeinschaft Literarischer Gesellschaften).

Dyrektor Domu Muzeum Gerharta Hauptmanna, Pani Julita Zaprucka

Dyrektor Muzeum Kleista dr Wolfgang de Bruyn
Goście z Niemiec

dr Hannah Lotte Lund

Anette Handke i dr Hannahe Lotte Lund

Maria Suchecka i Halina Burkowska

Dyrektor Julita Zaprucka i Sławomir Tryc





Janina Peikert

Alicja Krajewska

Jens Baumann i Dyrektor D.G.H, Pani Julita Zaprucka



grupowe zdjęcie organizatorów wystawy

katalog wystawy