piątek, 8 kwietnia 2016

Fotoreportaż z prezentacji tomiku Ewy Pelzer "Radość istnienia"

To już szósty tomik poezji w dorobku Ewy Pelzer









Goście powoli zbierają się w ODK na jeleniogórskim Zabobrzu i dyskutują o poezji
 Dawno niewidziani znajomi znowu mogą się spotkać i podyskutować nie tylko o poezji
Marylka Pastor ze Stowarzyszenia W Cieniu Lipy Czarnoleskiej
w imieniu Dyrekcji ODK Pani Katarzyna Skibińska – Zając wita przybyłych gości
a jest ich cała sala
Ewa Pelzer prezentuje swoje wiersze
Halina Burkowska i 
i cała sala wsłuchana w melodyjny głos poetki
potem Adam Wolak przenosi nas na ziemie włoską
Wiesława Siemaszko-Zielińska ze Stowarzyszenia Jeleniogórskiego Klubu Literackiego
ot radość istnienia

Magdalena Szczębara i Janina Lozer ze Stowarzyszenia W Cieniu Lipy Czarnoleskiej

czwartek, 31 marca 2016

Serdecznie zapraszamy na kolejne spotkanie z cyklu "ars poetica" pt.: "Radość istnienia" - Ewa Pelzer które odbędzie się dn. 04.04.2016r o godz. 17:00 w kawiarni MUZA w ODK.


Jest to już szósty tomik poetycki. W swoich utworach prozatorskich Ewa Pelzer daje wyraz głębokiej empatii wobec drugiego człowieka, natomiast w poezji daje się uwieść zabawie i próbuje gry z czytelnikiem. Tak było w haiku, cinquain, czy w „fibach" - wierszach opartych na teorii matematycznej i filozofii Fibonacciego, później wydanych w tomiku pt. "Złota proporcja". Nie inaczej jest i obecnie, a impulsem do powstania wierszy były tytuły książek innych autorów z jej ogromnej biblioteki.

Serdecznie zapraszamy!!!





niedziela, 13 marca 2016

Bartek Gorzęcki - Ze słownikiem pod ręką

Od kilku miesięcy zabierałem się za lekturę „Po drugiej stronie lustra i innych esejów” Umberto Eco. I dopiero śmierć tego wybitnego pisarza, semiologa, filozofa i publicysty sprawiła, że, jak to się mówi, zatopiłem się w lekturze tej książki. Zawiera ona artykuły, referaty, wystąpienia, polemiki i inne formy wypowiedzi, w których autor zawiera swoje poglądy na sztukę, literaturę, historię i rozmaite inne zjawiska z dziedziny kultury.
Teksty te powstawały w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych w różnych okolicznościach, między innymi wówczas, kiedy Umberto Eco był zapraszany na konferencje, sympozja, wykłady indywidualne itp., itd. Im więcej stron wertowałem, tym bardziej konieczne okazało się sięganie do słownika wyrazów obcych, ale i tam nie zawsze znalazłem pojęcia, jakich używał pisarz. Zbiór poprzedzony jest wstępem, który wyszedł spod pióra samego autora. Czytając to wprowadzenie pierwszy raz, napisane w Mediolanie w czerwcu 1985 roku, kiedy książka była kierowana do druku, nie zwróciłem uwagi następujące słowa; „Tworząc skład tej antologii, ciąłem, dopisywałem, niekiedy łączyłem. Tak czy siak, czytelnik stroniący od specjalistycznych terminów semiotycznych i bardziej zainteresowany dyskusjami o sztuce oraz o komunikacji masowej może sobie darować lekturę trzech ostatnich esejów. Jakoś bez nich przeżyje”. No więc ja należę do tej grupy czytelników, ale choć coraz, mniej rozumiałem, tym zajadlej przedzierałem się, uzbrojony w słownik, przez gąszcz naukowych dywagacji, pojmując z nich bardzo niewiele. Ale ponieważ niedawno uczestniczyłem w kilku pogrzebach, zwróciłem szczególną uwagę na „Kombinatorykę możliwości a nieuchronność śmierci” – rozdział z bloku tematycznego „Domniemania o światach”. Otóż mając na myśli śmierć, Eco pisze: „To, co się już zdarzyło, nie zostanie zmienione.” (str. 271) i dalej: „..przeszłości nie da się przekreślić.”. Zatem kto odszedł w niebyt , nie wróci. Ta konstatacja wiedzie jednak filozofa do rozważań, czy rzeczywiście nasze istnienie kończy się nieodwołalnie. Czy nasze byty energetyczne nie przenoszą się do innej rzeczywistości, czy nie istnieją światy równoległe, do których przeniesiemy się w swoim czasie? Naturalnie takie rozważania i domniemania wciąż buzują w ludzkich umysłach, dociekają tych spraw fizycy, teologowie, filozofowie. My też.
No, mniejsza z tym, kto chce, niech weźmie te eseje do ręki i podąży śladem rozważań U.E. Ja tylko jeszcze chciałem dodać, że zwróciłem w tej książce uwagę na rehabilitację Średniowiecza, które zwykło się uznawać za czas ciemnoty, obskurantyzmu i wszelkich mroków, a tymczasem pisarz przypomina, że wiele funkcjonujących do dziś struktur funkcjonuje, służąc społeczeństwom. na przykład układy urbanistyczne, zaś Eco wymienia ten dorobek wieków średnich w następujących słowach: „To ono wymyśliło te wszystkie rzeczy, z którymi mamy do czynienia do dzisiaj: banki i weksle, organizację latyfundiów, strukturę administracji publicznej i polityki lokalnej, walkę klasowa i ubóstwo, spór pomiędzy państwem a Kościołem, uniwersytet, terroryzm religijny, proces poszlakowy, szpital i diecezję, a nawet branżę turystyczną, bo zamieńcie Malediwy na Jerozolimę albo na Santiago de Compostela, a będziecie mieli kropka w kropkę to samo, nie wyłączając przewodnika Michalina.” (str. 130).
Przyszło mi na myśl, że nie będę wyłuszczał innych spraw, jakie zatrzymały moją uwagę przy lekturze esejów. Każdy przecież w zależności od poglądów i upodobań skoncentruje zatrzyma się przy tematach, które go interesują. Zauważyłem, że „Echa Lipy Czarnoleskiej” są blogiem literackim. Więc już tylko na użytek ludzi parających się piórem powiem, na co Umberto Eco zwrócił uwagę. „Nikt nie został pisarzem poprzez studiowanie lingwistyki, wielcy pisarze jednak studiują problemy języka, którym się posługują” (str.56). W innym miejscu pisarz definiuje, co jest istotą poezji, a co stanowi odrębność prozy, ale to już czytelnik sam sobie poczyta, bo naprawdę warto zaaplikować sobie te gimnastykę umysłu, jakiej dostarcza lektura esejów tak niedawno zmarłego, wszechstronnego twórcy.
Jednak dodam jeszcze tylko kilka zdań: „Opowiadanie prozą to nie tylko pisanie, lecz nade wszystko projektowanie świata” (str.340). Natomiast w poezji „…słowa są dobierane przez rytm, tak jak w przypadku prozy są dobierane przez treść”. (str. 341) „W poezji (…) treść nagina się do wymogów wyrażenia”. (str. 342) „…poezja jawi się jako tryb, który uczy radzenia sobie z przeciwnościami; który ćwiczy treść, a właściwie ćwiczy myśl…”(str.348).

Umberto Eco „Po drugiej stronie lustra i inne eseje”, przełożyła Joanna Wajs, Wydawnictwo W.A.B. Warszawa 2012.

czwartek, 10 marca 2016

Osiedlowy Dom Kultury w Jeleniej Górze zaprasza na wenisaż Jerzego Mąkowskiego



Serdecznie zapraszamy na wernisaż wystawy fotografii Jerzego Mąkowskiego pt.:
"POKOLENIE. Radoszyce - lata '80, z cyklu Polska na starej fotografii"
który odbędzie się 17.03.2016r o godz. 16:30 w Galerii Hall ODK.

Wystawa "Pokolenie" stanowi opowieść o kilku rzemieślnikach (kowale, kołodzieje) w miejscowości Radoszyce (obecne województwo Świętokrzyskie) w początku lat 80-tych ubiegłego wieku. Miejscowość ta stanowiła w latach 50-tych i 60-tych XX wieku  nieformalne centrum produkcji wozów konnych.(...)" - Jerzy Mąkowski

Jerzy Mąkowski urodził się w 1940 roku w Warszawie. Ukończył studia na Wydziale Mechaniki Precyzyjnej Politechniki Warszawskiej (dr inż. w dziedzinie nauk  technicznych). Był wykładowcą na Wydziale Mechatroniki Politechniki Warszawskiej. Zadebiutował na ogólnopolskiej wystawie fotografii młodzieży w 1957r. Członek grupy twórczej „STODOŁA 60". Członek ZPAF od 1979, uczestniczył w pracach Okręgu Świętokrzyskiego ZPAF, kolejno członek Okręgowej Komisji Kwalifikacyjnej , przewodniczący Komisji Kwalifikacyjnej, Członek Zarządu Okręgu, członek Rady Artystycznej ZG ZPAF, prezes ZG ZPAF, od 2007 w Okręgu Warszawskim ZPAF. Współpracuje z grupami młodzieżowymi, prowadzi szkolenia młodych entuzjastów fotografii, systematycznie uczestniczy plenerach ZPAF i innych organizacji fotograficznych, wieloletni konsultant Ogólnopolskich Warsztatów Fotograficznych DIASTAR w Starachowicach (od 25lat).

Fotografuje krajobraz, architekturę, a także uprawia fotografię socjologiczną i reportaż. Posługuje się klasyczna fotografią czarno-białą i barwną, a także fotografią cyfrową. W twórczości poszukuje relacji człowiek-wydarzenie oraz widzenie-obraz.   -  Paweł Pierściński - członek honorowy ZPAF.



wtorek, 8 marca 2016

Osiedlowy Dom Kultury w Jeleniej Górze zaprasza na "Miłość złe humory ma"


Serdecznie zapraszamy na koncert w wykonaniu solistów Studia Piosenki 
przy ODK pt.:"Miłość złe humory ma"
który odbędzie się 14.03.2016r o godz. 17:00 w sali teatralnej ODK.

Wystąpią: Maryla Nowak, Marzena Madej, Waldemar Korczyński

Akompaniament:
Pianino - Janisław Hiller
Bas - Mirosław Szeffer
Perkusja - Leszek Bartnicki

Wstęp wolny.




poniedziałek, 29 lutego 2016

Serdecznie zapraszamy na wernisaż wystawy malarstwa Edwarda Szuttera pt.: "Pod pozorem codzienności", który odbędzie się dn. 10.03.2016r o godz. 17:00 w Galerii Promocje - ODK.

 
Edward Szutter - urodzony w 1957 w Bolesławcu Śląskim. Członek ZPAP. Brał udział w 75 ogólnopolskich i międzynarodowych wystawach malarstwa. Miał 32 wystawy indywidualne. Zajmuje się również monumentalnym malarstwem ściennym i projektowaniem witraży. Piętnastokrotnie nagradzany na ogólnopolskich wystawach malarstwa.

„(...) Wielką zaletą tego malarstwa jest rzetelność warsztatowa oraz to, co nazywa się stylistyką, pismem malarskim i niepowtarzalnym sposobem kreacji, o wyjątkowym indywidualnym pięknie. Przy całej rzeczowości i obiektywizmie autora, jego obrazy zawierają nutę liryczną, która jest tym subtelniejsza, że nie wspiera ją żadna ludzka fabuła.(...)"
Michał Baca - artysta malarz, krytyk sztuki.
Wystawa czynna od 10.03 do 29.04.2016

piątek, 26 lutego 2016

wtorek, 2 lutego 2016

Witold Zaręba - Każdy chodzi ze swoim wyrokiem

Amanda Eyre Ward po ostatnim rozdziale swojej powieści zamieszcza liczne podziękowania tym, którzy przyczynili się do wydania jej debiutanckiej prozy. Jest nią „We śnie do nieba”, a na stronie tytułowej okładki wydrukowano: trzy kobiety, trzy historie, jeden finał. Otóż rzecz traktuje o kilku więźniarkach w zakładzie karnym, które czekają na wykonanie wyroków śmierci. Jedne już znają datę, kiedy nić ich życia zostanie przecięta (używam stylistyki mojej zaprzyjaźnionej, egzaltowanej poetki), inne liczą na kasację wyroku, na wynik apelacji, liczą na protesty obywateli, którzy są przeciwnikami kary śmierci. Gdyż ta kara już nikogo nie naprawi, będzie tylko odwetem za czyn, który, jak można mniemać, nie zawsze i nie do końca został udowodniony.
Te z wyrokiem śmierci noszą imiona: Tiffany, Karen, Veronika („ma 63 lata i włosy upięte w kok” i za zezwoleniem władz poślubi o 20 lat młodszego mężczyznę). Jackie i Sharleen, tutaj nazywana Szatanicą. Jackie pierwsza otrzyma śmiertelny zastrzyk. Skazane mają prawo wyboru rodzaju śmierci. Mogą ustalić też menu ostatniego posiłku, choćby zażyczyły sobie kilka bardzo wykwintnych dań, ale nie dostaną ani grama jakiegokolwiek alkoholu.

Siedzą tutaj dzieciobójczynie, wielokrotnie morderczynie, mężobójczynie. Jest nią Veronika. Oczywiście w trakcie procesów w radiu, w gazetach, w telewizji ukazywały się reportaże z nimi w roli głównej, życiorysy, wywiady, wypowiedzi psychiatrów i psychologów, dociekających, co mogło sprawić, że kobiety stały się zbrodniarkami.
Chociaż jest to powieść o zabójstwach, to nie zaliczyłbym jej do gatunku kryminałów. Jest tutaj dużo psychologii, jest dużo socjologii, a pojawia się też i mistyka. O Karen do ostatniej chwili walczy Franny (lekarka, która w więzieniu zastąpiła swojego nagle zmarłego wuja) i Rick, prawnik, który już kiedyś ochronił skazańca przed karą śmierci. Zaś Celia, bibliotekarka, której mąż zginął z kuli oddanej z broni w ręce Karen, walczy ze sobą. Jej mąż zginął jako ostatni mężczyzna zabity przez tę prostytutkę. Poprzedni zadawali jej ból, za opłaconą seksualna usługę poniewierali nią i obchodzili się okrutnie, choć w swoich środowiskach uchodzili za mężczyzn, jak to się mówi, przyzwoitych. Karen przydałoby się jej wybaczenie Celii, ale czy można wybaczyć taką zbrodnię? Karen nie czuje wyrzutów sumienia z tego powodu, że uśmierciła swoich seksualnych klientów i oprawców. Ale mąż Celii do nich nie należał. Przypadkowo znalazł się na linii strzału. Ale Celia będzie jedyna osobą, do której skieruje słowo „przepraszam”. Ale to już czytelnik sam się dowie, czy Karen uzyska przebaczenie wdowy i czy w finale swojego życia uwierzy, że śmierć nie kończy jej istnienia, a po tamtej stronie rozgrzeszy ją Bóg.
Warto przeczytać tę poruszającą powieść. Choćby dlatego, że kończąc lekturę książki, uświadamiany sobie, z każdy żyje ze swoim wyrokiem. Tylko że nie wie, kiedy będzie on wykonany i w jakiej kondycji ducha staniemy przed wiecznością.

Amanda Eyre Ward „We śnie do nieba”, przekład Agnieszka Klonowska. Toruń 2006, Wydawnictwo”C&T”

piątek, 22 stycznia 2016

Grzegorz Trop - Ja też chyba napiszę kryminał


Lubię zimowe długie wieczory. Biorę książkę i zapadam się w fotelu pod ulubioną lampą z bordowym abażurem z frędzlami. Tym razem była to „Cząstka prawdy” Lisy Unger. Bohaterka jest dziennikarką. Ma wszystko w życiu poukładane. To znaczy ma brata, rodziców, pracę, którą lubi i chłopaka, z którym jest jej dobrze w łóżku. Więcej jej na razie nie trzeba. No i nagle zaczyna się dziać galopada zdarzeń. Rzuca się pod koła samochodu, by uratować nierozważne dziecko. Filmują to akurat zjawiający się na miejscu kamerzyści. Sfilmowana sytuacja obiega miasto i kraj we wszystkich mediach. I z tym momentem zaczynają się dziać niezwykłe, nieprzewidywalne rzeczy. Rodzice – okazuje się – nie są rodzicami, brat nie jest biologicznym bratem, uwielbiany wujek okazuje się jej ojcem, a jej chłopak … lepiej nie uprzedzać faktów.
Kiedy tak czytałem tę powieść, pomyślałem sobie, że ja też mógłbym się zabrać za kryminał. Na ostatnim piętrze mojego bloku mieszkał stręczyciel. W sąsiednim budynku w piwnicy syn mojego znajomego hodował konopie indyjskie. Nie na własne potrzeby, ale na życzenie swojego kumpla. Kiedy zamierzał zerwać z tym procederem, kumpel chciał go zmusić do kontynuowania hodowli. Syn znajomego wdał się w sprzeczkę i w odruchu samoobrony walnął namolnego kumpla wielką łopatą, która stała w piwnicy. Teraz jest sądzony za zabójstwo.
Nie pisałem ładnych wypracowań, moja nauczycielka od polskiego nieraz załamywała ręce nad moimi wypocinami, a jednak – widzę, ze dałbym sobie radę. W tej powieści, której bohaterką jest Radley, jej adopcyjnym i ojcem – Ben, a biologicznym rodzicielem – Max, są podobne sytuacje. I narkomania, i mordy, co więcej –snuje się na kartach książki Max, choć przecież bohaterka była na jego pogrzebie. Czyli wuj, którego uwielbia, ginie w wypadku, ona rozpacza na jego pogrzebie, a potem wszystko wskazuje na to, że Max dalej żyje. I zdarzenia nie wypływają jedne z drugich, nie ma w powieści następstwa zdarzeń, jest totalne pomieszanie z poplątaniem, ale książkę czyta się wartko.
Więc niech się nikt nie zdziwi, kiedy ja, bazując na prawdziwych faktach, przytoczonych powyżej, tez napiszę powieść kryminalną, a o jej rekomendację poproszę moją nauczycielkę polskiego. Bo muszę ja zadziwić i zaszokować, a poniekąd również będzie to moja rehabilitacja ze wszystkich nieodrobionych zadań i ocen niedostatecznych z gramatyki i wypracowań. Zanim jednak ktoś zarekomenduje moją powieść, ja polecam miłośnikom prozy sensacyjnej „Cząstkę prawdy” Lisy Unger.

Lisa Unger, „Cząstka prawdy” z angielskiego przełożyła Zofia Uhrynowska-Hanasz, ,Warszawa 2009.Świat Książki

czwartek, 14 stycznia 2016

środa, 16 grudnia 2015

Bartek Gorzęcki - Prezydent z nadziei


Taki podtytuł nosi biograficzna książka, której bohaterem jest Andrzej Duda. I bynajmniej nie trzeba poprawiać tytułu, gdyż autorka – Ludwika Preger nie nazwała go prezydentem nadziei, tylko właśnie – z nadziei, dając do zrozumienia, że ten wybór jest odpowiedzią na społeczne oczekiwania tej części elektoratu, której nie satysfakcjonowały dotychczasowe elity władzy.
Książka nie zawiera rozliczenia z tymi, którzy przegrali wybory. Nie ma tu oceń ani oskarżeń. Jest zwykła narracja o tym, kim jest nowo wybrana głowa Państwa. W książce przywołany jest klimat rodzinnego domu Andrzeja Dudy, lansowane tam wzory wychowawcze, znalazło się tam miejsce i na prezentację Pierwszej Damy. Wzrok Andrzeja wyłowił tę śliczną dziewczynę jeszcze w licealnych czasach w gronie rówieśniczek. Autorka daje czytelnikowi do zrozumienia, że zauroczony chłopak nie widział dla siebie szans. A jednak ich losy się splotły, miłość przyniosła wczesny mariaż 22-latków, a zaowocowała przyjściem na świat Kingi.
Z kolei Andrzeja Dudę spośród pisowskich działaczy wyłowił lider partii Jarosław Kaczyński i z pełnym przekonaniem zarekomendował go do roli kandydata na prezydenta państwa. Lojalnie i dość brutalnie ostrzegał, co może czekać kandydata i ewentualnego elekta. Wierzył w jego wyborczy sukces i nie wątpił, że pod jego adresem posypią się wszelkie możliwe oskarżenia. Z drugiej zaś strony wiedział, że jest to człowiek o czystej karcie, że nic nie można mu będzie wywlec z przeszłości. I taki człowiek był potrzebny partii, która miała go rekomendować. Skoro jednak nie powodu, by rumienił się ze wstydu za swoje poprzednie czyny, to ochoczo wytkną mu, że jest ożeniony z Żydówką. Przed tym ostrzegał jeszcze przed ślubem i przyszły teść, Kornhauzer, intelektualista, poeta. Żona Andrzeja zachowała rodowe nazwisko, dodając do niego nazwisko męża, ale rodowód Agaty nigdy nie stanowił dla przyszłego prezydenta najmniejszego problemu.
Kiedy zaczęła się kampania wyborcza, Agata i Kinga spokojnie i z godnością wspierały swojego kandydata. Wygrał. „Scenę polityczna w Polsce strząsnęło prawdziwe tornado” – pisze autorka, która kończy książkę. I jak widzimy tornado szaleje, a my jesteśmy tego świadkami.
X
Ludwika Preger „Andrzej Duda prezydent z nadziei”, wyd. ASTRUM, Wrocław 2015.

piątek, 11 grudnia 2015

X Karkonoska Wigilia Literacka u Gerharta Hauptmanna

fotoreportaż

strumienie.eu 

Z poezją, oplatkiem, muzyka klawikordową i obrazami Kseni

Już po raz X jeleniogórscy literaci, muzycy i osoby niepełnosprawne spotkali się na wspólnej wigilijnej kolacji. Tym razem Karkonoska Wigilia Literacka odbyła się w Muzeum Miejskim ”Dom Gerharta Hauptmanna” w Jagniątkowie.

Janina Lozer - pełnomocnik Stowarzyszenia W Cieniu Lipy Czarnoleskiej – współorganizatora imprezy w imieniu nieobecnej pani prezes Zofii Prysłopskiej oraz Dyrektor Muzeum, Pani Julita Zaprucka.



Klawikort - muzyk wydobywa najcichsze dźwięki, które układają się w niezwykle subtelną, prawie intymną muzykę

Zaproszeni z różnych stron goście mogą w końcu podzielić się wrażeniami

ks. prałat dr Józef Stec zawsze znajdzie dobrą radę dla Urszuli Jonkisz


przy wigilijnym stole i poeci i muzycy i Ksenia Kulikowska z mamą





przy klawikordzie zasiadła Maria Erdman, zagrała między innymi utwory Bacha, Mozarta i Podbielskiego


antrakty między kolejnymi partiami koncertu wypełniały informacje artystki o epokach, kompozytorach i sposobach wykorzystania tego szlachetnego instrumentu, jakim jest klawikord.

kilku minutowa przerwa i można złapać oddech, aby...

wysłuchać przesłania wigilijnego ks. prałata dra Józefa Steca, kapelana i opiekuna twórców jeleniogórskich

Mieczysława Kłos - Kulikowska prezentuje swój najnowszy tomik poezji „Wszystkiego najlepszego oraz Cicer cum caule”


Michał Pawłowicz, mąż Barbary Pawłowicz, która zmarła w sierpniu po ciężkiej chorobie,zaprezentował jej pośmiertny tomik poezji ”Zostaję z Wami”

Maria Suchecka na tle obrazów Kseni Kulikowskiej
Zgodnie z programem ogłoszono konkurs poetycki pod hasłem "Pokonać ból" i na ręce przewodniczącego komisji turnieju poetyckiego – Roberta Bogusłowicza złożono wiersze do oceny autorstwa zarówno osób obecnych na opłatkowym spotkaniu jak i tych, którym rozmaite okoliczności uniemożliwiły przybycie na Karkonoską Wigilię. 
Kiedy jury oddaliło się do pracy, zaczęło się Otwarte Forum Poetyckie recytowano wiersze i śpiewano kolędy.

następnie ogłoszono wyniku konkursu


Dyrektor Muzeum J. Zaprucka i Janina Lozer wręczyły nagrody m.in. Urszuli Musielak za II miejsce

za III miejsce, Annie Lechowicz

wyróżnienie dla Marii Nienartowicz

i Izabeli Rochnowskiej

oraz Urszuli Jonkisz


podziękowania dla Jana Hanca
Ksenia Kuligowska prezentuje obecnie swoje obrazy z cyklu "Kwiaty" oraz "Kosmiczny blues" oraz zamki w Muzeum Miejskim „Dom Gerharta Hauptmanna” Jelenia Góra - Jagniątków







piątek, 20 listopada 2015

Witold Zaręba - Wielkie dzieło


Przyjaciółka niezmiernie oczytana, zorientowana na bieżąco we wszystkich celnych i wartościowych nowościach pewnego dnia, kiedy wszystko się wokół mnie się waliło, że tylko strzelić sobie w łeb, podarowała mi „Niezłomnego” Laury Hillenbrandt. Pod tytułem tej książki widniał dopisek: prawdziwa historia człowieka, który nigdy się nie poddał. Pomyślałem sobie, że ona nie potrafi mnie pocieszyć ani pomóc, więc stosuje kurację książkową, ale ja nie poddam się żadnej manipulacji. I odłożyłem ”Niezłomnego” na cały rok.
Oczywiście trudności, które wówczas wydawały mi się nie do pokonania, już dawno są poza mną, wróciła chęć do życia, a tym samym i chęć, żeby długie jesienne wieczory wypełnić jakąś lekturą. Do biblioteki nie chciało mi się iść, więc zabrałem się za ten prezent. I okazało się, że jest to wspaniała dokumentalna książka, poświęcona wojnie amerykańsko-japońskiej, a jej głównym bohaterem i uczestnikiem tamtych batalii z lat czterdziestych minionego wieku jest olimpijczyk, biegacz o gazelich nogach - Louie Zamperini.
Pochodził z włoskiej rodziny. Był, jak to się mówi, bardzo trudnym chłopcem, a nawet złodziejaszkiem i awanturnikiem, a potem młodzieńcem, w przeciwieństwie do wprost idealnego brata. Zajadle trenował, wyładowując buzującą w nim energię i wnet okazało się, że ma talent, świetnie biega, pokonuje najlepszych – i tym sposobem znalazł się wśród czołówki biegaczy, a w następnej kolejności w amerykańskiej reprezentacji na Igrzyskach Olimpijskich. Odniósł sukces, choć nie taki, o jakim marzył, ale na pewno jego nazwisko pojawiło się na stronach dziennikarskich relacji. Byłby dalej trenował i sięgnął po złoto na następnej olimpiadzie, gdyby nie to, że wybuchła wojna, a on znalazł się w formacji lotniczej.
Walka w powietrzu była zaciekła. Wiele maszyn wodowało. Wiele zostało strąconych. Japońskie myśliwce przecinały niebo i lotem błyskawicy, samobójczo wręcz wbijały się w amerykańskie samoloty. I taki los spotkał również „Greet Hornet” z serii B-24. Jego załoga wystartowała 27 maja 1943 roku, by wziąć udział w akcji poszukiwawczej rozbitków z wcześniej strąconego samolotu. Nie wiedzieli, że im również jest pisany taki sam los. Maszyna runęła do oceanu w rejonie poszukiwań. Na dwie tratwy ratunkowe cudem z otchłani wydobyło się trzech lotników, wśród nich Louie Zamperini.
Zaczął się koszmar: upał w ciągu dnia, dotkliwy chłód nocą. Szybko znikające racje żywnościowe i porcje wody. I wokół rekiny. Kiedy wreszcie pojawił się na niebie samolot, odpalili rakietę i wyrzucili wokół tratw barwiący proszek. Samolot zbliżył się, bo jego załoga dostrzegła sygnały. Zniżył lot i zasypał rozbitków pociskami. Był to japoński myśliwiec. Cudem uniknęli śmierci. Dryfowali dalej. Wyglądali chmur, by nagromadzić deszczówki. Skonstruowali wędki, którymi czasami udało im się złowić ryby, a niekiedy nieruchomieli, by złowić ptaki przysiadające na tratwie. Ich mięso było cuchnące i ohydne, ale jednak podtrzymywało siły wycieńczonych lotników. Kiedy ich oczom ukazał się ląd, nie oznaczał wybawienia. To była wyspa zajęta przez wrogów, a ci wzięli rozbitków do niewoli.
Zmieniały się obozy, miejsca przetrzymywania jeńców, ale wszędzie byli traktowali z niezwykłym okrucieństwem. Wreszcie znaleźli się w obozie, gdzie były olimpijczyk był traktowany z niezwykłym sadyzmem. Wysoki, znakomicie zbudowany, wykształcony strażnik, pochodzący z dobrej, zamożnej rodziny, okazał się psychopatą. Na swoją ofiarę upatrzył właśnie Zampariniego. Katusze, jakie on oraz inni jeńcy przeszli, są nie do opisania. Głód, fizyczne pastwienie się, szczury, insekty, niegojące się rany, brak leków, zero higieny – to wszystko dziesiątkowało jeńców. W USA rodziny zestrzelonych, po których nie było śladu, po przyjętym okresie poszukiwań zostały powiadomione, że ich synowie, bracia, mężowie nie żyją. Tylko najbliżsi Louia, zwłaszcza matka, nie tracili nadziei.
Można sobie wyobrazić, jaką euforyczną radością jeńcy witali amerykańskie bombowce nadlatujące nad Tokio w ostatnim akordzie wojny. Zbliżał się jej koniec. Doczekali się pierwszych zrzutów żywności i napojów. Objadali się do nieprzytomności, ale też – o dziwo – dzielili się z wynędzniałymi japońskimi cywilami.
Olimpijczyk ocalał. Jego ducha nic złamało nic. Wrócił do kraju, zakochał się, ożenił i doczekał powiększenia rodziny. Ale koszmary go nie opuszczały. Topił je w alkoholu. Żonie nie wystarczyło sił, by to wszystko znieść przetrwać, a jednak, w ostateczności miłość okazała się silniejsza. Uwolnienie z traumy w jednej osobie bohater i ofiara znalazł w odzyskanym Bogu. Kiedyś, kiedy nie było grama nadziei na ocalenie, obiecał tej nieodgadnionej Istocie, w którą w gruncie rzeczy nie wierzył, że jeśli ocaleje, wróci do Boga. I kiedy po latach pełnych udręki koszmarnych wspomnień przypomniał sobie tę obietnicę, odmienił swoje życie. A okazało się ono długie. Nim umarł w 85 roku życia, jeszcze zdążył polecieć do Japonii i wybaczyć oprawcom, jeszcze zdążył biec z pochodnią olimpijską na otwarcie Igrzysk. Gdyż Zamperini był niezłomnym mężczyzną. Nie wiem, co mnie jeszcze spotka, ale chciałbym zachować się w obliczu zagrożenia i trudów tak, jak on.

Laura Hillenbrandt, Niezłomny, Opowieść o przetrwaniu, sile ducha i wybawieniu, tłum. Anna Sak, ZNAK, Kraków 2011.


Wigilia u Gerharta Hauptmanna w Jagniatkowie

Muzeum Miejskie "Dom Gerharta Hauptmanna" w Jeleniej Górze-Jagniątkowie

zaprasza


7 grudnia 2015 o godz. 12.00

na

X Karkonoską Integracyjną Wigilię Literacką



W tym szczególnym i podniosłym przedświątecznym czasie, w domu śląskiego Noblisty – Gerharta Hauptmanna odbędzie się spotkanie przedstawicieli środowisk twórczych, klubów literackich oraz ludzi pióra z Jeleniej Góry i okolic. W programie m.in. turniej literacki inspirowany ideą „Pokonać ból, uwolnić radość”, prezentacja najnowszego tomiku poezji Mieczysławy Kłos-Kuligowskiej, wspólna kolęda i życzenia opłatkowe. Całość imprezy uświetni koncert klawikordowy w wykonaniu Marii Erdmann.

sobota, 19 września 2015

21 września spotkanie z Andrzejem Żurkiem w jeleniogórskim ODK

Spotkanie z cyklu „ars poetica”- Andrzej Żurek - PRZEKORKI

Andrzej Żurek, ur. w 1960 roku, ukończył PWSSP (dzisiejszy Uniwersytet Artystyczny) w Poznaniu. Studiował malarstwo pod kierunkiem     profesorów: Andrzeja Kurzawskiego, Jacka Waltosia i Zbigniewa Bednarowicza. Dwukrotny laureat Konkursu UMBERTO i nagrody  „L`Art     en Europe". Pracował w ASP i Wyższej Szkole Sztuki Stosowanej w Poznaniu. Założyciel Galerii „a²". Założyciel i lider Poznańskiej Grupy Artystycznej 4ARP+1, obecnie powrócił do pracy dydaktycznej.