wtorek, 16 maja 2017

Noc Muzeów - Dom Hauptmanna


Michał Zasadny - Brudna podszewka rzeczywistości




Jestem wstrząśnięty i zdumiony. I pełen podziwu dla Justyny Kopińskiej, jak czytam na skrzydełku okładki, dziennikarki wielokrotnie wyróżnianej, w tym Nagrodą Dziennikarską Amnesty International - Pióro Nadziei. Jest autorką zbioru reportaży "Polska odwraca oczy". Kopińska wraca w nich do spraw, o których słyszeliśmy w doniesieniach mediów.
Oto wielokrotny zabójca i pedofil i skazany na najwyższy wymiar kary opuszcza przed odsiedzeniem wyroku zakład karny. Bo okazuje się, że jest inteligentny, oczytany, przechodzi wyraźną resocjalizację, i co zdumiewające, wzbudza miłość kobiety pozostającej na wolności i bierze z nią ślub. A ona opowiada dziennikarce o miłości do mordercy i pedofila, biorąc go w obronę, eksponując wszystko, co dobre w tym człowieku.
Niejeden reportaż opowiada o skorumpowaniu władz i bezsilności wymiaru sprawiedliwości, który niestety działa tak, jakby był pozbawiony poczucia sprawiedliwości. Może by nikt by nie uwierzył, ale nie odsiaduje kary prezydent miasta, który wyłudzał co miesiąc od zatrudnionych w urzędzie pracowników dziesięć procent ich wynagrodzenia. Nie został ukarany, a teraz wykonuje prawniczy zawód.
Włosy stają dęba na głowie, kiedy człowiek czyta o takich sprawach. Albo o tym, że w placówkach opiekuńczo – wychowawczych, w których dzieci i młodzież mają wychodzić na tak zwaną prostą drogę, ulegają wręcz odwrotnemu procesowi. Młodzi podopieczni krzywdzą się wzajemnie, są krzywdzeni przez opiekunów. Jest to krzywda i fizyczna, i psychiczna. Wypacza charakter, rodzi głębokie urazy nie do wyleczenia. I to nawet w placówce o ponad stuletniej tradycji, prowadzonej przez zakon. A przecież gdzie jak gdzie, ale w tym miejscu, powinno spodziewać się bezpieczeństwa, miłości, oddania i opieki.
Wstrząsający jest przykład szpitala psychiatrycznego dla dzieci i młodzieży, w którym za wiedzą dyrektorki, za jej przyzwoleniem, a co gorsza, przy jej czynnym udziale pastwiono się nad pacjentami w bezlitosny sposób. A dochodzenie w tej sprawie wlokło się w nieskończoność. Kiedy pani dyrektor została zwolniona, szybko znalazła miejsce w innym miejscu, gdzie zachodziła obawa, że będzie dalej nadużywać swojej władzy.A obrona obwinionej szła w tym kierunku, że nie należy wierzyć dziewczynkom czy chłopcom, skoro są nienormalni, chorzy psychicznie.
Na szacunek zasługuje odwaga i rzetelność dziennikarska autorki. Dociera do wszystkich zainteresowanych stron. Sięga do wszystkich możliwych źródeł. Nikogo się nie boi. Kieruje nią dziennikarska etyka. Spieszyć z pomocą, odsłaniać prawdę.
Ona obnaża nasz społeczny wizerunek. Jeździmy samochodami, udzielamy wywiadów, teraz każda gmina ma swoją gazetę, a nieraz i lokalną telewizję. Pokazujemy się w regionalnej i centralnej telewizji, pchamy pełne wózki w supermarketach. Kraj wydaje się zasoby i szczęśliwy. Tymczasem młoda dziennikarka pokazuje, co dzieje się tak naprawdę pod brudną podszewką rzeczywistości.

Justyna Kopińska "Polska odwraca oczy",wydawnictwo Świat Książki, Warszawa 2016.

środa, 10 maja 2017

Urszula Musielak w ODK 15 maja

Serdecznie zapraszamy na kolejne spotkanie z cyklu "ars poetica" pt.:

"Szepty dnia i podszepty nocy" - Urszula Musielak

 które odbędzie się w poniedziałek dn. 15.05.2017r o godz. 17:00
 w Kawiarni Muza Osiedlowego Domu Kultury w Jeleniej Górze.


Urszula Musielak jest aktywną członkinią Stowarzyszenia W Cieniu Lipy Czarnoleskiej, w roku 2013 wydała tomik „Wyznania Milczących drzew”, opisała w nim swoje obserwacje świata fauny i flory oraz ludzkich zachowań, które stały się głównym tematem wierszy. Trzy lata później pojawił się drugi tomik „Skrzydła życia”.
Serdecznie zapraszamy.




środa, 26 kwietnia 2017

Michał Zasadny - Tylko dla mężczyzn, czyli odszukać i zniszczyć





Lata sześćdziesiąte, Wietnam, wojna. Młodzi Amerykanie lecą na front. Murzyni, biali, Eurozjaci, metysi, wszyscy, których obowiązuje służba wojskowa. Lecą, bo muszą. Ale Michael Herr nie musi, ale chce. Jest dziennikarzem, reporterem. Taki wykonuje zawód, że chce i musi być tam, gdzie dzieje się coś ważnego. A w Wietnamie dzieje się nie tylko coś historycznie ważnego, ale też ważnego z puntu widzenia doświadczenia ludzkiego gatunku. Tam leje się krew i sieje się gniew oraz nienawiść.
Korespondentów można podzielić na kilka grup. Jedni tu przylecieli, bo skierowały ich żądne świeżych newsów agencje, redakcje, szefowie. Inni, jak Herr, z poczucia dziennikarskiego obowiązku, z poczucia misji do spełnienia, inni zaś, jak hieny, szukają krwi i mocnych wrażeń. No i oczywiście znajda się w tej grupie ludzie żądni mocnej męskiej przygody. Leniwi będę relacjonować to, co przygotuje dla nich prasowy sztab w Sajgonie czy w innym miejscu wolnym od nalotów. Ale są i tacy, jak Herr, którzy pragną dotknąć wojny własną ręką, o ile tak można powiedzieć, zobaczyć na własne oczy, usłyszeć na własne uszy, poczuć w nozdrzach zapach krwi, potu, smarów, zgnilizny, prochu i tego wszystkiego, co lęgnie się w dżungli, w bezpośrednim starciu, co widać z helikopterów i noktowizjerów, czyli wszystko w realu, nic za czyimś skłamanym pośrednictwem. Bo jak Herr podkreśla niejednokrotnie, oficjalne komunikaty, hurra optymistyczne, przekłamywały rzeczywiste fakty, by eksponować wytrwałość, męstwo i heroizm marinez, powietrznej kawalerii, piechoty i wszystkich innych formacji, a liczba ofiar zawsze była zaniżona lub eufemistycznie nie podawana wprost, ale okrągłymi, "wylizanymi" komunikatami:straty niewielkie, mniejsze niż u przeciwnej strony itd. Tymczasem trup kładł się gęsto, odniesione rany były okrutne, a prawda przedstawiała się tak, jak Herr pisze na 67 stronie:" Wszyscy tam chcieli po prostu przeżyć, to był kryzys egzystencjalny, w okopach naprawdę nie było ateistów. Nawet gorzka wypaczona wiara jest lepsza niż żadna, podczas ciężkiego ostrzału Con Thien słyszałem o jednym czarnym marine, który powiedział: Nie martw się, dzieciak, już Bóg coś wymyśli" (str.67).
Ale to nie Bóg, ale człowiek urodził nienawiść, gniew, pogardę, zawiść i inne takie mroczne zakamarki duszy. Dla tych młodych mężczyzn najgorsza jednak była obawa, że kiedy zostaną ranni, utracą to, co stanowi o ich męskości.
A prawda była taka, jak pisze w innym miejscu, że "Mogłeś zginąć od kuli, miny, granatu, rakiety, pocisku moździerzowego, snajperskiej kuli albo od eksplozji, (...) tak że pozostałości trzeba było zabrać do pałatki i zanieść do Ewidencji Grobów". Wśród żołnierzy zdarzali się czystej wody kryminaliści, ale dla tych zabijanie było największą przyjemnością, bo mord wsadził ich do kryminału, a tutaj mogli uprawiać mord usankcjonowany i jeszcze dostać za to medal, oczywiście jak przeżyli.
Ciekawy był stosunek żołnierzy do korespondentów wojennych. Pogardzali nimi, uznawali za słabeuszy, ale kiedy poznawali bliżej tych najlepszych, na przykład jak włączali się do ataku lub obrony czy też rzucali się do pomocy przy ratowaniu ofiar, wtedy stawali się dla nich jak bracia, kumplowali się z reporterami i dzielili ostatnią puszką przydziałowego prowiantu lub ostatnim skrętem. Gdyż jaranie było tutaj na porządku dziennym, inaczej można było zwariować no i niejednemu odbiła szajba. Herr posługuje się dosadnym językiem, językiem ulicy, slamsów, słownikiem ostrych emocji i niekontrolowanych reakcji. Roi się w tej książce od wulgaryzmów, nic tu nie jest wykropkowane, bo czyż można wykropkować fragmenty życia i sytuacje grożące śmiercią? Tam obowiązywała zasada: odszukać i zniszczyć. Oczywiście wroga.
Ale sztabowcy mizdrzyli się do korespondentów wojennych. Nawet najmarniejszy dziennikarzyna, pisze Herr,"...miał nad nimi władzę, (...) budziła ona lęk sztabowców, drżących o posady, a u szeregowców podcinała instynktowną wiarę w przetrwanie (...) Sam fakt, że wybraliśmy właśnie ich, zdawał się przepowiadać najgorszą jatkę, bo oni wszyscy byli przekonani, że korespondenci wojenni nie marnują czasu.(str.223).
No i w tym miejscu nasuwa się refleksja, że i w czasach pokoju media zwykło się nazywać czwartą władzą. Dziennikarze mogą wylansować, ale mogą też zniszczyć. I dlatego nieraz można zaobserwować merdanie tych czy owych wobec reporterów. Co zresztą deprawuje i samych dziennikarzy, którzy, bywa, czują się i wszechwiedzący, i wszechmocni. Ale to tak na marginesie.
W innym miejscu, na str. 264 autor pisze: "Mówiono o nas amatorzy wrażeń, łowcy ran, czciciele chojraków, śmierciojady, wojnoluby, moczymordy, ćpuny, zmory, cioty z szafy, komuchy, wywrotowcy, nawet nie pamiętam wszystkich wyzwisk".
Tak sobie myślę, że każdy dziennikarz albo adept tego fachu na odpowiednim kierunku kształcenia koniecznie powinien przeczytać "Depesze". Jego autor z doświadczeniem korespondenta wojennego po latach został współscenarzystą filmu "Czas apokalipsy".

Michael Herr "Depesze", przekład Krzysztof Majer,Wydawnictwo Karakter, Kraków 216.

piątek, 21 kwietnia 2017

Daniel Rzepecki - Literatura i życie





Czasami rekomenduję jakieś książki, ale wyznam, że i sam kiedyś próbowałem wydać swój zbiór opowiadań, ale nie było zainteresowania ze strony tych, od których to zależało. Nie dociekam, czy opowiadania były złe. Może i były. Trudno, ale teraz, po przeczytaniu powieści "Prawie doskonała" hiszpańskiej pisarki Mariny Mayoral przypomniało mi się jedno z nich. Na kanwie obserwacji życia moich przyjaciół, widząc nadmierne zainteresowanie płcią piękną męża mojej znajomej, napisałem opowiadanie, w którym on zaczyna romansować z młodszą od żony dziewczyną, a narrator spotyka ich po kilku miesiącach i widzi, że ta młoda ma zmienioną sylwetkę. Jest w ciąży. Bohaterowie mojego opowiadania rozwodzą się. Moja krótka proza była antycypacją tego, co się zdarzyło w realu. Moi znajomi są już po rozwodzie, a on polubił ciężarną dziewczynę, która spodziewała się jego dziecka. Oczywiście opuścił pierwszą żonę i dzieci z tego pierwszego związku. A tak naprawdę to żona wniosła pozew o rozwód.
To moje niewydrukowane opowiadanie przypomniało mi się, kiedy okazało się, że ta ceniona pisarka wykorzystała identyczny motyw. Czyli zdarzenia, które wymyśliła na użytek jednej ze swoich powieści, po kilku latach zdarzyły się naprawdę. Też był romans męża narratorki, tylko skutki okazały się bardziej dramatyczne, a wręcz tragiczne. Mąż narratorki zostaje zastrzelony, a ją obwinia się, że perfekcyjnie zrealizowała z zemsty i chciwości scenariusz zawarty w jednej z jej powieści sprzed lat. Takie oskarżenie kieruje do bohaterki i zarazem narratorki jej własny syn, który ojca bezkrytycznie uwielbiał.
Autorka na str. 36 snuje takie dywagacje, które po moim doświadczeniu wydają się bardzo prawdopodobne: "...relacje pomiędzy życiem a literaturą są złożone, czasem wręcz niepokojące i tajemnicze, i że nie należy wyciągać pochopnych wniosków. (...) literatura niekiedy służy za znak, za omen w stosunku do tego, co nastąpi później. Jest rodzajem antycypacji, przepowiednią tego, co ma się zdarzyć". No i dochodzę do wniosku, że jestem kimś w rodzaju niedocenionego wizjonera, który na osnowie obserwacji, zaledwie widocznych dla innych, przebłysków zdarzeń, ledwie dostrzegalnych sygnałów potrafi wysunąć kolejny ciąg następstw. A może mam za mało talentu albo jestem zbyt leniwy, żeby przebić się ze swoimi opowiadaniami?
Mayoral pisze, że "Talent jest darem, albo go masz, albo nie i od twego zależy, co osiągniesz. Ale żeby naprawdę coś osiągnąć, nie wystarczy talent, potrzeba pracy, dużo pracy".
"Prawie doskonała" to jest powieść psychologiczna, historia o tym, czy współczesna kobieta może się realizować kosztem rodziny. Czy ma do tego prawo. Jakie skutki niesie wybranie tego priorytetu. Bohaterka jest pisarką, jej mąż wybitnym matematykiem, ale jej nie wystarcza taki układ. Pragnie swojego życia, swoich sukcesów i swoich pieniędzy. Kocha go, docenia, boleśnie przeżywa fakt, że ją zdradza, a wiadomość ta była dla niej szokiem i źródłem cierpienia. Opuszcza go, zabiera synów, gdyż nie chce być tą zdradzaną i porzucaną.
Kiedy on zostaje zastrzelony, cierpi. I czytam: "Kiedy ból jest zbyt duży, tworzy wokół ciebie opustoszałą przestrzeń, której granicy nie może przekroczyć nikt, nawet ci, których kochasz". Bohaterka wciąż używa drugiej osoby, bo w każdym rozdziale zwraca się do syna, chcąc się usprawiedliwić, uniewinnić, gdyż nie popełniła żadnej zbrodni, chcąc pokazać mu prawdę o nieżyjącym ojcu. Bo jak to bywa, oboje postrzegają go inaczej. Bo działa prawo psychologiczne, o którym pisze w innym miejscu: "Nigdy lub prawie nigdy nie postrzegamy rzeczywistości w sposób niewinny, czysty, bez uprzedzeń i barier, które deformują nasz ogląd. Widzimy to, co chcemy zobaczyć, albo to, co nauczono nas widzieć. Czasami to, co boimy się ujrzeć. I bardzo rzadko uświadamiamy sobie, jak zdeformowane jest szkło, przez które patrzymy, jakie lęki, pragnienia, nabyte doświadczenia warunkują percepcję tego, co rozgrywa się na naszych oczach".
Na moich oczach na przykład rozgrywa się napięcie między dwoma osobami, z których każda utrzymuje, że ma absolutną rację. A może to ja mam rację, kiedy myślę, że obie nie potrafią wyjść poza swój subiektywny punkt widzenia?
Niech sobie poczytają "Prawie doskonałą", to będzie ćwiczenie, jak rozumieć siebie i innych, w tym własne dzieci, rodziców, kochanków itd itp.

Marina Mayoral, Prawie doskonała, przełożyła Elżbieta Komarnicka, Warszawskie Wydawnictwo Literackie MUZA SA, Warszawa 2009.
ps
Prawie doskonała nie jest bohaterka, ta nie ma jednego oka, a od urodzenia utyka z powodu krótszej jednej nogi. Poza tym jest śliczna, utalentowana i ambitna, nic więc dziwnego, że wzbudza ogromne zainteresowanie mężczyzn. Prawie doskonała jest zbrodnia, dokonana na jej mężu.

środa, 5 kwietnia 2017

Michał Zasadny - Rozkosz czytania o pięknej kobiecie


Znalezione obrazy dla zapytania Bertrand Meyer Stabley "Prawdziwa Sophia Loren" , z



Każdy, kto jest do mnie podobny, powinien wziąć do ręki biograficzną powieść "Prawdziwa Sophia Loren" Bertranda Meyera Stableya. Wyjaśnię,dlaczego jest takie ważne to podobieństwo. Bo ja nie jestem ani wysoki, ani przystojny, nie mam też bujnej czupryny ani ognistego spojrzenia. Muszę uważać, jak proszę dziewczynę do tańca, żeby nie okazało się, że sięgam jej do nosa. No więc lektura tej książki podnosi na duchu takich facetów jak ja. No bo jeżeli ta wspaniała aktorka zakochała się i poślubiła reżysera nazwiskiem Carlo Ponti, mężczyznę podobnego do mojej postury, to może i mnie przytrafi się coś podobnego.
Matka przyszłej aktorki była bardzo urodziwa. Tak urodziwa, że rozkochała w sobie reżysera i urodziła mu córkę, ale niestety dziewczynka pozostała dzieckiem nieślubnym, gdyż reżyser nie miał zamiaru poślubić partnerki.
Wysoka i chuda dziewczyna najpierw była brzydka, a potem wyładniała i nawet wygrała konkurs piękności. O tym, że poznała i poślubiła znanego reżysera, wie każdy. Była od Carla wyższa, ale ani jej, ani jemu to nie przeszkadzało. Robiła karierę, rozwijała swój talent, żeby nie tylko uroda była jej atutem. Z tym poślubieniem łatwo nie było, bo włoskie prawo nie uznawało rozwodów, a Carlo już raz był żonaty.
Kochała swojego brzydkiego, ale wybitnego męża i wszystko wskazuje na to, że pozostawała mu wierna. Ale nie każdy wie, że oboje nadużyli prawa podatkowego i znana już aktorka spędziła miesiąc we włoskim areszcie. Wyplątała się z tej trudnej sytuacji, ale gazety miały używanie.
I kto by pomyślał, że ta wspaniała aktorka lubiła gotować i wcale za pospolitą kuchtę się nie uważała. Miała swoje specyficzne przemyślenia. Czas się dla niej zatrzymał, nie traciła urody, ale mawiała tak: "Ciało zachowuje jędrność, jeśli dusza pozostaje młoda. W przeciwnym razie wszystko się wali. Wydobyć to, co najlepsze z tego, czym obdarzyła nas natura".
Była osobą pełną pasji, pracowitą i wytrwałą. Tym cechom zawdzięczała swoje sukcesy. Nie tolerowała leni. Uważała, że "Ludzie, którzy nie mają nic do roboty, zawsze krytykują. Krytykowanie to nic innego, jak bezproduktywne spędzanie czasu na mówieniu o innych". Bardzo mi się to podoba, bo znam niejedną pleciugę, która powinna to wziąć sobie do serca, że samo krytykowanie jeszcze świata nie zmienia na lepsze.
Zofia, że tak nazwę ją spolszczonym imieniem, została matką i bardzo sobie ceniła tę życiowa rolę. Może dlatego, że sama wyrosła bez ojca, bardzo sobie ceniła rodzinę. W jej przekonaniu "...rodzina jest najlepszą ochroną przed życiowymi problemami". Więc i ja postanawiam założyć rodzinę, żeby mieć oparcie w kimś bliskim, jak bracia i siostry oddalą się w swoje życie..
Lubię takie książki, które opowiadają o prawdziwym życiu i poprawiają człowiekowi humor, a przy tym czyta się je bardzo lekko.

Bertrand Meyer Stabley "Prawdziwa Sophia Loren", z francuskiego tłum. Piotr Wrzosek, Warszawa 2009, Klub Dla Ciebie.

czwartek, 30 marca 2017

Tak to się zaczęło...

Dawno, dawno temu, za siedmioma górami
Żyła sobie Marysia z dziesięcioma u rąk palcami.
Były one aktywnie wykorzystywane co dzień
Latały po klawiaturze w słońcu, deszczu, mrozie.
Ona była szczęśliwa oraz zwariowana
Rodzice wszystkim mówili, że utalentowana.
Babcia ich słuchała myśląc o muzyce
Przecież nie będzie szczęśliwa siedząc na fizyce.
Tata i staruszka kupili jej pianino
I tak oto rozpoczął się efekt domino.
Marysia musiała ćwiczyć choć bardzo nie chciała
Mieszkała w bloku więc wszyscy słyszeli jak płakała.
Prawie szkołę muzyczną sobie odpuściła
Lecz pani Danusia sprawiła że siła jej wróciła.
Skończyła pierwszy stopień oraz podstawówkę
Wszystkim udowodniła że ma jednak główkę.
Dwa czerwone paski dodały jej pewności
Już nie miała powodów do okazywania złości.
Pokochała muzykę, pokochała ludzi
Gra sprawia jej przyjemność, chodź tyle się trudzi
Maria Migdalska

środa, 15 marca 2017

20 marca w ODK wystąpi "Dolnośląska Grupa Literacka NURT"

Serdecznie zapraszamy na kolejne spotkanie z cyklu "ars poetica" pt.:
"Dolnośląska Grupa Literacka NURT"
 które odbędzie się w poniedziałek dn. 20.03.2017r o godz. 17:00
 w Kawiarni Muza Osiedlowego Domu Kultury w Jeleniej Górze.

Dolnośląska Grupa Literacka NURT jest klubem działającym przy Miejskim Domu Kultury w Lubaniu od roku 2006. Przy finansowym wsparciu Burmistrza Miasta Lubań, wydawane są almanachy DGL NURT. Grupa zaprezentuje piąty almanach zatytułowany "A miało być o wiośnie...", który został wydany w roku 2016 w związku z dziesięcioleciem działalności grupy.


niedziela, 5 marca 2017

Daniel Rzepecki


Znalezione obrazy dla zapytania Edmundo Paz Soldan "Śmierć na ulicy Unzueta”



Prawda jest zaskakująco straszna.
Rzecz dzieje się w jednym z krajów Ameryki Łacińskiej. Narratorem jest naukowiec, wykładowca jednej z wyższych uczelni, który wraca w swoje strony rodzinne, gdyż zaczyna pisać dysertacje, w której chce wyjaśnić zagadkę śmierci swojego ojca. W opinii wszystkich człowiek ten był ofiarą reżymowych władz. Jego syn dociera do swoich krewnych, tropi dokumenty, odbywa rozmowy ze świadkami ówczesnych wydarzeń. A im wnikliwiej bada i tropi sprawę, tym wizja zaistniałych zdarzeń coraz bardziej jest odległa od rzeczywistych faktów.
Ci, którzy w opinii potomnych uchodzą za nieposzlakowane istoty, w gruncie rzeczy byli podli i niegodziwi. To, co odkrywa, jest dla narratora druzgoczące. Przy okazji czytelnik dowiaduje się o osobistych przeżyciach badacza faktów. Od czasu do czasu pojawiają się bulwersujące myśli.
Padają między innymi następujące słowa:
Zawsze wierzyłam, że miarą człowieka niekoniecznie jest sukces, tylko wielkość jego marzeń.” (str.72), więc nie ma co się martwić, że spotykają nas zawody i niespełnienia. Ważne jest, jakie marzenia wypełniają nasze dusze.
Na stronach powieści rejestrowane są zmiany, jakie zachodzą w psychice ludzi, posługujących się współczesnym środkiem komunikacji. Między kontynentami można porozumieć się błyskawicznie za pomocą Skype, lub za pomocą internetowego listu, który do adresata dociera w ciągu kilku sekund.
Wiec Edmundo Paz Soldan autor "Śmierci na ulicy Unzueta" pisze, że „… dzięki środkom łączności można się obejść bez komunikacji osobistej, twarzą w twarz z tym całym natłokiem min, które każdą wiadomość czynią dwuznaczną, i że dzięki odległości człowiek może skupić się tylko na sensie informacji.” (str. 90)
W innym miejscu czytamy, że łatwość przepływu informacji sprawia, że bywamy jeszcze nadmiernie dociążani sprawami innych, co niekiedy wyprowadza nas z równowagi, choćbyśmy byli nam nie wiem jak bliscy i drodzy. (str. 97). Wskutek tej lawiny kontaktów Soldan pisze, że "świat pełen jest ludzi niewłaściwie lokujących uczucia, bijących do serc obojętnych, na próżno poświęconych innym, a może nie na próżno, może zachowanie wierności własnym uczuciom to wyrafinowana forma odkupienia, pozwalająca wstąpić w rejony wyższe bez narcystycznego, banalnego oczekiwania wzajemności".
I czytelnika wychowanego na literaturze klasycznej, gdzie wierność jest cnotą, a wzajemność faktem upragnionym, dziwią i zaskakują powyższe stwierdzenia, gdyż doprawdy trudno uwolnić się od schematów psychologicznego przeżywania utrwalonych przez pokolenia. A w innym miejscu czytamy: "Na nas, dzieci spada niepotrzebny i niesprawiedliwy ciężar tryumfów i porażek rodziców: dostatecznie trudno jest dźwigać własne życie." (str. 11)
No dobrze, na naszym kontynencie, czy na każdym innym dokąd przemieszczamy się już z niezwykłą łatwością, nie pozostaje nic innego, jak dźwigać własne życie, choć od doświadczeń rodziców uwolnić się jest bardzo trudno.
Edmundo Paz Soldan "Śmierć na ulicy Unzueta” (przeł. Tomasz Pindel, Kraków muchaniesiada.com Kraków 2006)




niedziela, 27 listopada 2016

5 grudnia zapraszamy do

Muzeum Miejskiego "Dom Gerharta Hauptmanna" w Jeleniej Górze - Jagniątków


PROGRAM

XI Karkonoska Integracyjna Wigilia Literacka
w Muzeum Miejskim „Dom Gerharta Hauptmanna"
w Jeleniej Górze
5 grudnia 2016r.


Godz. 12.00
Uroczyste otwarcie - Dyrektor Muzeum J. Zaprucka i przedstawiciel Stowarzyszenia W Cieniu Lipy Czarnoleskiej,
Ogłoszenie turnieju poetyckiego, pt. „Gwiazdka na każdy dzień".
Godz. 12.15
Odnalezione w czasie” — prezentacja fragmentów trzeciego tomiku wierszy w wykonaniu autorki Grażyny Domagalskiej oraz innych członkiń Stowarzyszenia W Cieniu Lipy Czarnoleskiej..
Godz. 12.45
Budowniczy Europy -Święci nigdy nie wychodzą z mody" — wykład ks. prof. T.Fitycha
Godz. 13.15
Tradycyjny opłatek, wigilijne słowo do środowisk twórczych - ks. dr Józef. Stec (śpiewanie kolęd)
Godz. 13.30
Przerwa na słodki poczęstunek i złożenie tekstów turniejowych.
Godz. 14.00
Monodram —„Hauptmann odczytany na nowo" w oparciu o zbiór wierszy w wykonaniu Mieczysławy Kłos-Kuligowskiej. Równolegle - praca jury przy ocenie tekstów.
Godz. 15.00
Ogłoszenie wyników turnieju poetyckiego, wręczenie dyplomów i nagród książkowych.
Impreza organizowana we współpracy ze Stowarzyszeniem „W Cieniu Lipy Czarnoleskiej"

środa, 16 listopada 2016

21 listopada 2016 r. w ODK

Serdecznie zapraszamy na kolejne spotkanie z cyklu "ars poetica" pt.:

"PAMIĘTAJCIE O JASKÓŁKACH"

 które odbędzie się w poniedziałek dn. 21.11.2016r o godz. 17:00

w kawiarni MUZA Osiedlowego Domu Kultury w Jeleniej Górze.

Promocja tomiku wydanego przez Stowarzyszenie W Cieniu Lipy Czarnoleskiej. Jest to zbiór opowiadań, które powstały w czasie warsztatów literackich „Nad Stawami" w Barcinku. Twórcy jeleniogórscy spotykają się systematycznie, aby wymieniać poglądy i szlifować swój warsztat pisarski. Z takich właśnie spotkań powstają utwory, które później zostają opublikowane w formie tomiku. 


 

sobota, 22 października 2016

„Potomek Kresów" Anny Boruty-Lechowicz w ODK

 fotoreportaż

10 października odbyła się w kawiarni Muza promocja książki Anny Boruty-Lechowicz „Potomek Kresów”, która pochodzi z Kresów Wschodnich, we Wrocławiu w Wyższej Szkole Rolniczej ukończyła studia, po których przeniosła się do Jeleniej Góry. Pisze wiersze i prozę wydawaną w almanachach i antologiach Stowarzyszenia W Cieniu Lipy Czarnoleskiej, do którego należy od samego początku.

 
Anna Boruta-Lechowicz

Pani Katarzyna Skibińska - Zając przywitała licznych gości


 Chóry „Quo vadis” z Kowar i „Światło Serca” z Jeleniej Góry




uczniowie z LO im K. Cypriana Norwida w Cieplicach






 
od lewej Hubert Horbowski, Andrzej Gniewek i Joanna Małoszczyk


Janusz Bojdzio zagrał i zaśpiewał na gitarze „Balladę wrześniową” Jacka Kaczmarskiego.


Pod kierownictwem profesor Haliny Lejczak i Eweliny Zwolnickiej z LO im K. Cypriana Norwida w Cieplicach uczniowie z klas IIIa i IIIe: Anna Zębik, Mira Kępińska, Kinga Waszniewska, Kirył Pietruczuk, Maksymilian Niemczyk, Michał Kuśmirek, zaprezentowali zebranym gościom fragmenty książki „Potomek Kresów” pod hasłem patriotyzm, wiara, bohaterstwo.



 Andrzej Gniewek sprezentował zebranym na sali gościom mały koncert na skrzypcach.




Chóry „Quo vadis” z Kowar i „Światło Serca” z Jeleniej Góry pod batutą Andrzeja Gniewki, razem z bohaterką wieczoru, która jest również członkinią tego ostatniego chóru zaśpiewały nastrojowe pieśni ekumeniczne a'capella.

Można było później uzyskać imienny wpis do zakupionych książek.


„Literatura i Karkonosze”

8 października 2016 r. miała miejsce sesja popularnonaukowa w siedzibie Związku Gmin Karkonoskich, pałacu Bukowiec.

 fotoreportaż


Sesja została zorganizowana przez Muzeum Miejskie „Dom Gerharta Hauptmanna” w Jeleniej Górze, Regionalną Pracownię Krajoznawczą Karkonoszy działającą przy Związku Gmin Karkonoskich i Stowarzyszenie „W Cieniu Lipy Czarnoleskiej”.
W kuluarach już rozpoczęły się rozmowy

Ivo Łaborewicz, Dyrektor Archiwum Miejskiego w Jeleniej Górze w rozmowie z Julitą Zaprucką, Dyrektor Muzeum "Dom Gerharta Hauptamnna"


od lewej; Jan Hanz, Michał Pawłowicz i Maria Suchecka

członkowie ze stowarzyszeń Jeleniogórski Klub Literacki oraz W Cieniu Lipy Czarnoleskiej


Państwo Zbigniew i Danuta Mysłek członkowie Stowarzyszenie W Cieniu Lipy Czarnoleskiej

Ullrich Junker i dr Józef Zaprucki

Maria Nienartowicz, pisarka i poetka, śledzi uważnie program konferencji.
Gości wita Witold Szczudłowski – dyrektor Związku Gmin Karkonoskich.

Krzysztof Tęcza prezentuje najnowszą pozycję wydawniczą.


 
dr Józef Zaprucki
Pierwszy referat wygłosił dr Józef Zaprucki, który wyjaśnił skąd wziął się pomysł sesji popularnonaukowej. W Karkonoszach mieszkali od wieków ludzie pióra i to najwybitniejsi, dzisiaj ich nazwiska i dzieła ulegają zapomnieniu. O nich właśnie przygotowywana jest książka „Literacka Jelenia Góra”. Konferencja ma celu zwrócenie uwagi na te ciekawe postaci i ich dorobek, jak również zaprezentowanie współczesnych twórców, którzy należą do Stowarzyszenia „W Cieniu Lipy Czarnoleskiej” oraz Jeleniogórskiego Klubu Literackiego. 
Dr Józef Zaprucki zaprezentował sylwetkę śląskiego pisarza Fedora Sommera, który był zafascynowany Karkonoszami.



Anna Lechowicz i Janina Lozer ze Stowarzyszenia W Cieniu Lipy Czarnoleskiej 

ze Stowarzyszenia w Cieniu Lipy Czarnoleskiej, Alfreda Dziedzic z córką


 „Else Ury i jej karkonoski raj” referat wygłosiła dr Magdalena Maruck.





„Dr. Wilhelm Bölsche: karkonoskie fascynacje …” referat wygłosił  dr Przemysław Wiater


„Życie literackie w Jeleniej Górze przed 1945 w świetle zbiorów Archiwum Państwowego w Jeleniej Górze” – Iwo Łaborewicz
Iwo Łaborewicz przedstawił wiele nieznanych dokumentów, które zostały odkryte w Archiwum m.in. rękopisy Fedora Sommera.



 „Zarys historii życia literackiego w Jeleniej Górze po 1945 roku” referat wygłosiła Elżbieta Kotlarska.


Wydarzenie, które towarzyszyło sesji popularno naukowej, to wystawa Muzeum Miejskiego „Dom Gerharta Hauptmanna” –„Fedor Sommer” i „Gerhart Hauptmann i Karkonosze”- przedstawiła je dyrektor Muzeum Julita Zaprucka.
Redaktor gazety Strumienie.eu Zofia Prysłopska otrzymuje kryształową różę za wieloletnią współpracę z Muzeum "Dom Gerharta Hauptamanna"

oraz bukiet kwiatów

 
Podsumowanie dziesięciolecia działalności Stowarzyszenia literackiego „W Cieniu Lipy Czarnoleskiej” wygłosiła Zofia Prysłopska








Stowarzyszenie W Cieniu Lipy Czarnoleskiej przekazało uroczyście wszystkie publikacje wydane przez Stowarzyszenie do biblioteki regionalnej Pałacu w Bukowcu