wtorek, 16 maja 2017
Michał Zasadny - Brudna podszewka rzeczywistości
Jestem wstrząśnięty i
zdumiony. I pełen podziwu dla Justyny Kopińskiej, jak czytam na
skrzydełku okładki, dziennikarki wielokrotnie wyróżnianej, w tym
Nagrodą Dziennikarską Amnesty International - Pióro Nadziei. Jest
autorką zbioru reportaży "Polska odwraca oczy". Kopińska
wraca w nich do spraw, o których słyszeliśmy w doniesieniach
mediów.
Oto wielokrotny zabójca i
pedofil i skazany na najwyższy wymiar kary opuszcza przed
odsiedzeniem wyroku zakład karny. Bo okazuje się, że jest
inteligentny, oczytany, przechodzi wyraźną resocjalizację, i co
zdumiewające, wzbudza miłość kobiety pozostającej na wolności i
bierze z nią ślub. A ona opowiada dziennikarce o miłości do
mordercy i pedofila, biorąc go w obronę, eksponując wszystko, co
dobre w tym człowieku.
Niejeden reportaż opowiada o
skorumpowaniu władz i bezsilności wymiaru sprawiedliwości, który
niestety działa tak, jakby był pozbawiony poczucia
sprawiedliwości. Może by nikt by nie uwierzył, ale nie odsiaduje
kary prezydent miasta, który wyłudzał co miesiąc od zatrudnionych
w urzędzie pracowników dziesięć procent ich wynagrodzenia. Nie
został ukarany, a teraz wykonuje prawniczy zawód.
Włosy stają dęba na głowie,
kiedy człowiek czyta o takich sprawach. Albo o tym, że w placówkach
opiekuńczo – wychowawczych, w których dzieci i młodzież mają
wychodzić na tak zwaną prostą drogę, ulegają wręcz odwrotnemu
procesowi. Młodzi podopieczni krzywdzą się wzajemnie, są
krzywdzeni przez opiekunów. Jest to krzywda i fizyczna, i psychiczna.
Wypacza charakter, rodzi głębokie urazy nie do wyleczenia. I to
nawet w placówce o ponad stuletniej tradycji, prowadzonej przez
zakon. A przecież gdzie jak gdzie, ale w tym miejscu, powinno
spodziewać się bezpieczeństwa, miłości, oddania i opieki.
Wstrząsający jest przykład
szpitala psychiatrycznego dla dzieci i młodzieży, w którym za
wiedzą dyrektorki, za jej przyzwoleniem, a co gorsza, przy jej
czynnym udziale pastwiono się nad pacjentami w bezlitosny sposób. A
dochodzenie w tej sprawie wlokło się w nieskończoność. Kiedy
pani dyrektor została zwolniona, szybko znalazła miejsce w innym
miejscu, gdzie zachodziła obawa, że będzie dalej nadużywać
swojej władzy.A obrona obwinionej szła w tym kierunku, że nie
należy wierzyć dziewczynkom czy chłopcom, skoro są nienormalni,
chorzy psychicznie.
Na szacunek zasługuje odwaga
i rzetelność dziennikarska autorki. Dociera do wszystkich
zainteresowanych stron. Sięga do wszystkich możliwych źródeł.
Nikogo się nie boi. Kieruje nią dziennikarska etyka. Spieszyć z pomocą, odsłaniać prawdę.
Ona obnaża nasz społeczny
wizerunek. Jeździmy samochodami, udzielamy wywiadów, teraz każda
gmina ma swoją gazetę, a nieraz i lokalną telewizję. Pokazujemy
się w regionalnej i centralnej telewizji, pchamy pełne wózki w
supermarketach. Kraj wydaje się zasoby i szczęśliwy. Tymczasem
młoda dziennikarka pokazuje, co dzieje się tak naprawdę pod brudną
podszewką rzeczywistości.
Justyna Kopińska "Polska
odwraca oczy",wydawnictwo Świat Książki, Warszawa 2016.
środa, 10 maja 2017
Urszula Musielak w ODK 15 maja
Serdecznie zapraszamy na kolejne spotkanie z cyklu "ars poetica" pt.:
"Szepty dnia i podszepty nocy" - Urszula Musielak
które odbędzie się w poniedziałek dn. 15.05.2017r o godz. 17:00
w Kawiarni Muza Osiedlowego Domu Kultury w Jeleniej Górze.
Urszula
Musielak jest aktywną członkinią Stowarzyszenia W Cieniu Lipy
Czarnoleskiej, w roku 2013 wydała tomik „Wyznania Milczących drzew”,
opisała w nim swoje obserwacje świata fauny i flory oraz ludzkich
zachowań, które stały się głównym tematem wierszy. Trzy lata później
pojawił się drugi tomik „Skrzydła życia”.
Serdecznie zapraszamy.
piątek, 5 maja 2017
środa, 26 kwietnia 2017
Michał Zasadny - Tylko dla mężczyzn, czyli odszukać i zniszczyć
Lata sześćdziesiąte,
Wietnam, wojna. Młodzi Amerykanie lecą na front. Murzyni, biali,
Eurozjaci, metysi, wszyscy, których obowiązuje służba wojskowa.
Lecą, bo muszą. Ale Michael Herr nie musi, ale chce. Jest
dziennikarzem, reporterem. Taki wykonuje zawód, że chce i musi być
tam, gdzie dzieje się coś ważnego. A w Wietnamie dzieje się nie
tylko coś historycznie ważnego, ale też ważnego z puntu widzenia
doświadczenia ludzkiego gatunku. Tam leje się krew i sieje się
gniew oraz nienawiść.
Korespondentów można
podzielić na kilka grup. Jedni tu przylecieli, bo skierowały ich
żądne świeżych newsów agencje, redakcje, szefowie. Inni, jak
Herr, z poczucia dziennikarskiego obowiązku, z poczucia misji do
spełnienia, inni zaś, jak hieny, szukają krwi i mocnych wrażeń.
No i oczywiście znajda się w tej grupie ludzie żądni mocnej
męskiej przygody. Leniwi będę relacjonować to, co przygotuje dla
nich prasowy sztab w Sajgonie czy w innym miejscu wolnym od nalotów.
Ale są i tacy, jak Herr, którzy pragną dotknąć wojny własną
ręką, o ile tak można powiedzieć, zobaczyć na własne oczy,
usłyszeć na własne uszy, poczuć w nozdrzach zapach krwi, potu,
smarów, zgnilizny, prochu i tego wszystkiego, co lęgnie się w
dżungli, w bezpośrednim starciu, co widać z helikopterów i
noktowizjerów, czyli wszystko w realu, nic za czyimś skłamanym
pośrednictwem. Bo jak Herr podkreśla niejednokrotnie, oficjalne
komunikaty, hurra optymistyczne, przekłamywały rzeczywiste fakty,
by eksponować wytrwałość, męstwo i heroizm marinez, powietrznej
kawalerii, piechoty i wszystkich innych formacji, a liczba ofiar
zawsze była zaniżona lub eufemistycznie nie podawana wprost, ale
okrągłymi, "wylizanymi" komunikatami:straty niewielkie,
mniejsze niż u przeciwnej strony itd. Tymczasem trup kładł się
gęsto, odniesione rany były okrutne, a prawda przedstawiała się
tak, jak Herr pisze na 67 stronie:" Wszyscy tam chcieli po
prostu przeżyć, to był kryzys egzystencjalny, w okopach naprawdę
nie było ateistów. Nawet gorzka wypaczona wiara jest lepsza niż
żadna, podczas ciężkiego ostrzału Con Thien słyszałem o jednym
czarnym marine, który powiedział: Nie martw się, dzieciak, już
Bóg coś wymyśli" (str.67).
Ale to nie Bóg, ale człowiek
urodził nienawiść, gniew, pogardę, zawiść i inne takie mroczne
zakamarki duszy. Dla tych młodych mężczyzn najgorsza jednak była
obawa, że kiedy zostaną ranni, utracą to, co stanowi o ich
męskości.
A prawda była taka, jak pisze
w innym miejscu, że "Mogłeś zginąć od kuli, miny, granatu,
rakiety, pocisku moździerzowego, snajperskiej kuli albo od
eksplozji, (...) tak że pozostałości trzeba było zabrać do
pałatki i zanieść do Ewidencji Grobów". Wśród żołnierzy
zdarzali się czystej wody kryminaliści, ale dla tych zabijanie było
największą przyjemnością, bo mord wsadził ich do kryminału, a
tutaj mogli uprawiać mord usankcjonowany i jeszcze dostać za to
medal, oczywiście jak przeżyli.
Ciekawy był stosunek
żołnierzy do korespondentów wojennych. Pogardzali nimi, uznawali
za słabeuszy, ale kiedy poznawali bliżej tych najlepszych, na
przykład jak włączali się do ataku lub obrony czy też rzucali
się do pomocy przy ratowaniu ofiar, wtedy stawali się dla nich jak
bracia, kumplowali się z reporterami i dzielili ostatnią puszką
przydziałowego prowiantu lub ostatnim skrętem. Gdyż jaranie było
tutaj na porządku dziennym, inaczej można było zwariować no i
niejednemu odbiła szajba. Herr posługuje się dosadnym językiem,
językiem ulicy, slamsów, słownikiem ostrych emocji i
niekontrolowanych reakcji. Roi się w tej książce od wulgaryzmów,
nic tu nie jest wykropkowane, bo czyż można wykropkować fragmenty
życia i sytuacje grożące śmiercią? Tam obowiązywała zasada:
odszukać i zniszczyć. Oczywiście wroga.
Ale sztabowcy mizdrzyli się
do korespondentów wojennych. Nawet najmarniejszy dziennikarzyna,
pisze Herr,"...miał nad nimi władzę, (...) budziła ona lęk
sztabowców, drżących o posady, a u szeregowców podcinała
instynktowną wiarę w przetrwanie (...) Sam fakt, że wybraliśmy
właśnie ich, zdawał się przepowiadać najgorszą jatkę, bo oni
wszyscy byli przekonani, że korespondenci wojenni nie marnują
czasu.(str.223).
No i w tym miejscu nasuwa się
refleksja, że i w czasach pokoju media zwykło się nazywać czwartą
władzą. Dziennikarze mogą wylansować, ale mogą też zniszczyć.
I dlatego nieraz można zaobserwować merdanie tych czy owych wobec
reporterów. Co zresztą deprawuje i samych dziennikarzy, którzy,
bywa, czują się i wszechwiedzący, i wszechmocni. Ale to tak na
marginesie.
W innym miejscu, na str. 264
autor pisze: "Mówiono o nas amatorzy wrażeń, łowcy ran,
czciciele chojraków, śmierciojady, wojnoluby, moczymordy, ćpuny,
zmory, cioty z szafy, komuchy, wywrotowcy, nawet nie pamiętam
wszystkich wyzwisk".
Tak sobie myślę, że każdy
dziennikarz albo adept tego fachu na odpowiednim kierunku kształcenia
koniecznie powinien przeczytać "Depesze". Jego autor z
doświadczeniem korespondenta wojennego po latach został
współscenarzystą filmu "Czas apokalipsy".
Michael Herr "Depesze",
przekład Krzysztof Majer,Wydawnictwo Karakter, Kraków 216.
piątek, 21 kwietnia 2017
Daniel Rzepecki - Literatura i życie
Czasami rekomenduję jakieś książki, ale wyznam, że i sam kiedyś próbowałem wydać swój zbiór opowiadań, ale nie było zainteresowania ze strony tych, od których to zależało. Nie dociekam, czy opowiadania były złe. Może i były. Trudno, ale teraz, po przeczytaniu powieści "Prawie doskonała" hiszpańskiej pisarki Mariny Mayoral przypomniało mi się jedno z nich. Na kanwie obserwacji życia moich przyjaciół, widząc nadmierne zainteresowanie płcią piękną męża mojej znajomej, napisałem opowiadanie, w którym on zaczyna romansować z młodszą od żony dziewczyną, a narrator spotyka ich po kilku miesiącach i widzi, że ta młoda ma zmienioną sylwetkę. Jest w ciąży. Bohaterowie mojego opowiadania rozwodzą się. Moja krótka proza była antycypacją tego, co się zdarzyło w realu. Moi znajomi są już po rozwodzie, a on polubił ciężarną dziewczynę, która spodziewała się jego dziecka. Oczywiście opuścił pierwszą żonę i dzieci z tego pierwszego związku. A tak naprawdę to żona wniosła pozew o rozwód.
To moje niewydrukowane
opowiadanie przypomniało mi się, kiedy okazało się, że ta
ceniona pisarka wykorzystała identyczny motyw. Czyli zdarzenia,
które wymyśliła na użytek jednej ze swoich powieści, po kilku
latach zdarzyły się naprawdę. Też był romans męża narratorki,
tylko skutki okazały się bardziej dramatyczne, a wręcz tragiczne.
Mąż narratorki zostaje zastrzelony, a ją obwinia się, że
perfekcyjnie zrealizowała z zemsty i chciwości scenariusz zawarty w
jednej z jej powieści sprzed lat. Takie oskarżenie kieruje do
bohaterki i zarazem narratorki jej własny syn, który ojca
bezkrytycznie uwielbiał.
Autorka na str. 36 snuje takie
dywagacje, które po moim doświadczeniu wydają się bardzo
prawdopodobne: "...relacje pomiędzy życiem a literaturą są
złożone, czasem wręcz niepokojące i tajemnicze, i że nie należy
wyciągać pochopnych wniosków. (...) literatura niekiedy służy za
znak, za omen w stosunku do tego, co nastąpi później. Jest
rodzajem antycypacji, przepowiednią tego, co ma się zdarzyć".
No i dochodzę do wniosku, że jestem kimś w rodzaju niedocenionego
wizjonera, który na osnowie obserwacji, zaledwie widocznych dla
innych, przebłysków zdarzeń, ledwie dostrzegalnych sygnałów
potrafi wysunąć kolejny ciąg następstw. A może mam za mało
talentu albo jestem zbyt leniwy, żeby przebić się ze swoimi
opowiadaniami?
Mayoral pisze, że "Talent
jest darem, albo go masz, albo nie i od twego zależy, co osiągniesz.
Ale żeby naprawdę coś osiągnąć, nie wystarczy talent, potrzeba
pracy, dużo pracy".
"Prawie doskonała"
to jest powieść psychologiczna, historia o tym, czy współczesna
kobieta może się realizować kosztem rodziny. Czy ma do tego prawo.
Jakie skutki niesie wybranie tego priorytetu. Bohaterka jest pisarką,
jej mąż wybitnym matematykiem, ale jej nie wystarcza taki układ.
Pragnie swojego życia, swoich sukcesów i swoich pieniędzy. Kocha
go, docenia, boleśnie przeżywa fakt, że ją zdradza, a wiadomość
ta była dla niej szokiem i źródłem cierpienia. Opuszcza go,
zabiera synów, gdyż nie chce być tą zdradzaną i porzucaną.
Kiedy on zostaje zastrzelony,
cierpi. I czytam: "Kiedy ból jest zbyt duży, tworzy wokół
ciebie opustoszałą przestrzeń, której granicy nie może
przekroczyć nikt, nawet ci, których kochasz". Bohaterka wciąż
używa drugiej osoby, bo w każdym rozdziale zwraca się do syna,
chcąc się usprawiedliwić, uniewinnić, gdyż nie popełniła
żadnej zbrodni, chcąc pokazać mu prawdę o nieżyjącym ojcu. Bo
jak to bywa, oboje postrzegają go inaczej. Bo działa prawo
psychologiczne, o którym pisze w innym miejscu: "Nigdy lub
prawie nigdy nie postrzegamy rzeczywistości w sposób niewinny,
czysty, bez uprzedzeń i barier, które deformują nasz ogląd.
Widzimy to, co chcemy zobaczyć, albo to, co nauczono nas widzieć.
Czasami to, co boimy się ujrzeć. I bardzo rzadko uświadamiamy
sobie, jak zdeformowane jest szkło, przez które patrzymy, jakie
lęki, pragnienia, nabyte doświadczenia warunkują percepcję tego,
co rozgrywa się na naszych oczach".
Na moich oczach na przykład
rozgrywa się napięcie między dwoma osobami, z których każda
utrzymuje, że ma absolutną rację. A może to ja mam rację, kiedy
myślę, że obie nie potrafią wyjść poza swój subiektywny punkt
widzenia?
Niech sobie poczytają "Prawie
doskonałą", to będzie ćwiczenie, jak rozumieć siebie i
innych, w tym własne dzieci, rodziców, kochanków itd itp.
Marina Mayoral, Prawie
doskonała, przełożyła Elżbieta Komarnicka, Warszawskie
Wydawnictwo Literackie MUZA SA, Warszawa 2009.
ps
Prawie doskonała nie jest
bohaterka, ta nie ma jednego oka, a od urodzenia utyka z powodu
krótszej jednej nogi. Poza tym jest śliczna, utalentowana i ambitna,
nic więc dziwnego, że wzbudza ogromne zainteresowanie mężczyzn.
Prawie doskonała jest zbrodnia, dokonana na jej mężu.
środa, 5 kwietnia 2017
Michał Zasadny - Rozkosz czytania o pięknej kobiecie

Każdy, kto jest do mnie
podobny, powinien wziąć do ręki biograficzną powieść "Prawdziwa
Sophia Loren" Bertranda Meyera Stableya. Wyjaśnię,dlaczego
jest takie ważne to podobieństwo. Bo ja nie jestem ani wysoki, ani
przystojny, nie mam też bujnej czupryny ani ognistego spojrzenia.
Muszę uważać, jak proszę dziewczynę do tańca, żeby nie okazało
się, że sięgam jej do nosa. No więc lektura tej książki podnosi
na duchu takich facetów jak ja. No bo jeżeli ta wspaniała aktorka
zakochała się i poślubiła reżysera nazwiskiem Carlo Ponti,
mężczyznę podobnego do mojej postury, to może i mnie przytrafi
się coś podobnego.
Matka przyszłej aktorki była
bardzo urodziwa. Tak urodziwa, że rozkochała w sobie reżysera i
urodziła mu córkę, ale niestety dziewczynka pozostała dzieckiem
nieślubnym, gdyż reżyser nie miał zamiaru poślubić partnerki.
Wysoka i chuda dziewczyna
najpierw była brzydka, a potem wyładniała i nawet wygrała konkurs
piękności. O tym, że poznała i poślubiła znanego reżysera, wie
każdy. Była od Carla wyższa, ale ani jej, ani jemu to nie
przeszkadzało. Robiła karierę, rozwijała swój talent, żeby nie
tylko uroda była jej atutem. Z tym poślubieniem łatwo nie było,
bo włoskie prawo nie uznawało rozwodów, a Carlo już raz był
żonaty.
Kochała swojego brzydkiego,
ale wybitnego męża i wszystko wskazuje na to, że pozostawała mu
wierna. Ale nie każdy wie, że oboje nadużyli prawa podatkowego i
znana już aktorka spędziła miesiąc we włoskim areszcie.
Wyplątała się z tej trudnej sytuacji, ale gazety miały używanie.
I kto by pomyślał, że ta
wspaniała aktorka lubiła gotować i wcale za pospolitą kuchtę
się nie uważała. Miała swoje specyficzne przemyślenia. Czas się
dla niej zatrzymał, nie traciła urody, ale mawiała tak: "Ciało
zachowuje jędrność, jeśli dusza pozostaje młoda. W przeciwnym
razie wszystko się wali. Wydobyć to, co najlepsze z tego, czym
obdarzyła nas natura".
Była osobą pełną pasji,
pracowitą i wytrwałą. Tym cechom zawdzięczała swoje sukcesy. Nie
tolerowała leni. Uważała, że "Ludzie, którzy nie mają nic
do roboty, zawsze krytykują. Krytykowanie to nic innego, jak
bezproduktywne spędzanie czasu na mówieniu o innych". Bardzo
mi się to podoba, bo znam niejedną pleciugę, która powinna to
wziąć sobie do serca, że samo krytykowanie jeszcze świata nie
zmienia na lepsze.
Zofia, że tak nazwę ją
spolszczonym imieniem, została matką i bardzo sobie ceniła tę
życiowa rolę. Może dlatego, że sama wyrosła bez ojca, bardzo
sobie ceniła rodzinę. W jej przekonaniu "...rodzina jest
najlepszą ochroną przed życiowymi problemami". Więc i ja
postanawiam założyć rodzinę, żeby mieć oparcie w kimś bliskim,
jak bracia i siostry oddalą się w swoje życie..
Lubię takie książki, które
opowiadają o prawdziwym życiu i poprawiają człowiekowi humor, a
przy tym czyta się je bardzo lekko.
Bertrand Meyer Stabley
"Prawdziwa Sophia Loren", z francuskiego tłum. Piotr
Wrzosek, Warszawa 2009, Klub Dla Ciebie.
czwartek, 30 marca 2017
Tak to się zaczęło...
Dawno, dawno temu, za siedmioma górami
Żyła sobie Marysia z dziesięcioma u rąk palcami.
Były one aktywnie wykorzystywane co dzień
Latały po klawiaturze w słońcu, deszczu, mrozie.
Ona była szczęśliwa oraz zwariowana
Rodzice wszystkim mówili, że utalentowana.
Babcia ich słuchała myśląc o muzyce
Przecież nie będzie szczęśliwa siedząc na fizyce.
Tata i staruszka kupili jej pianino
I tak oto rozpoczął się efekt domino.
Marysia musiała ćwiczyć choć bardzo nie chciała
Mieszkała w bloku więc wszyscy słyszeli jak płakała.
Prawie szkołę muzyczną sobie odpuściła
Lecz pani Danusia sprawiła że siła jej wróciła.
Skończyła pierwszy stopień oraz podstawówkę
Wszystkim udowodniła że ma jednak główkę.
Dwa czerwone paski dodały jej pewności
Już nie miała powodów do okazywania złości.
Pokochała muzykę, pokochała ludzi
Gra sprawia jej przyjemność, chodź tyle się trudzi
Maria Migdalska
środa, 15 marca 2017
20 marca w ODK wystąpi "Dolnośląska Grupa Literacka NURT"
Serdecznie zapraszamy na kolejne spotkanie z cyklu "ars poetica" pt.:
"Dolnośląska Grupa Literacka NURT"
które odbędzie się w poniedziałek dn. 20.03.2017r o godz. 17:00
w Kawiarni Muza Osiedlowego Domu Kultury w Jeleniej Górze.
Dolnośląska Grupa Literacka NURT jest klubem działającym przy Miejskim Domu Kultury w Lubaniu od roku 2006. Przy finansowym wsparciu Burmistrza Miasta Lubań, wydawane są almanachy DGL NURT. Grupa zaprezentuje piąty almanach zatytułowany "A miało być o wiośnie...", który został wydany w roku 2016 w związku z dziesięcioleciem działalności grupy.
niedziela, 5 marca 2017
Daniel Rzepecki

Prawda
jest zaskakująco straszna.
Rzecz
dzieje się w jednym z krajów Ameryki Łacińskiej. Narratorem jest
naukowiec, wykładowca jednej z wyższych uczelni, który wraca w
swoje strony rodzinne, gdyż zaczyna pisać dysertacje, w której
chce wyjaśnić zagadkę śmierci swojego ojca. W opinii wszystkich człowiek ten był ofiarą reżymowych władz. Jego syn dociera do swoich krewnych, tropi
dokumenty, odbywa rozmowy ze świadkami ówczesnych wydarzeń. A im
wnikliwiej bada i tropi sprawę, tym wizja zaistniałych zdarzeń
coraz bardziej jest odległa od rzeczywistych faktów.
Ci,
którzy w opinii potomnych uchodzą za nieposzlakowane istoty, w
gruncie rzeczy byli podli i niegodziwi. To, co odkrywa, jest dla
narratora druzgoczące. Przy okazji czytelnik dowiaduje się o
osobistych przeżyciach badacza faktów. Od czasu do czasu pojawiają
się bulwersujące myśli.
Padają między innymi następujące słowa:
„Zawsze wierzyłam, że miarą człowieka niekoniecznie jest sukces, tylko wielkość jego marzeń.” (str.72), więc nie ma co się martwić, że spotykają nas zawody i niespełnienia. Ważne jest, jakie marzenia wypełniają nasze dusze.
Na stronach powieści rejestrowane są zmiany, jakie zachodzą w psychice ludzi, posługujących się współczesnym środkiem komunikacji. Między kontynentami można porozumieć się błyskawicznie za pomocą Skype, lub za pomocą internetowego listu, który do adresata dociera w ciągu kilku sekund.
Wiec Edmundo Paz Soldan autor "Śmierci na ulicy Unzueta" pisze, że „… dzięki środkom łączności można się obejść bez komunikacji osobistej, twarzą w twarz z tym całym natłokiem min, które każdą wiadomość czynią dwuznaczną, i że dzięki odległości człowiek może skupić się tylko na sensie informacji.” (str. 90)
W innym miejscu czytamy, że łatwość przepływu informacji sprawia, że bywamy jeszcze nadmiernie dociążani sprawami innych, co niekiedy wyprowadza nas z równowagi, choćbyśmy byli nam nie wiem jak bliscy i drodzy. (str. 97). Wskutek tej lawiny kontaktów Soldan pisze, że "świat pełen jest ludzi niewłaściwie lokujących uczucia, bijących do serc obojętnych, na próżno poświęconych innym, a może nie na próżno, może zachowanie wierności własnym uczuciom to wyrafinowana forma odkupienia, pozwalająca wstąpić w rejony wyższe bez narcystycznego, banalnego oczekiwania wzajemności".
I czytelnika wychowanego na literaturze klasycznej, gdzie wierność jest cnotą, a wzajemność faktem upragnionym, dziwią i zaskakują powyższe stwierdzenia, gdyż doprawdy trudno uwolnić się od schematów psychologicznego przeżywania utrwalonych przez pokolenia. A w innym miejscu czytamy: "Na nas, dzieci spada niepotrzebny i niesprawiedliwy ciężar tryumfów i porażek rodziców: dostatecznie trudno jest dźwigać własne życie." (str. 11)
No
dobrze, na naszym kontynencie, czy na każdym innym dokąd
przemieszczamy się już z niezwykłą łatwością, nie pozostaje
nic innego, jak dźwigać własne życie, choć od doświadczeń
rodziców uwolnić się jest bardzo trudno.
Edmundo
Paz Soldan "Śmierć na ulicy
Unzueta” (przeł. Tomasz Pindel, Kraków muchaniesiada.com
Kraków 2006)
niedziela, 27 listopada 2016
5 grudnia zapraszamy do
Muzeum Miejskiego "Dom Gerharta Hauptmanna" w Jeleniej Górze - Jagniątków
PROGRAM
XI Karkonoska Integracyjna
Wigilia Literacka
w Muzeum Miejskim „Dom
Gerharta Hauptmanna"
w Jeleniej Górze
5 grudnia 2016r.
Godz. 12.00
Uroczyste otwarcie - Dyrektor
Muzeum J. Zaprucka i przedstawiciel Stowarzyszenia W Cieniu Lipy
Czarnoleskiej,
Ogłoszenie turnieju poetyckiego,
pt. „Gwiazdka na każdy dzień".
Godz. 12.15
„Odnalezione w czasie” —
prezentacja fragmentów trzeciego tomiku wierszy w wykonaniu autorki
Grażyny Domagalskiej oraz innych członkiń Stowarzyszenia W Cieniu
Lipy Czarnoleskiej..
Godz. 12.45
„Budowniczy Europy -Święci
nigdy nie wychodzą z mody" — wykład ks. prof. T.Fitycha
Godz. 13.15
Tradycyjny opłatek, wigilijne
słowo do środowisk twórczych - ks. dr Józef. Stec (śpiewanie
kolęd)
Godz. 13.30
Przerwa na słodki poczęstunek i
złożenie tekstów turniejowych.
Godz. 14.00
Monodram —„Hauptmann odczytany
na nowo" w oparciu o zbiór wierszy w wykonaniu Mieczysławy
Kłos-Kuligowskiej. Równolegle - praca jury przy ocenie tekstów.
Godz. 15.00
Ogłoszenie wyników turnieju
poetyckiego, wręczenie dyplomów i nagród książkowych.
Impreza organizowana we
współpracy ze Stowarzyszeniem „W Cieniu Lipy Czarnoleskiej"
środa, 16 listopada 2016
21 listopada 2016 r. w ODK
Serdecznie zapraszamy na kolejne spotkanie z cyklu "ars poetica" pt.:
"PAMIĘTAJCIE O JASKÓŁKACH"
które odbędzie się w poniedziałek dn. 21.11.2016r o godz. 17:00
w kawiarni MUZA Osiedlowego Domu Kultury w Jeleniej Górze.
Promocja tomiku wydanego przez Stowarzyszenie W Cieniu Lipy Czarnoleskiej. Jest to zbiór opowiadań, które powstały w czasie warsztatów literackich „Nad Stawami" w Barcinku. Twórcy jeleniogórscy spotykają się systematycznie, aby wymieniać poglądy i szlifować swój warsztat pisarski. Z takich właśnie spotkań powstają utwory, które później zostają opublikowane w formie tomiku.
poniedziałek, 7 listopada 2016
sobota, 22 października 2016
„Potomek Kresów" Anny Boruty-Lechowicz w ODK
fotoreportaż
10
października odbyła się w kawiarni Muza promocja książki Anny
Boruty-Lechowicz „Potomek Kresów”, która pochodzi z Kresów
Wschodnich, we Wrocławiu w Wyższej Szkole Rolniczej ukończyła
studia, po których przeniosła się do Jeleniej Góry. Pisze wiersze i prozę wydawaną w almanachach i antologiach
Stowarzyszenia W Cieniu Lipy Czarnoleskiej, do którego należy od samego
początku.
| Anna Boruta-Lechowicz |
| Pani Katarzyna Skibińska - Zając przywitała licznych gości |
Chóry „Quo vadis” z Kowar i „Światło Serca” z Jeleniej Góry
| uczniowie z LO im K. Cypriana Norwida w Cieplicach |
| od lewej Hubert Horbowski, Andrzej Gniewek i Joanna Małoszczyk |
| Janusz Bojdzio zagrał i zaśpiewał na gitarze „Balladę wrześniową” Jacka Kaczmarskiego. |
Pod kierownictwem profesor Haliny Lejczak i Eweliny Zwolnickiej z LO im K. Cypriana Norwida w Cieplicach uczniowie z klas IIIa i IIIe: Anna Zębik, Mira
Kępińska, Kinga Waszniewska, Kirył Pietruczuk, Maksymilian Niemczyk,
Michał Kuśmirek, zaprezentowali zebranym gościom fragmenty książki
„Potomek Kresów” pod hasłem patriotyzm, wiara, bohaterstwo.
| Andrzej Gniewek sprezentował zebranym na sali gościom mały koncert na skrzypcach. |
Można było później uzyskać imienny wpis do zakupionych książek.
„Literatura i Karkonosze”
8 października
2016 r. miała miejsce sesja
popularnonaukowa w siedzibie Związku Gmin Karkonoskich, pałacu Bukowiec.
fotoreportaż
Sesja została zorganizowana przez Muzeum Miejskie „Dom Gerharta Hauptmanna” w Jeleniej Górze, Regionalną Pracownię Krajoznawczą Karkonoszy działającą przy Związku Gmin Karkonoskich i Stowarzyszenie „W Cieniu Lipy Czarnoleskiej”.
W kuluarach już rozpoczęły się rozmowy
| Ivo Łaborewicz, Dyrektor Archiwum Miejskiego w Jeleniej Górze w rozmowie z Julitą Zaprucką, Dyrektor Muzeum "Dom Gerharta Hauptamnna" |
| od lewej; Jan Hanz, Michał Pawłowicz i Maria Suchecka |
| członkowie ze stowarzyszeń Jeleniogórski Klub Literacki oraz W Cieniu Lipy Czarnoleskiej |
| Państwo Zbigniew i Danuta Mysłek członkowie Stowarzyszenie W Cieniu Lipy Czarnoleskiej |
| Ullrich Junker i dr Józef Zaprucki |
| Maria Nienartowicz, pisarka i poetka, śledzi uważnie program konferencji. |
| Gości wita Witold Szczudłowski – dyrektor Związku Gmin Karkonoskich. |
| Krzysztof Tęcza prezentuje najnowszą pozycję wydawniczą. |
| dr Józef Zaprucki |
Pierwszy referat wygłosił dr Józef Zaprucki, który wyjaśnił skąd wziął się pomysł sesji popularnonaukowej. W Karkonoszach mieszkali od wieków ludzie pióra i to najwybitniejsi, dzisiaj ich nazwiska i dzieła ulegają zapomnieniu. O nich właśnie przygotowywana jest książka „Literacka Jelenia Góra”. Konferencja ma celu zwrócenie uwagi na te ciekawe postaci i ich dorobek, jak również zaprezentowanie współczesnych twórców, którzy należą do Stowarzyszenia „W Cieniu Lipy
Czarnoleskiej” oraz Jeleniogórskiego Klubu Literackiego.
Dr Józef Zaprucki zaprezentował sylwetkę śląskiego pisarza Fedora Sommera, który był zafascynowany Karkonoszami. | Anna Lechowicz i Janina Lozer ze Stowarzyszenia W Cieniu Lipy Czarnoleskiej |
| ze Stowarzyszenia w Cieniu Lipy Czarnoleskiej, Alfreda Dziedzic z córką |
| „Else Ury i jej karkonoski raj” referat wygłosiła dr Magdalena Maruck. |
| „Dr. Wilhelm Bölsche: karkonoskie fascynacje …” referat wygłosił dr Przemysław Wiater |
| „Życie literackie w Jeleniej Górze przed 1945 w świetle zbiorów Archiwum Państwowego w Jeleniej Górze” – Iwo Łaborewicz |
Iwo Łaborewicz przedstawił wiele nieznanych dokumentów, które zostały odkryte w Archiwum m.in. rękopisy Fedora Sommera.
| „Zarys historii życia literackiego w Jeleniej Górze po 1945 roku” referat wygłosiła Elżbieta Kotlarska. |
| Redaktor gazety Strumienie.eu Zofia Prysłopska otrzymuje kryształową różę za wieloletnią współpracę z Muzeum "Dom Gerharta Hauptamanna" |
| oraz bukiet kwiatów |
| Podsumowanie dziesięciolecia działalności Stowarzyszenia literackiego „W Cieniu Lipy Czarnoleskiej” wygłosiła Zofia Prysłopska |
Stowarzyszenie W Cieniu Lipy Czarnoleskiej przekazało uroczyście wszystkie publikacje wydane przez Stowarzyszenie do biblioteki regionalnej Pałacu w Bukowcu
Subskrybuj:
Posty (Atom)









