środa, 2 października 2019

Ryszard Bilski - Sudeckie nazwy statków



Na rynku w Jeleniej Górze stoi fontanna Neptuna. Od dzieciństwa lubiłem chodzić na rynek i przy fontannie marzyć o dalekich rejsach na polskich statkach.
Moje marzenie się spełniło i zostałem marynarzem.
Jako pływający w PLO marynarz i jeleniogórzanin od urodzenia, spotkałem się z wieloma statkami posiadającymi nazwy związane z regionem Sudetów.
Oczywistym więc było, że zainteresowałem się tym tematem i śledziłem losy tych statków, a w szczególności M/S „Jelenia Góra”.
Jesienią 1977 roku zostałem zaokrętowany na M/S „Jelenia Góra”, ale nie dane mi było na nim popłynąć, ponieważ na korytarzu biura PLO spotkałem kolegę również z Jeleniej Góry, który był zaangażowany w patronat naszego miasta nad tym statkiem i oddałem mu miejsce.
Okazało się, że nastąpił zły okres dla reputacji statku, gdyż w krótkim czasie na zginęło nim dwóch kapitanów. Niektórzy dziennikarze próbowali z tego zrobić aferę kryminalną, posądzając marynarzy o dokonanie zabójstwa kapitanów, mimo że bardzo długie śledztwo wykazało, że to po prostu były wypadki. Mimo tego część marynarzy na jakiś czas zostało aresztowanych i spędziło w więzieniach po kilka miesięcy. Część z nich wróciła na morze, a część zrezygnowała z pracy na morzu. Jednak do M/S „Jelenia Góra” niesłusznie przylgnęła opinia „pechowego statku”.
Dwa inne statki również spotkał tragiczny los. Pierwszym z nich była „Kudowa Zdrój”: statek z tak zwanej serii „Zdrojów”, które zostały zbudowane w Rumunii w stoczni w Turnu Severin.
Miały one kłopoty ze statecznością i w warunkach sztormowych osiągały duże przechyły boczne, które mogły doprowadzić do utraty stateczności i utonięcia statku. Taki los spotkał dwa z nich: „Busko Zdrój” oraz „Kudowa Zdrój”.
Kudowa Zdrój” zatonęła 21 sierpnia 1983 w sztormie koło Balearów na Morzu Śródziemnym. Zginęło 20 osób załogi, 8 osób uratowano.
Tragiczniejszy los spotkał tankowiec m/t „Karkonosze”’ późniejszy „Athenian Venture”. PŻM sprzedała ten zbiornikowiec greckiemu armatorowi, który zatrudnił na statku polską załogę. 22 kwietnia 1988 roku na Północnym Atlantyku doszło do pożaru ładunku benzyny, w wyniku którego statek przełamał się na pół. Część dziobowa zatonęła natychmiast, a część rufowa po wypaleniu się dryfowała jeszcze po Atlantyku jeszcze trzy tygodnie i, podczas holowania do portu w Vigo w Hiszpanii, zatonęła. Zginęło 24 członków załogi oraz 5 żon, które płynęły z mężami w rejsie.

Po zakończeniu wojny sukcesywnie oczyszczano koryto Odry i remontowano wydobyte jednostki. Znalazły się wśród nich widoczne na zdjęciach: bocznokołowce i tylnokołowce pracujące jako holowniki: „Opole”, „Dolny Śląsk”, „Śląsk”, „Karkonosze”; statki pasażerskie boczno kołowe: „Lenino”, „Zbigniew”, „Chodkiewicz” oraz jednostki robocze takie jak np. pływający dźwig „Wróblin”.

Tę wzmiankę o statkach z regionu Sudetów znalazłem na stronie: Załogi, barki i holowniki - Żegluga śródlądowa na Wrocławskim Węźle Wodnym.



Fotopolska; Holownik „Karkonosze” we Wrocławskim Porcie Miejskim. Autor M. Wróblewski, 1957 r.

Niestety stateczku „Dolny Śląsk” nie znalazłem.
W latach 1969-1970 nastąpiła reorganizacja floty nastąpiła wymiana statków na linii PŻM – PLO wraz załogami. Po cichu w środowisku marynarskim mówiono na nie „kradzione statki”.
Dlatego podaję w moim zestawieniu nazwę statku i jego typ, armatora, miejsce budowy i lata, w których statek był eksploatowany w polskiej flocie oraz tonaż DWT (ang. Deadweight – nośność całkowita – tony metryczne).

  1. m/t „Sudety”/ zbiornikowiec /PŻM/Triest 1954/1970-1973/ 20387 DWT
  2. m/s „Sudety”/masowiec / PŻM/ Japonia 2013 (w eksploatacji) 82138 DWT
  3. m/t „Karkonosze” / zbiornikowiec/ PŻM /Szwecja 1974-1983 / 31016 DWT
  4. m/s „Bolesławiec” / drobnicowiec/ PŻM / Glasgow 1979-2002 / 4309 DWT
  5. m/s „Nysa” / drobnicowiec / PŻM/ Gdańsk 1951-1965 / 695 DWT
  6. m/s Jelenia Góra/drobnicowiec/PŻM-PLO/Varna 1667-1985 / 3417 DWT
  7. m/s „Cieplice Zdrój”/drobnicowiec/PŻM-PLO/Rumunia 1973-1986/ 1909 DWT
  8. m/s „Duszniki Zdrój” / drobnicowiec/PŻM-PLO/Rumunia 1971-1986/ 1439 DWT
  9. m/s „Kudowa Zdrój” / drobnicowiec/ PLO/Rumunia 1976-1983/ 1450 DWT
  10. m/s „Świeradów Zdrój”/drobnicowiec/PLO/Rumunia 1971-1986 /1920 DWT
  11. m/s „Karpacz” / drobnicowiec / PLO / Rumunia 1971-1986 / 1919 DWT
  12. m/s „Polanica” / drobnicowiec / PŻM-PLO/ Szczecin 1958-1983 / 5150 DWT
  13. m/s „Świdnica”/ drobnicowiec / PŻM-PLO / Szczecin 1962-1981/ 5382 DWT

Były jeszcze trzy małe zbiornikowce zaopatrujące w paliwo statki cumujące w polskich portach – eksploatowane przez CPN (Centrala Produktów Naftowych).
Budowane w Gdańsku w stoczni „Wisła” oraz we Wrocławskiej Stoczni Rzecznej. Można je było spotkać również w portach niemieckich – Kiel, Rostock, Stralsund, Wismar. Znana jest data budowy. Nie znam dalszych ich losów. Widywałem je jeszcze pod koniec lat 80-tych.

  1. m/t „Śnieżka” / zbiornikowiec / CPN / Gdańsk 1969 / 696 DWT
  2. m/t „Szrenica” / zbiornikowiec / CPN / Wrocław 1975 / 419 DWT
  3. m/t „Lubań” / zbiornikowiec / CPN / Wrocław 1976 DWT

Nieco więcej danych technicznych na temat statków PLO i PŻM oraz zdjęcia można znaleźć w Internecie wpisując w wyszukiwarkę: PŻM archiwum floty i PLO archiwum floty.

Ryszard Bilski


czwartek, 26 września 2019

Bronisław Krzemień - poleca

Tylko jeden sprawiedliwy



 
Zastanawiam się, dlaczego jednego z bohaterów książki Przemysława Słowińskiego „Kobiety despotów” nazwałem sprawiedliwym. A na dodatek wcale nie był despotą. Mam na myśli Michaiła Gorbaczowa. Na szesnastu władców i dwie władczynie (Kleopatra i Mniszchówna) tylko on nie uganiał się za kobietami, tylko on pokochał raz na całe życie, a poznana na studiach Raisa pozostała jego wielką miłością aż do jej śmierci. A kiedy owdowiał i zaczęto go swatać, te starania okazały się daremne. Przynajmniej do czasu, kiedy wyszła drukiem ta świetna książka.
Mężczyźni, którzy nie są wierni, którzy zawieszają wzrok na nogach, biustach pośladkach, wykręcają szyje, mijając seksowną laskę, w przygodnych kontaktach seksualnych ryzykują niechciane ciąże i zarażenie się chorobami wenerycznymi, nie zgodzą się chyba, żeby człowieka o niezłomnych zasadach i wierności nazywać sprawiedliwym. Dla mnie Gorbaczow pozostaje kimś niezwykłym.
Pominę przywołane na początku kobiety. Cechowała je żądza władzy, znaczenia, dominowania. A mężczyźni byli dla nich sposobem na osiągnięcie celu. Despoci, tacy jak Stalin, Mussolini, Hitler, Mao Zedong, Castro, Łukaszenka nie poprzestawali na jednej partnerce, nawet jeśli głosili zasady komunistycznej czystości obyczajów. A bywało, że partnerki przewyższały swoich mężów rozumem i politycznym talentem, jak na jak na przykład Evita, uwielbiana przez Argentyńczyków, opłakiwana szczerze po śmierci w wieku zaledwie 33 lat. Zaś żona Ceaucescu Elena, choć nie imponowała wykształceniem ani rozumem, dzięki pozycji męża zdobyła wiele tytułów i stopni naukowych, a nawet uczelnie przyznawały jej tytuły doktora honoris causa.
Despoci nie zawsze urzekali męska urodą. Niski był Ceauceco, niski był Stalin, o Napoleonie nie wspominając. A bywało, że i organ, tak ważny w miłosnych podbojach, nie bywał imponujący. Im bardziej niepozorna była postura, tym większe pragnienie miłosnych podbojów. Kolekcja kobiet miała utwierdzać świat o ich męskiej potencji.
Ten zbór reportaży czyta się niezwykle lekko, ale nie tylko dlatego, że przedstawia romanse i podboje mężczyzn u władzy. Pokazuje, jak łatwo kobiety lgną do ludzi, którzy zapewniają bogactwo, władzę i znaczenie. Interesująca jest kolekcja zdjęć dam, które ulokowały się u boku mężczyzn stojących u szczytu władzy. Ogromnie interesujące jest to, jak autor rysuje w tle realia polityczne, społeczne, jak obnaża zakamarki ludzkiej psychiki. A historia przełamuje tabu, że mężczyzna musi być starszy od kobiety. Okazuje się, że partner pierwszej żony Putina Ludmiły jest od niej o dwadzieścia lat młodszy. I bieda im nie grozi, są zamożni.

Przemysław Słowiński „Kobiety despotów”, Fronda PL, Spółka z oo, Warszawa 2018.

poniedziałek, 23 września 2019

Książnica Karkonoska - zaprasza



JCIiER Książnica Karkonoska zaprasza 

26 września 2019 r. o godz. 17.00 do sali konferencyjnej przy ul. Bankowej 27 (III p.) 

na spotkanie autorskie „Nasze małe Ojczyzny” - z wrocławskim poetą, dziennikarzem, księgarzem i wydawcą Gabrielem Leonardem Kamińskim.
Autor jest członkiem wrocławskiego oddziału Stowarzyszenia Pisarzy Polskich. Debiutował w 1973 roku w „Konfrontacjach”. Publikował m.in. w „Integracjach”, „Nurcie”, „Sigmie”, „Odrze”, „Pomostach”. Jest autorem wielu tomów poezji: „Wratislavia cum figuris” (2002), „Pejzaże” (2008), „Pan Swen albo wrocławska Abrakadabra” (2012), „Wilno odnalezione” (2018). Jest laureatem wielu ogólnopolskich konkursów i turniejów poetyckich m.in. Warszawska Jesień Poetycka, Jaszczurowy Laur, Ogólnopolski Konkurs im. H. Cegielskiego.
Każdy z nas utożsamia się z jakimś miejscem swojego pobytu: z domem rodzinnym, mieszkaniem, bramą, podwórkiem, dzielnicą, miastem. To tam zapuściliśmy korzenie, dorastamy w rodzinnym gnieździe, potem wyfruwamy z niego w świat. Zawsze bardziej niż martwa natura, czy opisy przyrody, bliżsi byli mi żywi ludzie, ich życie, historie, wydarzenia. Stąd w moich wierszach dominuje ton epickiej opowieści o ich losach, losach ich rodzin i bliskich. Zawsze było ich pełno w naszym otwartym domu prowadzonym przez moja babcię Gabrielę Kosmowską, potem mamę Annę Teodozję z domu Kejzik. Sąsiedzi, znajomi, krewni, rodzina, rodzeństwo. Więzi utrzymujemy do dzisiaj.
Gabriel Leonard Kamiński

piątek, 20 września 2019

Poezja Urszuli Musielak w ODK

Danuta Mysłek



Wrześniowe spotkanie z cyku ars poetica z Urszulą Musielak w kawiarni „Muza” przy Osiedlowym Domu Kultury w Jeleniej Górze na Zabobrzu zaingurowało nowy sezon wydarzeń kulturowych po wakacyjnej przerwie. Bohaterka spotkania promowała najnowszy tomik wierszy pt. „Na karuzeli życia”.
Jej utwory wypełniają także karty dziesiątek almanachów. Wcześniej wydała: „Wyznanie milczących drzew”; „Skrzydła życia”; „Szepty dnia i podszepty nocy”.
Spotkanie autorskie zorganizowane zostało przez Stowarzyszenie Literackie w Cieniu Lipy Czarnoleskiej i Osiedlowy Dom Kultury przy dofinansowaniu przez Miasto Jelenia Góra, a cieszyło się dużym zainteresowaniem społeczności nie tylko jeleniogórskiej. Publikacja została wydana przez Stowarzyszenie Literackie w Cieniu Lipy Czarnoleskiej nakładem własnym autorki.
Zgromadzonych gości powitała Dominika Krop (ODK) również w imieniu nieobecnej prezes stowarzyszenia. Spotkanie poprowadziła sama autorka, bo któż by to mógł zrobić lepiej, jak nie ona sama. Jej predyspozycje i uzdolnienia sceniczne czyniły spotkanie ciekawym, pełnym ekspresji autorki i zespołu „Szklarki”, którego jest założycielką i menedżerką. Pomiędzy trzema odsłonami autorskiej prezentacji książki, zespół wzbogacał śpiewem to spotkanie.
Wiersze głównie humanistyczne traktujące o prawdzie ludzkiego losu. Jednak analizując jej poezję nie można pominąć w hierarchii wartości poddanej ocenie aksjologicznej dominacji natury, nią się zachwyca, z niej czerpie siłę i moc permanentnego optymizmu, także do ludzi. Co dodatkowo może potwierdzić tylko użyte do książki motto – „Życie w naturze ma tyle cudów, że kto ma oczy -nie umrze z nudów” - Tadeusza Fangrata.
Doskonale autorka zaaranżowała przebieg spotkania. Wiersze i słowa wyśpiewanych melodii były komplementarne. Na Sali powiało optymizmem, którym potencjalnie zaraziła niejednego z przybyłych gości.

Wolność

Jest jak pieszczota
to powiew wiatru
i ptaków śpiewanie
to radość serca
i zmysłów współgranie.

To błękit nieba
i odważne czyny
to uśmiech dziecka
i dzielne dziewczyny.

To szepty lasów
a w nich grzybobranie
to zapach kwiatów
i jaskółka w locie.

Otwarty umysł
i mądre słowa
to piękno natury
i pieśń swobodna.

















środa, 18 września 2019

Daniel Rzepecki - poleca

Bezwzględność sił natury, a człowiek to brzmi dumnie



Dziwnym zbiegiem okoliczności w czasie zbliżających się obchodów 80 rocznicy wybuchu II wojny światowej czytałem „Kłamstwa” Diane Chamberlain. Media zapowiadały udział w tych uroczystościach prezydenta USA Donalda Trumpa. Okazało się, że pierwsza osoba ze szczytów władzy nie przyleci do Polski, uzasadniając odwołanie udziału tym, że prezydent musi pozostać w kraju, ze swoimi rodakami, kiedy do Florydy zbliża się huragan Dorian. Na ekranach telewizorów pojawiły się relacje z pierwszych ataków tajfunu. Bez względu na to, jak komentowano decyzję prezydenta Trumpa, po przeczytaniu „Kłamstw” nabrałem przekonania, że była na w pełni uzasadniona.
Tytuł powieści sugeruje, że czytelnik dowie się, jak skomplikowane są postawy ludzkie, jeśli człowiek będzie rozmijał się z prawdą. Bohaterami są dwie siostry, osierocone przez rodziców. Starsza Rebecca po tragicznej śmierci ojca i matki czuje się w obowiązku opiekować się młodszą, kilkunastoletnią Mayą. Obie różnią się charakterami, zainteresowaniami, ale obie są lekarkami. Ta młodsza jest już szczęśliwą mężatką, starsza waha się, czy poślubić adorującego ją mężczyzną. Mierzi ją myśl o utracie wolności w stabilnym matrymonialnym związku. Nie chce mieć dzieci, podczas gdy Maya i jej mąż Adam marzą o tradycyjnej rodzinie, o gromadce dzieci, ale młoda mężatka musi przeżyć kolejne poronienia, kolejne bolesne dla niej i Adama doświadczenia.
Lektura książki stopniowo odsłania tajemnice, w jakie wplątane są obie kobiety. Obnażane są kłamstwa, które skrywały od śmierci rodziców. A wszystko rozgrywa się w czasie, kiedy Ameryka, służby ratownicze, lekarze, wolontariusze usiłują zapanować nad straszliwymi skutkami huraganu. Opis zniszczeń, ludzkiego cierpienia, heroicznego wysiłku, by uchronić zagrożone istnienia, wielowyznaniowe nabożeństwo żałobne za dusze tych, których huragan uśmiercił – to wszystko pozwala zrozumieć, dlaczego prezydent postanowił pozostać z tymi, którym zagrażał Dorian.
Nie ma w tych opisach fikcji. Autorka oparła się na relacjach tych, który przeżyli inwazję huraganu Katrina. Ten żywioł w 2005 roku zniszczył Nowy Orlean. Pochłonął 1836 ofiar ludzkich. Spowodował zniszczenia szacowane na 87 miliardów dolarów. W takich okolicznościach, jak inwazja żywiołów manifestuje się ludzka solidarność. Lekarze, sanitariusze, strażacy, żołnierze, wolontariusze w różnych wieku i o różnych profesjach ruszają na pomoc ofiarom huraganów, powodzi, pożarów i wszelkich innych klęsk, jak choćby trzęsienia ziemi. Nie szczędzą sił, zdrowia, czasu, pieniędzy, ryzykują utratę życia. Bierność i nieczułość ustępuje miejsca szlachetnym, bezinteresownym porywom. Wtedy za pisarzem można śmiało powiedzieć „Człowiek to brzmi dumnie”. A czytelnik nie dziwi się Trampowi, że postąpił tak, jak postąpił.
Powiem tylko, że autorka tej wartko napisanej powieści wydała już kilka książek, uznanych za pozycje bestsellerowe. A kiedy powiedziałem córce, jak pasjonująca jest ta pozycja, natychmiast sprowadziła mi „Dar morza” Diane Chamberlain, wydany w 2015 roku.

Diane Chamberlain „Kłamstwa”, przełożyła Maciejka Mazan, wyd. Prószyński Media Sp.z o.o., Warszawa 2011.

Książnica Karkonoska zaprasza

na impresje karkonoskie



sobota, 7 września 2019

Książnica Karkonoska zaprasza 12 września

na spotkanie z poezją Barbary Pawłowicz



NARODOWE CZYTANIE 2019 – JELENIA GÓRA

BRUNO SCHULZ – MÓJ OJCIEC WSTĘPUJE DO STRAŻAKÓW

Książnica Karkonoska i Komenda Miejska Państwowej Straży Pożarnej w Jeleniej Górze serdecznie zapraszają na kolejną, ósmą już, edycję akcji Narodowego Czytania. W bieżącym roku lekturą Narodowego Czytania są nowele polskie. Spośród zaproponowanych utworów w Jeleniej Górze wybrana została nowela Brunona Schulza „Mój ojciec wstępuje do strażaków”. Nowela przeczytana zostanie w całości przez strażaków z Komendy Miejskiej PSP.
Jeleniogórska edycja Narodowego Czytania rozpocznie się 7 września, w sobotę o godz.15.00, od wspólnego przemarszu spod siedziby Książnicy Karkonoskiej przy ul. Bankowej na Plac Ratuszowy. Korowód poprowadzi Orkiestra Strażacka Ochotniczej Straży Pożarnej w Piechowicach, która zagra także na Placu Ratuszowym krótki koncert. Ze względu na treść lektury całe wydarzenie będzie miało charakter „strażacki” – tzn. prezentowane będą samochody pożarnicze i sprzęt ratowniczy, będzie wiele atrakcji dla dzieci przygotowanych przez strażaków i Książnicę Karkonoską, a także strażacka grochówka.
Biblioteka przygotowała również okazjonalne stoisko, gdzie będzie można otrzymać pamiątkową pieczęć uczestnictwa w imprezie. Czytanie noweli Brunona Schulza rozpocznie się o godz. 16.00 na scenie plenerowej przy rzeźbie Jelonka.
Czytać będą :
- narrator – st. kpt. Michał Jeremenko, Dowódca Jednostki Ratowniczo-Gaśniczej nr 1 w Jeleniej Górze
- ojciec – młodszy brygadier Andrzej Ciosk, Zastępca Komendanta Miejskiego Państwowej Straży Pożarnej w Jeleniej Górze
- matka – brygadier Barbara Janus, Główna Księgowa Komendy Miejskiej Państwowej Straży Pożarnej w Jeleniej Górze
- Adela – sekcyjny Anna Lipa, Technik Wydziału Kontrolno-Rozpoznawczego KM PSP w Jeleniej Górze
- Teodor – młodszy brygadier Piotr Dubiel, Dowódca Jednostki Ratowniczo-Gaśniczej nr 2 w Jeleniej Górze
- pompierzy – 4 strażaków ze zmiany służbowej JRG 2
(strażacy obsługujący sikawkę)
W przypadku deszczu Czytanie przeniesione zostanie do sali konferencyjnej Książnicy Karkonoskiej przy ul. Bankowej 27. Zapraszamy serdecznie mieszkańców i gości. Będzie wiele atrakcji dla wszystkich. Zobaczycie Państwo, ze można fantastycznie bawić się z polską literaturą. Jeleniogórska edycja Narodowego Czytania dofinansowana została przez Miasto Jelenia Góra, a także sponsorów, za co organizatorzy serdecznie dziękują.
Nowelę Brunona Schulza, czytaną przez dziennikarza radia WAWA – Błażeja Stachewicza, Tomasza Maleńczuka – informatyka Książnicy Karkonoskiej i Jana Lerchera z Jeleniogórskiej Biblioteki Cyfrowej, będzie można usłyszeć 7 września również w autobusach niektórych linii autobusowych w Jeleniej Górze. Projekt ten doszedł do skutku dzięki współpracy Książnicy Karkonoskiej z MZK oraz dzięki pomocy i życzliwości radia WAWA w Jeleniej Górze.

Książnica Karkonoska zaprasza


JCIiER Książnica Karkonoska serdecznie zaprasza 14 września (sobota) o godz. 17.00 do sali konferencyjnej (III p.) na promocję książki "Gitara i inne demony młodości" oraz spotkanie autorskie z Bogusławem Chrabotą.

Gitara i inne demony młodości” to książka pokoleniowa o dorastaniu w cieniu muzyki rockowej i marzeniach o graniu takiej muzyki. To połączenie prozy autobiograficznej i fikcji. Obok muzyki, bohaterem powieści jest krakowska Nowa Huta. Ponadto z opisanej historii wyłaniają się cienie Wisławy Szymborskiej, Marka Grechuty czy Maanamu.
Bogusław Chrabota - dziennikarz, pisarz, redaktor naczelny „Rzeczpospolitej”. W latach 80. współpracował m.in. z „Brulionem” i „Tulmutem”. W późniejszych latach publikował m.in. w „Tygodniku Powszechnym”, „Ozonie”, „Wprost” i „Newsweeku”. W 1993 r. objął stanowisko dyrektora programowego telewizji Polsat. Jest autorem tomów poetyckich i prozatorskich m.in. powieści „Psy Egiptu”, esejów „Świnia z twarzą Stalina” oraz licznych reportaży.
W trakcie spotkania będzie można nabyć książki z podpisem autora.
Spotkanie poprowadzi Dyrektor Książnicy Karkonoskiej Marcin Zawiła.
Serdecznie zapraszamy!

piątek, 6 września 2019

Karkonoska Nagroda Literacka







Karkonoska Nagroda Literacka


Do dnia 30 września br. można zgłaszać kandydatury do pierwszej edycji polsko-niemieckiej Karkonoskiej Nagrody Literackiej.
Wyróżnienie to kierowane zarówno do osób fizycznych jak i prawnych, ma na celu uhonorowanie twórców indywidualnych, organizacji, instytucji za wybitne osiągnięcia w dziedzinie literatury, związane z literaturą i kulturą Śląska, które odznaczają się szczególną wymową humanitarną i służą duchowi porozumienia.
Nagrodę przyznaje : Stowarzyszenie Pielęgnowania Kultury i Sztuki Śląska (VSK) przy wsparciu Saksońskiego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych oraz Karkonoskiej Państwowej Szkoły Wyższej w Jeleniej Górze. Patronat nad Nagrodą objęli Marszałek Województwa Dolnośląskiego i Premier Wolnego Państwa Saksonii.
Kandydatury do Nagrody mogą być zgłaszane przez każdego mieszkańca Wolnego Państwa Saksonii i Śląska. Zgłoszenia powinny zawierać dokładny opis osiągnięć kandydata.

Kandydatury oceni jury składające się z siedmiu członków:  
Dr. Jens Baumann (Ministerstwo Spraw Zagranicznych Saksonii, Drezno) 
Dr. Magdalena Gebala (Niemieckie Forum Kultury Europy Środkowej i Wschodniej)
Sven-Alexis Fischer (Członek Zarządu Stowarzyszenia Pielęgnowania Kultury i Sztuki Śląska)
Prof. Dr. Lucjan Puchalski (Uniwersytet Wrocławski)
Prof. Dr. Danuta Rytel-Schwarz (Uniwersytet w Lipsku)
Christopher Schmidt-Münzberg (przewodniczący VSK)
Dr. Józef Zaprucki (Karkonoska Państwowa Szkoła Wyższa w Jeleniej Górze i Stowarzyszenie Pielęgnowania Kultury i Sztuki Śląska).

Uroczysta ceremonia wręczenia Karkonoskiej Nagrody Literackiej o wartości 3 tysięcy Euro będzie miała miejsce 1 grudnia 2019 roku w auli Karkonoskiej Państwowej Szkoły Wyższej w Jeleniej Górze, przy ul. Lwóweckiej 18 .
Termin zgłaszania kandydatów w pierwszej edycji Karkonoskiej Nagrody Literackiej upływa 30 września 2019 r. Zgłoszenia wraz z dokładnym uzasadnieniem można składać na adres: VSK e. V., Brüderstr. 13, 02826 lub elektronicznie: vorstand@vskschlesien.de
lub Rektorat Karkonoskiej Państwowej Szkoły Wyższej w Jeleniej Górze, ul. Lwówecka 18, 58-500 Jelenia Góra, rektorat@kpswjg.pl

czwartek, 5 września 2019

Urszula Musialak 9 września w ODK


Stowarzyszenie Literackie w Cieniu Lipy Czarnoleskiej

zaprasza 9 września 2019 r. do Osiedlowego Domu Kultury

o godz. 17 na wieczór autorski Urszuli Musielak, która zaprezentuje swój

 najnowszy tomik poetycki „Na karuzeli życia”.

W programie występ zespołu śpiewaczego „Szklarki” z Piechowic.





poniedziałek, 2 września 2019

Daniel Rzepecki - poleca

Damska soczewka



Hanna Samson to psycholożka, dziennikarka, feministka, a przede wszystkim pisarka, która w 1996 roku zadebiutowała powieścią „Zimno mi, mamo”. Tak przedstawia ją wydawca, czyli warszawskie Wydawnictwo WAB, wymieniając również późniejsze tytuły tej autorki: „Pułapka na motyla”, „Miłość .Reaktywacja”, „Wojna żeńsko-męska i przeciwko światu” oraz „Pokój żeńsko-męski na chwałę patriarchatu” oraz zbiory opowiadań. Wydany w 2009 roku „Flesz” dowodzi, że autorka potrafi znakomicie wykorzystać doświadczenie, jakie dają wykonywane przez nią zawody. Myślę, że tę książkę powinni przeczytać starzy, młodzi i osiągający średni wiek mężczyźni, by zobaczyć, jak kobiety odbierają i oceniają naszą płeć. A także poznać drugą płeć, zasadniczo różniącą się od pokolenia ich prababek, babek, a nawet matek.
Flesz” nie ma jasno definiowanej i nazwanej bohaterki. Mamy natomiast do czynienia z bohaterką zbiorową, z patchworkowym obrazem złożonym z różnych postaci. Nie ma narracji odautorskiej, nie ma opisów, charakterystyk bohaterów. Nie widzimy twarzy kobiet, jakie Hanna Samson wprowadza na karty tej powieści. Nie ma fabuły, intrygi, to wszystko jest zawarte gdzieś w tle, w krótkich monologach, sporach i wypowiedziach osób. Jest czysta prawda wypowiadana w pierwszej osobie przez kobiety. To nie jest harmonijny, jednolity głos. Rzadko się ze sobą zgadzają, częściej podejmują spór.
Moderatorka tego spotkania zaprosiła kobiety, by wypowiedziały się na temat nowego tytułu prasowego. Jeszcze jedno kolorowe, drukowane na świetnym papierze z doskonałymi fotografiami pismo, które podejmuje konkurencję z podobnymi czasopismami. Są w nich plotki, prawdy i ćwierćprawdy o celebrytach, aktorkach, reżyserach, o damsko-męskich związkach. O zaręczynach, rozwodach, zdradach i braku zdecydowania co do zalegalizowania trwającego związku. Jeszcze „Flesza” nie ma, ale już są teksty i fotografie, udostępnione czytelniczkom i poddane ich ocenie. Wydawca chce zorientować się, co damski czytelnik chciałby przeczytać. Jakie sensacje, jakie porady, jakie emocje pragnie poznać. No i uczestniczki tego swoistego testu rzucają nazwiska osób, które pojawiają się na pierwszych stronach tytułów medialnych, maja doskonałą orientacje, co dzieje się w świecie, po którym krążą vipy. Co jedzą, co piją, jak mieszkają, jakie mają rozrywki, a wychowane na takiej gazetowo-internetowo-ekranowej strawie mają szeroką orientację, co się dzieje nie tylko na polskim, i na światowym targowisku próżności.
Z wypowiedzi wnioskujemy, kim są te opiniodawczynie. Otóż są w tej grupce i mężatki, i rozwódki, matki i kobiety bezdzietne, singielki z wyboru lub singielki z powodu porzucenia przez partnera. Jak w soczewce na tej stronie widać cywilny status tak zwanej średniej Polki. Dla jednych rozwód nie jest dramatem, dla innych to jednak katastrofa z powodu utraty materialnego wsparcia, partnera do współżycia, a ojca dla dzieci. Jedne są gotowe do złowienia absztyfikanta, choćby tylko na udany romansik. No ale najlepiej, żeby ten złowiony miał wszystkie zalety panów oglądanych w serialach, reportażach i wszelkich innych medialnych źródłach.
W większości przyznają się, że one pragnęłyby bogactwa, luksusowych mieszkań, wypasionych samochodów, wypasionych portfeli swoich mężczyzn. I pragną czułości, opiekuńczych gestów, podziwu, a jeśli taki wymarzony stan rzeczy miałby trwać krótko, to uznają, że i tak warto zakosztować bogactwa i udanej kariery. Zaś cudzy sukces uznają albo za osiągniecie dzięki koligacjom rodzinnym, albo drogę do sukcesu pokonaną przez łóżko właściwej osoby. Niekiedy przyznają, że zdobyta kariera to jednak sprawa talentu, dyscypliny i samozaparcia tudzież pracowitości.
Flesz”: to książka nie tylko dla mężczyzn. Niech i kobiety zaczerpną z niej trochę, a właściwie dużo samowiedzy i spojrzą na siebie z dystansem, uwalniając się z nieuzasadnionego samouwielbienia albo poczucia niezawinionej krzywdy, bo sukces nie został zdobyty, jest mąż nieudacznik, niebogaty kochanek i kolejna aborcja niechcianego dziecka.

Hanna Samson, „Flesz”, Warszawa, Wydawnictwo WAB, 2009.

piątek, 30 sierpnia 2019

Bronisław Krzemień - poleca

W połowie arabskiego maratonu




Właściwie jeszcze nie jestem w połowie tego maratonu, że się posłużę historyczno-sportowym określeniem, bo saga, którą pragnę zarekomendować, liczy sobie siedem tomów. Mam za sobą „Arabską żonę”, „Arabską córkę” i „Arabską krew”. Po dwóch tomach byłem przekonany, że wszystkie wstrząsające rzeczy, które mogą zdarzyć się w polsko-libijskim małżeństwie, już poznałem do końca. Okazuje się jednak, że losy osób wplątanych w arabską rewolucję początku trwającego wieku są dotknięte niewyobrażalnym cierpieniem. Było ono udziałem nie tylko bohaterek o polskim rodowodzie, ale też Arabów, zwłaszcza w Libii, dotkniętej wojną domową. Mam nadzieję, że pula tego horroru już się wyczerpała, a w kolejnych tomach sagi: „Arabska księżniczka”, „Arabska krucjata” „Arabski mąż” i „Arabski syn” już nie będzie takiego horroru.
Autorką sagi jest Tanya Valko, ale za tym pseudonimem kryje się wykształcona na Uniwersytecie Jagiellońskim Polka, która doskonale poznała życie w arabskich krajach, język, obyczaje, religię muzułmanów, mentalność mieszkańców, różnice kulturowe Europejczyków i Afrykańczyków, gdyż była nauczycielką w Polskiej Szkole w Libii, a przez wiele lat pracowała w naszej ambasadzie w tym kraju. Obecnie mieszka w Arabii Saudyjskiej. Tanya Valko zastrzega się, że fakty, dotyczące arabskiej rewolucji, są autentyczne, ale zwraca się do czytelników, by powieściowych postaci nie kojarzyć z autentycznymi osobami, gdyż są one całkowicie fikcyjne. Fabuła zasadza się na wątku, znanym z reportaży prasowych i dokumentów radiowych i telewizyjnych. A także ze zdarzeń, o jakich opowiada się w znajomych rodzin, z których córki, zauroczone urodą i wdziękiem atrakcyjnych mieszkańców północnej Afryki poznanych we własnym kraju na studiach lub w innych okolicznościach, poślubiają ich w przekonaniu, że czeka je szczęście i tylko szczęście. Potem czeka je bolesne rozczarowanie. Autorka zastrzega się, że nie należy generalizować. Przystojni mężowie nie zawsze odmieniają się w swoich krajach do niepoznania. Bywa, że trwają w raz zawartych mariażach, ale zdarza się, że urodziwa Polka okazuje się kolejną żoną, a kiedy istotnie jest tą pierwszą, musi odsunąć się na dalszy plan, bo miejscowe prawo dopuszcza wielożeństwo.
Pierwszoplanową postacią części inaugurującej cykl jest Dorota, maturzystka z niedużego miasteczka. Przypadkiem poznaje Araba, który właśnie doktoryzuje się na poznańskiej uczelni. Jest elektronikiem, odwiedza rodaka już wżenionego w polską rodzinę. Młodzi spotykają się, zakochują, Dziewczyna zachodzi w ciążę , na ślubie cywilnym i skromnym weselu zjawia się nawet ojciec panny młodej, który dawno opuścił żonę i córkę.
Mija kilka lat, młody żonkoś zaprasza polską żonę do swojej ojczyzny. Obiecuje, że wrócą przed nastaniem roku szkolnego, bo ich córeczka powinna już pójść do szkoły.
Dorota jest serdecznie witana przez arabską teściową, mała Marysia bardzo szybko wtapia się w rodzinę ojca, poznaje język, świetnie bawi się z dziećmi, którymi opiekuje się babcia. Tylko powrót staje się coraz mniej realny. Dorota nawiązuje kontakt z polonijną grupą, podejmuje pracę w polskiej szkole, ale mąż staje się coraz bardziej zazdrosny, ogranicza jej wolność, a Polka niechcący poznaje mroczne sekrety rodziny. Miłość do czasu okazuje się silniejsza od różnic religijnych, obyczajowych, kulturowych, aż przyjdzie moment, kiedy Ahmed wikła się w polityczne intrygi, zostaje zdemaskowany, a okupem za bezpieczeństwo okazuje się jego własna żona. Polka przeżywa horror. Gwałt, krew, sperma, pył, odór zwierzęcych odchodów, bezwzględne, okropne traktowanie ze strony arabskich „opiekunów” stają się nie do zniesienia. Dorota ucieka. Poznaje grupę Polaków, którzy okazują jej pomoc. Na męża już nie może liczyć. Ten ma już drugą żonę a ta pierwsza nie ma szans na odzyskanie Marysi i jej młodszej siostrzyczki, która przyszła na świat już w Trypolisie.
To właśnie wokół losów Marysi toczą się zdarzenia drugiego, a potem i trzeciego tomu sagi. Złotowłosa dziewczyna pod opieką babci Arabki dorasta, nie mając świadomości, że więzy krwi łączą ją z Polską, gdzie szczęśliwie dotarła jej matka i w końcu przyjeżdża do Libii, by odzyskać córki.
Czytelnik sam się dowie, czy jej się to udało. O ile na bibliotecznej półce znajdzie tę rozrywaną przez czytelników sagę, która jest niesamowitym bestselerem. Tom trzeci pokaże okrucieństwo wojny domowej i bratobójczej walki. A wszystko dzieje się już w dwudziestym pierwszym stuleciu. Obiecuję ciąg dalszy, jak dopadnę pozostałe cztery tomy sagi.

Tanya Valko „Arabska żona”, „Arabska córka”, „Arabska krew”, wydane w 2011 i w 2012 roku w Warszawie przez Prószyński i S-ka.

sobota, 3 sierpnia 2019

Rafał Brzeski - poleca

Do szpiku kości




W niewłaściwej kolejności czytałem dwie książki Szczepana Twardocha. A wypożyczyłem je dzięki temu, że zainteresowała mnie rekomendowana przez Was powieść Kristiana Nowaka „Wszyscy, których znam, są chorzy psychicznie”. Tam właśnie pada nazwisko Twardocha, wymieniane wśród uznanych pisarzy, którym bohater chce dorównać. I powiem ze wstydem, że umknęły mi wszystkie ważne rzeczy. I to, że pisarz ten otrzymał Paszport Polityki za „Morfiny”, nagrodę publiczności towarzyszącą Literackiej Nagrodzie Nike, Wawrzyn Śląski, a także literacką, niemiecką nagrodę Brücke Berlin za powieść „Drach”, o nominacjach do innych nagród nie wspominając. Zapragnąłem jak najszybciej nadrobić to czytelnicze zaniedbanie. Szkoda jednak, że najpierw wziąłem do ręki później (2017) wydaną „Balladę o pewnej panience”, a dopiero potem „Drach” (2014).
Pierwsza z wymienionych pozycji jest zbiorem opowiadań, a jak wyczytałem na okładce, zawiera „wszystko, co w pisarstwie Szczepana Twardocha najlepsze”. Miłość, pożądanie bez miłości, gniew, namiętność, gorzkie i bolesne tajemnice ciała i psychiki, współczesne realia, elektronika, bez której ani artysta, ani inżynier, ani szukające siebie pary nie potrafią się już obyć. Mężczyźni skazani na sukces i kobiety skazane na niegasnący, zaspokajany z byle kim popęd. Z trudem znajdując słowa, które oddałyby niezwykłość tej prozy, posłużę się opinią z okładki: „Magnetyzująca wyobraźnia, przewrotne fabuły, humor - często czarny. (…) Cielesność, psychiczne osaczenie, graniczne momenty, uczucia, którym często towarzyszy mrok. Bogactwo języka i stylu”. Tyle na temat „Ballady o pewnej panience”.
Wszystko, o czym była mowa w odniesieniu do wspomnianego zbioru opowiadań, ma również w całej pełni odniesienie do powieści „Drach”. Czytelnik nie znajdzie w niej spisu rozdziałów. Poszczególne sekwencje narracji rozdzielone są wymienionymi po kilka i więcej latami. Najstarszy jest rok 1241. Najbliższy naszej współczesności – 2014. To nie jest lektura łatwa i przyjemna. Książka naszpikowana jest gwarą śląską oraz zdaniami w języku niemieckim. Kto ich nie zna, napotka opór w zrozumieniu pewnych, licznych zresztą fraz. Powieść jest właściwie sagą, która prowadzi dzieje kilku śląskich rodów przez minione stulecie aż do współczesności drugiej dekady wieku XXI. Historia splata dzieje tych rodów. Ich przedstawiciele zakochują się, poślubiają, zdradzają lub dochowują wierności na przekór temu, co niesie los. Mężczyźni walczą, kobiety rodzą, wychowują kolejne okolenia, żywią i trwają w zatroskaniu o swoje rodziny.
Czytając stwierdziłem, że autor narratorką i głównym obserwatorem czyni Dracha. Sięgam do słownika, by poznać znaczenie tego słowa, gdyż jestem przekonany, że tak autor nazwał Ziemię, narratorkę i współuczestniczkę wszelkich zdarzeń na ziemi i w jej kopalnianych czeluściach, ale Ślązacy nazywają tak między innymi i latawce, i rozrabiaki, nie licząc innych znaczeń, które w tym miejscu niekoniecznie muszą być przywoływane.
Jakbym pisał szkolne wypracowanie, podkreśliłbym walor historycznego poznania, zwróciłbym uwagę na gruntowna znajomość postaw Ślązaków, ich obyczajów i tradycji. Zastosowana przez autora konstrukcja pozwala konfrontować zmiany zachodzące przez dziesięciolecia, gdyż Twardoch swobodnie poczyna sobie z czasem. Coś dzieje się na przykład dziesiątego września na konkretnej ulicy, na konkretnym piętrze danego bloku, a zaraz rzecz rozgrywa się w tym samym czasie, ale piętnaście, a nawet sześćdziesiąt lat wcześniej, w tym samym miejscu albo kilkanaście kilometrów dalej. Zatem mamy do czynienia ze spiętrzeniem miejsca i czasu, a bohaterów łączy strumyczek krwi biegnący i rozwidlający się od poczęcia poprzez kolejne pokolenia, w których ta krew kołacze kilkanaście, albo i kilkadziesiąt lat wcześniej. A w tym czasie dokonuje się ewolucja społeczna, dokonuje się awans, bo wnuk górnika zostaje architektem, a syn polonistą, itp., itd. Odbywa się też inny proces. Śląsk nie jest jednolity narodowościowo. Więc mieszkańcy tej samej wsi mówią po niemiecku, gwarą śląską, ale po polsku również, a potem, wplątani w powstania i wojny, określają swoją tożsamość Niemca czy Polaka, a to będzie rzutować na ich działania.
Prof. Ryszard Kaczmarek, historyk, badacz dziejów Śląska napisał: „Górny Śląsk Twardocha jest prawdziwy bolesną brutalnością i nieraz wulgarnością połączoną ze specyficznym etycznym kodeksem, z którego wychowani tutaj ludzie nigdy nie zrezygnują, nawet jeśli znajdują się na granicy upodlenia. Gratuluję autorowi odwagi.” A ja gratuluję świetnej prozy, której gorzka prawda o życiu przenika czytelnika do szpiku kości.

Szczepan Twardoch „Drach”, Wydawnictwo Literackie Kraków 2014, „Ballada o pewnej panience”, Wydawnictwo Literackie , Kraków 2017

Zapraszamy na spotkanie

 z Ksenią Kuligowską