czwartek, 18 listopada 2021

Książka pod choinkę - z dedykacją.

Książnica Karkonoska, 17 grudnia godz. 10.00-17.00.

Książka pod choinkę w Książnicy Karkonoskiej to świąteczny kiermasz książek, które są najlepszym podarunkiem pod choinkę. Książki sprzedawane będą w Książnicy Karkonoskiej przez autorów i opatrywane autografem z dedykacją, co sprawi że możemy kupić niepowtarzalny prezent dla najbliższych. Współorganizatorem imprezy jest Wydawnictwo Ad Rem. Obecność zapowiedzieli najlepsi pisarze z Jeleniej Góry i okolic m.in.:

Rafał Fronia, Ryszard Grzywacz, Anna Komsta, Zbigniew Kulik, Małgorzata Lutowska, Ivo Łaborewicz, Dariusz Miliński, Grzegorz Nowicki, Kazimierz Pichlak, Jędrzej Soliński, Jarosław Szczyżowski, Agata Szmigrodzka, Marianna Sztyma, Tomasz Szyrwiel, Marcin Wawrzyńczak, Artur Zygmuntowicz.

środa, 17 listopada 2021

Rafał Brzeski - poleca ciekawą powieść psychologiczną dla trudnych rodzin.

 Rozwodnikom edukacyjnie

 

Moi rodzice się rozeszli. Mam doświadczenie wyrastania w rozbitej rodzinie. Nic dziwnego, że powieść Jane Green „Posklejana rodzina” zainteresowała mnie szczególnie, bo już sam tytuł dawał do zrozumienia, jaka będzie zawartość. Natychmiast sobie uświadomiłem, że w ostatnich dziesięcioleciach w bliskich mi familiach z kilkoma dziećmi zdarzył się przynajmniej jeden rozwód. A kiedy śledziłem newsy w ostatnich miesiącach, dowiadywałem się o dramatycznych zdarzeniach. Tu i ówdzie zostało skatowane lub niedopilnowane dziecko, nawet bardzo małe, jak dwulatek, który wypadł z okna lub w ostatniej chwili dzięki czujności sąsiadów uniknął wypadku. I jak media donoszą, takie zdarzenia mają miejsce właśnie w „posklejanych” rodzinach, w których konkubenci nie mają cierpliwości do nieswoich dzieci, a ich partnerki zamiast chronić latorośle, zachowują bierność, opowiadając się za oprawcami.

Takim parom gorąco polecam wspomnianą powieść. Jej bohater należy do mężczyzn, którzy nie z własnej winy tracą rodzinę. W tej historii on, czyli Ethan trafił na alkoholiczkę. Robił, co mógł, by uwolniła się z uzależnienia, ale to wszystko okazało się daremne. Więc po kilku latach poślubił Andi. Była niezamężna, ale szukała takiego kandydata na resztę życia, jakiego sobie wymarzyła. I znalazła partnera wręcz idealnego. Przystojny, szlachetny, rozważny, czuły, delikatny, kulturalny. Więc spełniał wszelkie parametry nakreślone w jej wyobrażeniach, ale miał dwoje dzieci. Ponieważ dobiegała czterdziestki, pragnęła jak najszybciej urodzić maleństwo, choć całym sercem była gotowa, by pasierbice pokochać i zastąpić im matkę alkoholiczkę. A to wcale nie było łatwe. Starsza z dziewczynek już była dotknięta charakteropatią, wywołaną rozejściem się rodziców i alkoholizmem matki, bo z jej strony nie doświadczyła ani miłości, ani troski. Zasądzone spotkania z biologiczną matką przynosiły rozczarowania. Dziewczynka wracała jak jeden kłębek nerwów. Nie akceptowała macochy i dawała jej to odczuć. Głowa tej rodziny znalazła się między młotem a kowadłem. Córka uznała, że Andi zawłaszczyła jej ojca. W sytuacji napięć, do jakich dochodziło, on chciał chronić dziewczynę, by nie odczuwała, że nie jest akceptowana, że jest odrzucana w nowym układzie, bo tak nie było. Partnerka ojca robiła wszystko, by spokojnie znosić napady furii nastolatki. Była łagodna, cierpliwa, czego tamta nie dostrzegała i nie doceniała. Znacznie lepiej układały się stosunki z młodszą dziewczynką, która pokochała drugą żonę ojca, garnęła się do niej i przyjmowała jej czułość i troskę. Sophia jest wspaniałym dzieckiem, niestety Emily stwarza coraz więcej kłopotów. Zadaje się z byle kim, sięga po narkotyki, po alkohol, wraca późno, a ojciec nie może wyegzekwować żądnej dyscypliny.

Wreszcie sytuacja zaczyna wszystkich przerastać. Nastolatka zachodzi w ciążę, ale nie ma pojęcia, kto jest ojcem. Dla Endi to nadzieja, że w rodzinie pojawi się dziecko. Co prawda urodzone przez pasierbicę, ale jednak to będzie maleństwo należące do rodziny. Emily nie akceptuje ciąży ani takiego rozwiązania.

Uważam, że każda rodzina zagrożona rozwodem powinna przeczytać tę powieść, podobnie jak każda „posklejana” familia, która nie może uładzić życia emocjonalnego przy zbuntowanym dziecku.

Powieść jest bardzo dobrze napisana, świetna w sferze obyczajowej i psychologicznej. Ma walor edukacyjny, adresowany do dorosłych, bo pokazuje, jak pozytywne uczucia i nastawienia potrafią zneutralizować bardzo negatywne emocje. Z oczywistych powodów nie napiszę, czy niemowlę, które ma przyjść na świat, zostanie zaakceptowane przez nieletnią matkę i czy spełni się marzenie jej macochy o dziecku, choćby urodzonym przez kogoś innego. Zresztą Andi prosiła męża o zgodę na adopcję, ale on mając dwie córki już czuł się za stary na to, by od początku podjąć się rodzicielskich trudów. Życie podyktuje swój scenariusz.

Jane Green „Posklejana rodzina” z angielskiego przełożyła Joanna Piątek, Wydawnictwo SONIA DRAGA Katowice 2013

wtorek, 9 listopada 2021

Anastazja Daniłowiczowa - poleca gorący dziewiętnastowieczny romans. ACH!

 Romans do pozazdroszczenia

 

Powoli się oswajamy z tym, że w Urzędzie Stanu Cywilnego nasza sąsiadka z parteru poślubi sąsiadkę z trzeciego piętna, a znajomy z pierwszej klatki schodowej zaręczy się ze swoim kolegą z sąsiedniego bloku. Nie zdziwi nas, kiedy nastoletnia córka zakomunikuje, że od nowego roku zostanie naszym synem, a szef będzie musiał pogodzić się z faktem, że jego jedynak zmieni płeć, bo już jako dziewczyna będzie mógł (mogła) ożenić się z kolegą ze studiów. Póki co nasi awangardowi znajomi przebierają się w płeć odmienną i uczestniczą w manifestach wolności i równości.

Zanim do tego dojdzie, moje koleżanki singielki marzą o wielkiej miłości, o pięknej kreacji ślubnej, hucznym weselu, a najbardziej o tym, żeby pobierać się z ukochanym na jednej z Wysp Kanaryjskich lub choćby nad Adriatykiem, jeśli antykowidowe restrykcje złagodnieją i będzie można spokojnie poruszać się po Europie, a może i bezpiecznie docierać na inne kontynenty, o ile da się uzyskać dochody na takie ekstrawagancje.

Tym właśnie tradycjonalistkom zapóźnionym w rozwoju fizjologicznym czy emocjonalnym gorąco polecam świetny romans „Między występkiem a miłością”. Już sam tytuł jest zachęcający i pozwala mieć nadzieję, że czytelnicy nie przysną na jedenastej stronie. Autorka tej powieści, współczesna powieściopisarka Mary Balogh przenosi czytelnika do Anglii z przełomu osiemnastego i dziewiętnastego stulecia pozwala poznać dzieje miłości wysoko ustosunkowanego w feudalnej jeszcze strukturze społecznej bohatera i dziewczyny, która jest zaledwie córką pastora. A ponieważ ten duchowny ma tylko jednego syna, na dodatek utracjusza i cztery córki, które powinien odpowiednio wyposażyć, by zagwarantować im godziwą przyszłość, dlatego najstarszą z nich, najpiękniejszą wysyła do siostry, majętnej dzięki pomyślnemu zamęściu, ale bezdzietnej, która tylko może poczuć się jak matka, kiedy gości swojego pasierba, a i z niego jest niezłe ziółko.

Bohater ma na imię Rannulf, jest lordem, ale do książęcego tytułu, który w tej chwili nosi najstarszy w rodzie, wyprzedza go pierworodny w rodzinie a od tej pozycji oddziela go starszy brat. Nie mniej jednak jest to arystokracja czystej wody i ani przez moment czytelnikowi nie przemknie myśl, że podróżująca dyliżansem Judith, heroini tego romansu, niegustownie ubrana i na dodatek wyrastająca w przekonaniu, że jest zwykłem brzydactwem, że ona właśnie pozna i rozkocha w sobie lorda. Jest przekonana o braku urdy i wdzięku, bo taką postawę wyrobił w niej ojciec pastor, żeby jej uroda nie sprowadziła dziewczyny na manowce, skoro nie ma szans na zamążpójście. Więc dziewczyna ucieka w marzenia, gdzie jest urodziwa, gdzie zostaje podmiotem miłości zjawiającego się dzięki zrządzeniu losu i pada w jego ramiona. Powstaje związek namiętny, a wszystko dzieje się w wyobraźni Judi, jak skraca rodzina jej imię, a w realu nie ma szans na spełnienie. A mimo wszystko… dyliżans ulega wypadkowi, lord uwozi Judith do najbliższego zajazdu i wszystko dzieje się jak w jej marzeniach. Nie mogę tego opowiedzieć, bo cała przyjemność czytelniczek będzie polegać na śledzeniu zdumiewających sytuacji, ale nie powiem, jaki będzie finał, bo zmarnowałabym emocje, jakie może wywołać lektura tego pasjonującego romansu. Sto lat później szwedzki następca tronu abdykował, żeby wyjechać do Paryża i poślubić Polkę z pruskiego zaboru, z obecnej Opolszczyzny, co wiem z relacji ciotecznej praprawnuczki tej, dla której Szwed machnął ręką na tron i koronę.

Piszę o tym, by single nie traciły nadziei. Teraz nie podróżuje się dyliżansem, na przygodę można się załapać w pendolino, w autobusie na międzynarodowej tracie czy w samolocie, niekoniecznie w trakcie wypadku. Nie daj Boże. Zatem póki czujecie się dziewczynami czy kobietami, a samotność doskwiera, weźcie do ręki rekomendowaną powieść i pogrążcie się w marzeniach. Marzenia przecież się spełniają, tylko trzeba je mieć, a nie poddawać się rezygnacji.

Mary Balogh „Między występkiem a miłością”, przekład Anna Palmowska, Wydawnictwo Amber, Warszawa 2009.

czwartek, 4 listopada 2021

Michał Zasadny - poleca Amerykę łzą i cierpieniem płynącą. Słowem druga strona medalu.

 Żywy towar

 

Nie ma co się dziwić, że „Krawędź” otrzymała wiele nagród, a do następnych jest nominowana. Notka na okładce informuje, że tak uhonorowana jest amerykańska autorka Lidia Yuknavitch, ale ta pisarka urodzona w 1963 roku pochodzi z Litwy. A właściwie z Kraju Rad, na co wskazuje rok urodzenia. W tym zbiorze opowiadań łatwo prześledzić, jak toczyły się losy obecnej dziennikarki, wykładowczyni i pisarki.

Lektura jest wstrząsająca. Trzeba zjawić się skądś z zewnątrz, żeby z całą ostrością dostrzec, ile piekła jest w amerykańskim raju.

Lidia Yuknavitch przenika w te warstwy społeczne, które obejmujemy pojęciem wykluczenia. Wykluczeni ze społeczności i z własnego życia, jakże często z własnej woli są narkomani, nędzarze – bezrobotni, prostytutki, przestępcy, a uwięzieni we własnych niedających się zaspokoić pożądaniach – bogaci, lubieżni starcy, którzy seksualnego zaspokojenia szukają od nastoletnich prostytutek, najczęściej emigrantek zwabionych obietnicą łatwego zarobku.

Skóra cierpnie, kiedy wertuje się opisy przestępstw, narkotykowych spustoszeń, seksualnych nadużyć. Moim zdaniem ta książka może mieć walor profilaktyczny i terapeutyczny, zwłaszcza w odniesieniu do bardzo młodych ludzi, którym wydaje się, że życie może być łatwe i przyjemne. Mogą zobaczyć, jak niszczy fizyczność, psychikę, całą osobowość, całe życie narkomania, do czego prowadzi żywiołowy seks, nawet wysoko gratyfikowany. Zatem lektura tej pozycji ostrzega przed groźnymi wyborami, więc służy profilaktyce, ale terapii również, kiedy umacnia w postanowieniu, aby zrobić coś ze swoim życiem, aby podjąć terapię, aby w niej wytrwać, chroniąc się przed upadkiem, kiedy już człowiek znalazł się na krawędzi, jak zatytułowała autorka ten zbiór opowiadań.

Nie rozpisuję się szeroko w tej rekomendacji. Żadne słowa nie oddadzą wrażenia, jakie robi na czytelniku ta książka. A przynajmniej zrobiła na mnie, chociaż niejedno w życiu widziałem i doświadczyłem.

Lidia Yuknavitch, „Krawędź”, przekład Kaja Gucio, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2021.

Spotkanie z cyklu „ars poetica” 29 listopada z Urszulą Musielak

Stowarzyszenie Literackie w Cieniu Lipy Czarnoleskiej i Osiedlowy Dom Kultury serdecznie zapraszają na wieczór poezji z poetką Urszulą Musielak, połączony z promocją książki pt. „Blaski i cienie” na godzinę 17 do kawiarni Muza przy ODK na jeleniogórskim Zabobrzu, ul. K.K. Trzcińskiego 12 w dniu 29 listopada. Spotkanie odbędzie się w ramach cyklu ars poetica, zespół śpiewaczy „Szklarki”, działający pod patronatem Piechowickiego Ośrodka Kultury uświetni spotkanie. Założycielką i kierownikiem zespołu jest bohaterka wieczoru – Urszula Musielak


piątek, 29 października 2021

Bronisław Krzemień - poleca thriller na jesienne wieczory.

 Ocalałe

Biorę do ręki powieść, o której wydawca już na pierwszej stronie okładki informuje, że to fenomenalny thriller i zapewnia, że „jaki w tym roku przeczytasz”. Czy może być lepsza zachęta, zwłaszcza po tym, jak wewnątrz obwoluty czytelnik znajdzie wybrane zapewnienia, że lektura tej książki zapewni niesamowite doznania. Nie będzie się mógł od niej oderwać, ulegnie uczuciu niesamowitej grozy, a po ostatniej pochłoniętej stronie musi zapewnić sobie czas na uspokojenie wyzwolonych emocji.

Tytuł bynajmniej nie zachęca. Cóż bowiem znaczy wyraz ocalałe? Ocalałe przez kogo czy od czego? I co im w ogóle groziło? W każdym razie zabieram się zachłannie za lekturę. Już na samym początku dostaję obuchem w łeb. Bohaterka pisze w pierwszej osobie. Ucieka, jest ścigana, zostawia za sobą trupy bardzo bliskich osób, przyjaciół ze studiów, z którymi miała w ustronnym domku w lesie spędzić radosny weekend z okazji urodzin najbliższej przyjaciółki, a w tej grupie jest chłopak, na którego napalone są wszystkie dziewczyny, bo taki atrakcyjny, ale zainteresowany jest przede wszystkim narratorką. Ta relacja – wspomnienie wraca godzinę po godzinie do zdarzeń z tragicznej w skutkach nocy. Subiektywny opis jest przerywany zobiektywizowanym opisem w trzeciej osobie. Naturalnie jak w każdym przyzwoitym kryminale, o ile kryminał może lub powinien być przyzwoity, podejrzenia i domniemania czytelnika przenoszą się z jednej osoby na drugą, na które rzuca domniemania sprawstwa mordów.

Używam liczny mnogiej, bo okazuje się, że tamta tragiczna noc to nie jedyne zdarzenie sprzed lat, którego ofiarami byli młodzi ludzie, studenci lub licealiści. I wyjaśnia się w pewnym momencie znaczenie tytułu, gdyż okazuje się, że nie tylko narratorka ocalała, ale przed laty w Ameryce doszło do jeszcze dwóch zbiorowych morderstw. I w sumie ocalały tylko trzy dziewczyny. One się nie znają, ale relacje medialne pozwalają im dowiedzieć się każdej z nich o dwóch pozostałych. Ale sytuacja zaskakuje, gdyż jedna z nich, gotowa do pomocy tym ogarniętym traumą po niezwykłym ocaleniu pragnie udzielać rad, jak żyć dalej z mrocznym wspomnieniem tego, czego doświadczyły.

I rzeczywiście, im głębiej w las, tym więcej drzew, czyli im więcej przywołanych wspomnień, tym przebieg zdarzeń staje się bardziej wyrazisty. Bohaterka ma na imię Quincy, druga ocalała to Samanta, która chcąc uciec od rzeczywistości zmienia imię, nazwisko i tożsamość, a trzecia to Lisa Milner, ta, której zabraknie wśród żywych już pod koniec narracji. W powieści są mroczne tajemnice psychiki dziewcząt i kobiet, jest sytuacja wyparcia traumatycznych przeżyć, jest miłość, poświęcenie, zdrada i seks. Czyta się wartko, i istotnie napięcie rośnie. Mimo wątpliwości, z którymi się dzieliłem na wstępie, na pewno warto wziąć do ręki na jesienne wieczory tę powieść. Jeden z cytowanych internetowych wpisów podaje, że jest to thriller doskonały, powieść wręcz magnetyczna, a inny internauta pisze, że książka jest genialna!!!!

Riley Sager „Ocalałe”, tłumaczenie Aleksandra Wolnicka, Wydawnictwo OTWARTE, Kraków 2018.

niedziela, 24 października 2021

Muzem Karkonoskie 10 listopada

spotkanie z Rafałem Skąpskim

 


 

Muzeum Karkonoskie zaprasza 10 listopada na godzinę 14 na spotkanie z Rafałem Skąpskim. Jego staraniem ukazały się, wydane przez „Czytelnika” dwa tomy pamiętników jego babci. Edycja ta nosi tytuł „Dziwne jest serce kobiece. Wspomnienia galicyjskie”.

poniedziałek, 18 października 2021

Spotkanie z Jędrzejem Solińskim w Książnicy Karkonoskiej

JCIiER Książnica Karkonoska zaprasza 21 października 2021 r. (czwartek) o godz.17.00 do sali konferencyjnej przy ul. Bankowej 27 (III p.) na spotkanie autorskie z prozaikiem, publicystą, laureatem Srebrnego Kluczyka w kategorii Literatura, Jędrzejem Solińskim oraz na rozmowę o jego nowej książce „Bóle fantomowe”.


Jędrzej Soliński – prozaik, publicysta, tłumacz języków klasycznych i języka rosyjskiego. Studiował na Uniwersytecie Wrocławskim, Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie oraz Tomskim Państwowym Uniwersytecie Pedagogicznym w Tomsku.

Jest autorem krótkich form prozatorskich: „Turysta” (2014), „O wschodzie” (2017).

Bóle fantomowe” wydane w 2019 r. w wydawnictwie Novae Res, to jego właściwy debiut prozatorski. Publikuje również w miesięczniku „Odra” oraz kwartalniku literacko-artystycznym „Metafora”.


niedziela, 17 października 2021

Maria Suchecka - poleca nie wszystko złoto, co się świeci.

 Geniusz lubił kobiety

 

Z wielu powodów, kiedy genialny fizyk Albert Einstein ożenił się po raz drugi, taił przed światem, że wcześniej miał inną rodzinę, a jego wielką miłością była Mileva Marić, którą poznał, studiując w Szwajcarskiej Politechnice Federalnej. Ta dziewczyna miała wówczas 21 lat. Wyrastała w przekonaniu, że nie dla niej jest miłość, dzieci i małżeństwo. Przyszła na świat ze zwichniętym stawem biodrowym. Utykała od zawsze. A przed nią urodzona w tej rodzinie dwójka dzieci zmarła wcześnie, pogrążając matkę w nieustającym żalu. Szczęśliwie urodzona dziewczynka nie ukoiła tej rozpaczy. Rodzice mogli przewidzieć, że realia okażą się dla dziewczynki okrutne. I tak się stało, była pośmiewiskiem rówieśników. Kiedyś podsłuchała rozmowę rodziców, którzy z zatroskaniem mówili, że nie ma dla niej szansy na los szczęśliwej mężatki, a tylko to wówczas zapewniało kobiecie stabilizację i bezpieczeństwo. Jej pochodzący ze wsi ojciec był zdolny i ambitny, więc ten Serb ze wschodnio-południowej części Austro-Węgier uczył się pilnie i osiągnął w pozycji społecznej więcej, niż jego rówieśnicy. Rychło zorientował się, że kaleka córka jest wybitnie zdolna. Osiągała doskonałe wyniki, zwłaszcza w naukach ścisłych, toteż postarał się, by umieścić Milevę w męskim gimnazjum o wysokim poziomie, które skończyła bez trudu, zadziwiając swoimi postępami i uzyskując najwyższą lokatę wraz z nagrodą.

Ojciec widział dla niej przyszłość w świecie nauki. Przed nią na uczelni w Zurychu w całej jej historii studiowało tylko kilka kobiet, ale ona dostała się do niej bez trudu. Była jedyną dziewczyną w grupie. Ojciec ulokował ją w przyzwoitym mieszczańskim domu, w którym już mieszkało kilka dziewcząt ze wschodniej Europy. Nigdy nie przypuszczała, że może się z kimś zaprzyjaźnić, ale koleżanki okazały się miłe i serdeczne. Przed kolacją brały do rąk instrumenty i grywały utwory muzycznych klasyków. Rychło, bynajmniej nie zaproszony, dołączył do nich Albert, łamiąc wszelkie konwenanse i wywołując zgorszenie pani domu. Gdyż Einstein zachwycił się mądrą studentką, a jej kalectwo bynajmniej nie przysłoniło mu wdzięku i urody nieśmiałej studentki. Olśniewał go rozum tej nieśmiałej dziewczyny. Pokochał Milevę, zaprzyjaźnił się z jej grupką rówieśniczą, wprowadził w krąg innych studentów, a łączyła ich płaszczyzna dyskusji o najnowszych odkryciach.

Młoda Serbka nie kryła przed ojcem swojego zauroczenia chłopakiem z żydowskiej rodziny. Ojciec słusznie obawiał się, że ta miłość nie ma szans na spełnienie. Poradził, by przeniosła się na inną uczelnię i dała im roczny czas na zweryfikowanie trwałości uczuć. Odległość Heidelbergu od Zurychu nie zgasiła miłości. Tęsknili za sobą. Jej brakowało bliskości ukochanego i tamtych dysput o odkryciach i wynalazkach. Wróciła do Alberta i dała się porwać na krótki wypoczynek nad jezioro Como we Włoszech. Na nic zdały się przyrzeczenia złożone ojcu, że miłość nie zgasi jej pasji do nauki. Owocem tych płomiennych dni okazała się ciąża. Wcześniej Albert przedstawił ukochaną rodzicom. Jego matka z miejsca znienawidziła Serbkę. Nie widziała syna u boku kalekiej dziewczyny, jej mąż miał nieco łagodniejszy stosunek do utalentowanej studentki. Jego rodzice zagrozili wstrzymaniem finansowania studiów kochliwego Alberta. On trwał przy obietnicy małżeństwa, oczekiwał narodzin syna. Rodzice Milevy na krytyczny okres zaawansowanej ciąży, porodu i połogu zabrali ją do Kacia w Serbii. Tu strzegli tajemnicy niechcianego macierzyństwa swojej córki. Albert domagał się powrotu ukochanej, więc z rozdartym sercem pojechała do Zurychu. Spisano małżeński kontrakt, nie ujawniając istnienia dziecka, które zachorowało na szkarlatynę. On nigdy nie zobaczył córeczki, która miała na imię Lieserl. Ona pojechała do Serbii, by ratować dziecko. Do dziś nie wiadomo z całą pewnością, czy dziewczynka umarła, czy została oddana do adopcji.

Albert obiecywał solennie, że ich związek nie zakłóci jej działalności naukowej. Ale przyszli na świat dwaj synowie, z których jeden po latach zachorował na schizofrenię. Pogodzenie badań naukowych z obowiązkami matki i pani domu, tradycyjnie sprawującej opiekę nad mężem, okazało się nader trudne, a jednak mimo wszystko jej umysł intensywnie pracował. Była współautorką niejednej rozprawy, ale wbrew obietnicom jej nazwisko zostało usunięte w podpisie, bo jak tłumaczył mąż, łamiąc obietnicę o współpracy i partnerstwie, ona nie ukończyła studiów, nie uzyskała stopnia naukowego, więc nie kwalifikowała się, by zaistnieć jako współautorka. Jak się okazało, to wspólne opracowanie, wspólne odkrycie otrzymało Nagrodę Nobla, ale udział Milevy w tym dziele został utajniony. Albert zachował się inaczej, niż Piotr Curie, który domagał się, by jego żona została uwzględniona w tej prestiżowej nagrodzie. Kiedy pani Einsteinowa spotkała się z polską noblistką, zyskała jej sympatię i szacunek, a nawet dała do zrozumienia, że domyśla się udziału Milevy w dokonaniach jej męża.

Biograficzna powieść „Pani Einstein” z woli autorki, Marie Benedict została włożona w usta bohaterki. Czytając wyznania żony noblisty spisane w pierwszej osobie, czytelnik poznaje cierpienie nieśmiałej, wybitnie utalentowanej Serbki, rozumie jej dumę i poczucie godności, zachwyca się zdobyciem miłości cenionego później uczonego, a jednocześnie odczuwa cierpienie zdradzonej kobiety. To była podwójna zdrada, gdyż wyparł się jej współautorstwa w odkryciach, a jednocześnie zawiódł ją boleśnie jako mąż. Biografia jest napisana jasnym, klarownym językiem, doskonale oddaje rozwój nauk ścisłych na przełomie wieków, wprowadza w arkana teorii względności, a jednocześnie portretuje wielkość i oddanie w tym uczuciu Milevy, a także małość geniusza, małość odstającą od jego pozycji w Panteonie ludzi nauki ubiegłego wieku.

Marie Benedict „Pani Einstein”, przekład Natalia Mętrak-Ruda, Wydawnictwo Znak Sp. z o.o Kraków 2017.

czwartek, 14 października 2021

Anastazja Danilowiczowa - poleca książkę napisaną w roku 1949, której akcja dzieje się w 1984, a którą przeżywamy w realu w 2021. Dziwne. Nieprawdaż?

 Mroczny wizjoner

 

To było wiele lat temu, kiedy pierwszy raz czytałam „Rok 1984” Orwella. Jeszcze ta książka mrocznego wizjonera nie była osiągalna w oficjalnej księgarskiej dystrybucji. Ona przewidywała, jak będzie funkcjonował system totalitarny. Ponieważ zawierała odniesienia do już działającego socjalistycznego molocha, a mimo szczelności granic trafiali na Zachód uciekinierzy ze wschodniego raju na ziemi, a świat dowiadywał się, jak komuna niszczyła własne dzieci w obozach, więzieniach i katorżniczej pracy, dla zorientowanych nie wszystko w tej książce Orwella było mroczną, wstrząsająca wizją tego, jak człowiek może być przenicowany na wskroś, jak się zaprze ideałów, przyjaźni, miłości, więzów krwi, jak zaprzepaści wszystko, co w nim najlepsze i jak wypuści demony kryjące się w darwinowskim wyposażeniu we wszystko, co potrzebne do walki o przetrwanie.

Rzecz dzieje się w Londynie. To jest socjalistyczne miasto w socjalistycznym kraju. Mieszka w nim Winston Smith. Każde jego spojrzenie łowi olbrzymie portrety wodza. Rozmaite hasła we wszystkich piętrach świadomości pogłębiają przekonanie, że jego los się spełnia w najszczęśliwszym miejscu na ziemi. A to, że każdy donosi na każdego, że kamery rejestrują każdy gest i każde słowo, że indoktrynowane są nawet dzieci, nie ma większego znaczenia. Nie może mieć żadnego znaczenia w mieście szczęśliwości.

Smith wykonuje zaskakującą czytelnika pracę. Zmienia historię. Zmienia kulturę. Ma dostęp do książek i czasopism. W miarę potrzeby, w miarę politycznej koniunktury zmieniane są fakty w swoim czasie zarejestrowane w mediach. Jest i wątek romansowy, ale nie może  mieć szczęśliwego zakończenia. Bo nie ma wierności, nie ma lojalności, jest zdrada.

Zakładam, że większość czytała tę głośną pozycję. Już bez strachu, że czytelnik brał do ręki nieprawomyślną lekturę, bo przecież mur runął, ustroje się pozmieniały, mamy wolny rynek, ale też obserwujemy na ulicach buzujące rewolucje pod różnymi hasłami i domagające się rozmaitych celów. Gorąco polecam, koniecznie trzeba przeczytać „Rok 1984”.  Przeczytać, żeby zmądrzeć.

Orwell „ Rok 1984”, tłum. Tomasz Mirkowicz, Świat Książki , Warszawa 1998.

sobota, 9 października 2021

Jadwiga Wierzbiłło - czym jest honor i godność?

 Łzy na każdej stronie

 

Do rekomendacji powieści o powstaniu w Getcie warszawskim zainspirowała mnie zamieszczona na tej stronie internetowej recenzja pozycji poświęconej obozowemu tatuażyście. Można zajrzeć do tej analizy powieści autorki z Australii, opartej na faktach, żeby zrozumieć, dlaczego czytelnik po tej lekturze szuka innych książek o Holokauście. Jest to o tyle ważne, że teraz Izrael oczekuje zmiany ustawy, która pozwoli odzyskiwać mienie utracone na polskiej ziemi. Ale prawda jest taka, że mienie utracili i nasi rodacy, repatriowani zza Bugu, i ci Polacy, których domy, sklepy i fabryki splądrowali okupanci, Żydzi również, kiedy spotkała ich, jak wielu naszych rodaków, wojenna zagłada.

Gorąco polecam wydaną w tym roku powieść Roberta Żółtka „Ogień i pył. Ostatnia wiosna Mordechaja Anielewicza”. Obie książki traktują o niezwykłym heroizmie i o miłości silniejszej niż śmierć, ale o ile tatuażysta Lelo przetrwał obóz, ocalił w warunkach obozowych swoją ukochaną, o tyle od początku powieści Roberta Żółtka czytelnik ma świadomość, że Mordechaj i jego ukochana Mira Fuchrer zginą, na co są przygotowani. Zginą, ale ocalą honor i godność „podludzi”, jak faszyści określali ich pobratymców.

Mordechaj dokonał rzeczy niebywałej. Był w Będzinie, poza Warszawą. Nie należał do osób stłoczonych w warszawskim Getcie, gdzie w 1940 roku zgromadzono ponad 400 tysięcy Żydów. Za dwa lata zaczęła się selekcja. Silni, młodzi i zdrowi byli potrzebni do zatrudnienia w fabrykach, produkujących na potrzeby okupantów i wojny. Pozostałych stopniowo wywożono do Treblinki. Mordechaj przedostał się do tego piekła z fałszywymi dokumentami i bronią. Miał jeden cel: utworzyć oddział zbrojny, oprócz tej grupy, która już w Getcie działała, ale która nie zapobiegła wywożeniu Żydów do obozu, gdzie nastąpiła ich zagłada w piecach krematoryjnych. Nie chciał pozostawać bezczynny. Historia mówi, że zbrojny zryw w Getcie był pierwszym w Europie miejskim powstaniem. Kiedy lidera ostrzegano, że to pomysł, który nie ma szans powodzenia, że jego uczestników czeka niechybna śmierć, odpowiadał, że zginąć w walce jest lepsze od upodlenia, a każdy zabity niemiecki żołnierz osłabia siły okupanta, i tak w istocie się stało. Ale zanim do tego doszło, bojowcy postarali się o pieniądze zza muru, zakupili broń, zorganizowali szkolenie, jak się nią posługiwać. I kiedy 19 kwietnia 1943 roku Niemcy skierowali do Getta olbrzymie siły, spotkało ich zdumiewające zaskoczenie – zbrojny opór. Bojowcy mieli broń, mieli wyprodukowane własnym sumptem granaty, a także butelki wypełnione wybuchającą substancją. Zanim doszło do tego starcia, Żydzi zorganizowali szpital, przeszkolili dziewczyny do pomocy rannym, kopali pod kamienicami bunkry i schrony.

Opisy walki, poświęcenia, bohaterstwa, są wstrząsające. Niemcy burzyli dom po domu, niszczyli ogniska oporu, miotali napalmy, skierowali do walki ciężką artylerię i czołgi. Bojowców, kobiety, dzieci, mężczyzn spotkały tortury ran, chorób, głodu, ciasnoty, braku powietrza i to wszystko, co w warunkach nierównej, a dzielnej walki musieli Żydzi znosić. Granaty miotali nawet kilkunastoletni chłopcy, a strzelano do nich, a nawet do małych dzieci z okrutną bezwzględnością. Bohaterowie giną w bunkrze, Wielu z nich, w tym Mordechaj i Mira popełniają w bunkrze, jak inni, samobójstwo. Godność i ocalenie honoru okazały się ważniejsze od utraty życia.

Powieść napisana jest pięknym językiem, opisy budzącego się dnia i zapadającej ciemności nad budynkami trawionymi ogniem, a przede wszystkim przeżyć ludzi skazanych na zagładę są wstrząsające. Koniecznie trzeba tę powieść, gdzie jest dużo materiału źródłowego, wziąć do ręki, żeby docenić, czym jest pokój i jak niszcząca jest pogarda i nienawiść.

Robert Żółtek „Ogień i pył. Ostatnia wiosna Mordechaja Anielewicza” ,Wydawnictwo MG, Kraków 2021.

czwartek, 7 października 2021

In Memoriam Mirosława Gontarskiego. Spotkanie literackie w pierwszą rocznicę śmierci Poety

 

13 października 2021 r. o godz. 17 w sali konferencyjnej 

Książnicy Karkonoskiej przy ul. Bankowej 27 w Jeleniej Górze.

 


 

NOC BIBLIOTEK – 09.10.2021 r. (sobota) godz. od 17.00 do 22.00.

  Tegoroczne hasło: Czytanie wzmacnia

Przez cały czas imprezy zapraszamy do wzięcia udziału w akcjach:

 

Abolicja – biblioteka zachęca do zwrotu przetrzymanych książek bez konsekwencji (wszystkie działy). Abolicja trwa od 7.10 do 9.10 2021 r. do godz. 22.00

Wypożycz książkę w ciemno – książkowe niespodzianki zapakowane w szary papier.

  1. Hol przed wejściem:

Katalog książek wzmacniających – wylosuj tytuł dla siebie. Recepty na których wypisane zostały tytułu książek, które potrafią wzmocnić.



  1. I piętro:

  • Hol – prezentacja klubów:

DKK „Czeski čtvrtek albo inny dzień tygodnia” – zabawy słowem polsko-czeskim.

DKK „Poeci” – Poezja na wzmocnienie – Prezentacja dorobku literackiego autorów tworzących w Jeleniej Górze i regionie, promocja tomików i rozmowy z lirykami.

Gang Włóczykija – prezentacja robótek ręcznych, nauka podstawowych ściegów hafciarskich lub dziergania na drutach i szydełku.

Tablica dobrych słów – uzupełnij hasło Czytanie wzmacnia…

  1. II piętro:

  • Hol:

stoisko Wydawnictwa Ad-Rem – książki, mapy, publikacje.

stoisko Towarzystwa Przyjaciół Jeleniej Góry – książki, mapy, publikacje.

DKK „Laboranci z Karkonoszy” – przepisy na wzmacniające przetwory i mieszanki ziołowe.

  • Czytelnia:

Biblioteka ciągle w grze – gry planszowe z Karkonoskim Stowarzyszeniem Gier bez prądu.

  • Pokój pracy cichej:

Audiobook – regionalnie słuchanie wybranych audiobooków o tematyce regionalnej.

  1. III piętro:

  • Hol:

Mała Książka – Wielki Człowiek – stoisko z akcją (możliwość wyrobienia karty Małego Czytelnika i otrzymania wyprawki).

  • Biblioteka Dziecięco-Młodzieżowa:

Zagraj z Cyberjelonkami – Minecraft dla dzieci od godz. 19.30. (zapisy)

Książka w moich rękach – zajęcia plastyczne dla dzieci.

godz. 18.00 – rozdanie nagród dla uczestników quizu Jeżycjada.

  • Sala konferencyjna:

godz.17.00 - zapraszamy na projekcję norweskiego filmu "Operacja Człowiek w czerni". Jest to kryminał familijny o parze młodych detektywów, ekranizacja popularnej serii książek dla dzieci „Biuro Detektywistyczne nr 2". (zapisy)

godz. 19.00 – 20.00 – spotkanie autorskie z Tomaszem Szyrwielem, promocja książki „Bestiariusz jeleniogórski”.

godz. 20.30 – pokaz regionalnych filmów z Jeleniogórskiej Biblioteki Cyfrowej.

Dla 100 naszych Czytelników, którzy nie będą mogli uczestniczyć w seansie w Bibliotece, przygotowaliśmy link z hasłem do wyświetlania filmu online podczas projekcji domowych. Link i hasło do odebrania - osobiście lub telefonicznie w sobotę 09.10. 21 r. w godz. 17.00-22.00.

sobota, 18 września 2021

Zofia Trojnar z poezją w ODK 27 września 2021 r.

 

 

 

Stowarzyszenie Literackie w Cieniu Lipy Czarnoleskiej oraz Osiedlowy Dom Kultury zapraszają na spotkanie z cyklu „ars poetica”. Tym razem zadebiutuje pierwszą książką, zatytułowaną „Barwy życia bez ukrycia”, Zofia Trojnar. Spotkanie uświetni folklorystyczny zespół ludowy „Kowarskie Wrzosy”, którego członkiem jest autorka książki, a zarazem autorka ballady, którą zaprezentuje gościom solo.
 

środa, 15 września 2021

Michał Zasadny - Nie wolno zapomnieć

 Tatuażysta ocalał z piekła

 

Autorka powieści – „Tatuażysta z Auschwitz” pisze o swoim bohaterze posługując się zdrobniałym imieniem Lale. Pochodzi ze słowackiego miasteczka Krompachy. Żyje w szczęśliwej żydowskiej rodzinie. O ile mówić można o szczęściu w drugim roku wojny. Lale ma starszego brata, kwalifikującego się do zabieranych przez Niemców, przymusowych robót, ale ten jest żonaty i ma dwójkę dzieci. Więc Lale zgłasza się na ochotnika na te roboty, żeby brat pozostał z rodziną, która wymagała opieki. Tymczasem zamiast do fabryki trafia do obozu zagłady Auschwitz Birkenau, gdzie budowane są kolejne budynki dla przywożonych z całej Europy więźniów. Jest kwiecień 1942 roku. Obóz jest „w rozruchu”. Już część bloków jest zasiedlona, powstają nowe, budowane przez więźniów.

Lale jest kulturalny, zna kilka języków, ale nie do każdego się przyznaje. Hitlerowcy kwalifikują go do tatuowania więźniów. I tak na początku tej haniebnej pracy oznaczania więźniów numerem poznaje Gitę i od razu wie, czuje, że to ta jedyna, na całe życie bez względu na to, jak krótkie będzie to życie. Stara się, wykonując zabieg na skórze dziewczyny, sprawić jej jak najmniej bólu. Błyskawiczna wymiana spojrzeń pozwala im potem rozpoznać się, kiedy mijają się na terenie obozu. Tatuażysta będzie starał się zobaczyć Gitę jak najczęściej.

Już na wstępie Lale jest świadkiem egzekucji w latrynie. Esesman strzela do więźniów, których prawa fizjologii zmusiły do opuszczenia prycz. A bohater tej opartej na faktach powieści pojmuje, gdzie się znalazł i jakie bezwzględne, a okrutne prawa tutaj rządzą. Ani jednego ranka nie może mieć pewności, czy dożyje wieczora. Coraz częściej docierają nowe transporty więźniów. Śmierć zbiera swoje żniwo. Atakują agresywne psy. Smagają pejcze lub zadają ból uderzenia kolb karabinowych. Oprócz baraków, w których tłoczeni są ludzie, powstaje jeszcze jeden, dziwny, jak się potem okazuje, straszny w przeznaczeniu budynek. To krematorium. Lale postanawia wszystko przetrzymać. Postanawia przeżyć. Przekazuje tę nadzieję swojej dziewczynie, która nie spodziewa się niczego dobrego. On zaś zaczepia pracujących tutaj Polaków. Oni dostarczają mu żywność, a Lale przekazuje im kosztowności, które więźniarki wysupłują z odzieży, zabranej tym, którzy się tutaj znaleźli. Gdyż esesmani nie zdołają wszystkiego splądrować.

Szczegóły obozowych okropieństw są powszechnie znane. Sam miałem okazję poznać nauczyciela, który cudem dotrwał do wyzwolenia Oświęcimia. Więc nie ma potrzeby przytaczać tych wstrząsających obozowych faktów, które przez głód, brud, tortury, medyczne eksperymenty niszczyły życie Bogu ducha winnych ludzi. Lale dotrwa do wyzwolenia obozu i jeszcze zobaczy, jak przed nadejściem wyzwolicieli kobiety ładowane są do transportu, który kierowany jest na Zachód. Nie zna nazwiska dziewczyny, ale ona w ostatniej chwili rzuca w jego stronę jeden wyraz. I kiedy patrzy na niego ostatni raz przed opuszczeniem obozu, wykrzykuje nazwisko: Jestem Furman. Jak się okazało, to była Gisela Fuhrmannowa. Pobrali się w październiku 1945 roku, przeżyli cud ocalenia i doświadczyli potęgi miłości. Po wojnie ludzie odszukiwali się dzięki listom sporządzanym przez PCK oraz inne organizacje charytatywne.

Autorka książki, Heather Morris, australijska pisarka po dziesiątkach lat poznaje syna Lalego, który ocalał Ludwig Eisenberg, którego nazywano Lale, urodził się 28 października 1916 roku, ona Gisela przyszła na świat 11 marca 1925 roku. Nie chcieli pozostać w Europie, która dostarczyła im obozowej traumy. W Sydney znaleźli się w lipcu 1949 roku, a stad wyruszyli do Melbourne. Pragnęli dziecka i doczekali się jedynego syna. Oprawca Lalego, obozowy esesman Stefan Baretzki osądzony został w 1961 roku.

Syn bohaterów tej niesamowitej, prawdziwej powieści - Gary nosi nazwisko Sokolov, jego ojciec, Lale przejął je po siostrze, która poślubiła Rosjanina. Potem, co przeżył, niebezpiecznie było nosić prawdziwe nazwisko. Uważam, że nieetycznie byłoby nie znaleźć i nie przeczytać obozowej, oszczędnie, z wysoką kulturą napisanej książki. Nie wolno zamazywać historii, nie wolno okrucieństwa lokować w niepamięci.

Heather Morris „Tatuażysta z Auschwitz”, Wydawnictwo Marginesy, 2018, tłum. Katarzyna Gucio.

wtorek, 7 września 2021

Książka za grosik

 

W imieniu Jeleniogórskiego Centrum Informacji i Edukacji Regionalnej-Książnicy Karkonoskiej w Jeleniej Górze zwracam się z uprzejmą prośbą o zamieszczenie następującej informacji:


Książnica Karkonoska w Jeleniej Górze gorąco zaprasza swoich Czytelników, Mieszkańców Naszego Miasta i Powiatu Jeleniogórskiego oraz Turystów odwiedzających Jelenią Górą na kiermasz „Książka za grosik”, który odbędzie się w dniach:

  • 16-17 września 2021 r. w godz. 10.00 do 17.00

  • 18 września 2021 r. – sobota w godz. 10.00 do 14.00


przed budynkiem Książnicy Karkonoskiej przy ul. Bankowej 27 w Jeleniej Górze

środa, 1 września 2021

Krzysztof Koziołek w Książnicy Karkonoskiej

Co by było, gdyby czasy przedwojenne skrywały o wiele więcej tajemnic kryminalnych?

Kamienna Góra, Lubawka, Krzeszów, Kowary, Pisarzowice, Chełmsko Śląskie... Między innymi w te miejsca zabierze nas Krzysztof Koziołek na swoim najbliższym spotkaniu autorskim, 14 września w Książnicy Karkonoskiej. Jest to poczytny pisarz oraz dziennikarz, autor kilkunastu powieści kryminalnych retro, których akcja rozgrywa się głównie na Dolnym Śląsku. Jego nowa książka pt. "Imię Pani. Misja" porwie czytelników na przedwojenne tereny Landeshut (Kamienna Góra) i Liebau in Schlesien (Lubawka) i wciągnie od pierwszej do ostatniej strony. 

 

 

Zainteresowani?

Serdecznie zapraszamy!


Krzysztof Koziołek,

Zielonogórzanin, obecnie mieszka w Nowej Soli. Absolwent politologii, pisarz i dziennikarz . Pasjonat górskich wędrówek.

Debiutował w 2007 r. sensacyjną powieścią „Droga bez powrotu”. Dwa lata później ukazała się jego powieść kryminalna „Święta tajemnica” i właśnie kryminały retro staną się znakiem rozpoznawczym autora.

W 2010 r. Krzysztof Koziołek został zgłoszony do Paszportu Polityki (powieść sensacyjno-przygodowa „Miecz zdrady”). W 2011 r. otrzymał Lubuską Nagrodę Literacką dla najbardziej obiecującego pisarza, a w 2019 r. za kryminał retro „Nad Śnieżnymi Kotłami” otrzymał nagrodę „Książka Górska Roku” w kategorii „Górska fikcja literacka i poezja”. Autor ma na koncie kilkanaście wydanych powieści, kolejne są w przygotowaniu. Już możemy śledzić losy komisarza kryminalnego Gustawa Dewarta w powieści „Imię Pani. Misja”, w sierpniu ukaże się nowy thriller górski „Biały pył. Piekło na K2”, a jesienią br. kolejna część powieści kryminalnej „Imię Pani. Cisza”

Spotkanie autorskie 14 września 2021 r. godz. 17.00, sala konferencyjna JCIiER Książnica Karkonoska w Jeleniej Górze (II p.).

Maria Suchecka - poleca książkę, którą każdy, kto choć trochę interesuje się kulturą, powinien przeczytać.

 Potęga pasji i miłości

 

Jerzy Antczak to wielka postać polskiego teatru telewizji, kinematografii, wielkich obrazów filmu. Powołane do życia na ekranie postaci są tak sugestywnie nakreślone, że kiedy odtwórczyni głównej roli w „Nocach i dniach” według epopei Marii Dąbrowskiej po wielu latach znalazła się na ulicach Warszawy, w ulubionych kiedyś sklepach i kramach witały ją słowa: Pani Basiu, mam dla pani coś specjalnego. Bo dla widzów mimo otrzymanych przez artystkę nagród bez mała na całym świecie, nie licząc tego, czym uhonorowano artystkę w kraju za rolę Bogumiłowej Niechcicowej, w ich pamięci Jadwiga Barańska była hołubiona jako filmowa postać. Film, nominowany do Oscara, miał wielką szansę na tę prestiżową nagrodę, ale jak to niejednokrotnie bywa, choć członkowie komisji weryfikującej utwierdzali reżysera i Jadwigę Barańską o ich wielkiej szansie w kategorii filmu z innego, niż USA kraju, statuetka trafiła do kogoś innego, o czym zadecydowały, jak to często bywa, zakulisowe mechanizmy.

O wielkiej nadziei i rozczarowaniu dowie się każdy, kto weźmie do ręki kilkusetstronicową autobiografię Jerzego Antczaka. Wybitny reżyser w przeddzień ukończenia swoich dziewięćdziesięciu lat już po raz drugi zmierzył się za swoim zdumiewającym losem. Wcześniej sparafrazował tytuł filmu, który podbił widzów na wielu kontynentach i został porównywany do „Przeminęło z wiatrem”, wydając „Moje noce i dni”. Teraz, u schyłku lat uświadamia sobie, że nie ujął tam sylwetek tych wszystkich niezwykłych ludzi, których los postawił na jego drodze do przeznaczenia, jakim stało się bycia reżyserem i utrwalanie zagadek bytu w ruchomych obrazach i zapadających w ucho dźwiękach. Zaś o przeznaczeniu napisał: „Kiedy dzisiaj patrzę wstecz, doznaję wrażenia, że był to okres zaskakujących zwrotów. Przeznaczenie niemal prowadziło mnie na smyczy.” Człowiek nie ma wyboru. Nosi w sobie swój los. Musi iść tam i robić to, na co skazało go przeznaczenie. Nikt nie stoi ponad przeznaczeniem. Zjawy senne są po to, by ostrzegać, wydawać polecenia, grozić. Człowiek mając wypisany swój los raz na zawsze, musi go tylko odczytywać i wypełniać punkt po punkcie”. Jerzy Antczak zacytował te słowa profesor Łopatyńskiej, do której w książce odwołuje się niejednokrotnie. Ostatnie słowa tej księgi losu autor napisał w Los Angeles 10 października 2019 roku, w dniu, kiedy została przyznana Oldze Tokarczuk Nagroda Nobla.

Wzrok czytelnika nieruchomieje, kiedy dowiaduje się, że gigantyczne wyznanie „Jak ja ich kochałem” jest dedykowane synowi Mikołajowi, który przez wszystkie karty na ponad 700 stronach jest pomijany milczeniem. Wynika ten stan rzeczy z tego, że o najukochańszym z najukochańszych, jak nazywa w dedykacji Syna, po prostu pisze tak oszczędnie, zostawiając miejsce dla tych, których podziwiał i kochał, a także żywił wdzięczność, bo bez nich te liczne, zdumiewające sukcesy nie stałyby się jego udziałem. Te uczucia żywi również nawet dla już nieżyjących. Jego cechą jest wielkoduszność, bo kiedy nawet pisze o tych, którzy mu w życiu szkodzili, wolny jest od gniewu, pogardy i nienawiści. Dla pozostałych potrafi żywić bezmiar wdzięczności.

Książka jest swego rodzaju dytyrambem na cześć Mini, Marii Barańskiej, matki jego żony Jadwigi. Jak napisał pod koniec, „Wszystko w niej było harmonijne i piękne. Jej dar pojmowania i kochania świata był niepojęty. Obcując z nią przez ponad pół wieku, aż do chwili jej odejścia, doznawałem nieustannych iluminacji, dających mi siły do wszystkiego, czego się podejmowałem w sztuce”. I naturalnie jego Muzą przez te wszystkie lata pozostawała i pozostaje Jadwiga, żona. Partnerka w życiu i sztuce.

Książka jest bogatym, wnikliwym dokumentem dziesięcioleci, które zaczęły się na Wołyniu, dostarczającym w pamięci artysty głębokiej inspiracji, przez lata wojny, czas dojrzewania i rozkwitu talentu w socjalistycznej Polsce, rozwoju warsztatu, procesu samodoskonalenia i konfrontacji z niełatwą rzeczywistością. Mimo świadomości własnych dokonań artysta, żyjący i działający od ponad dwóch dziesięcioleci w USA, pisze o sobie szczerze, nie stroni od autoironii, pozostaje wolny od pychy i samouwielbienia. Wspaniałe są walory poznawcze i edukacyjne tej pozycji. Można się w niej przeglądać jak w lustrze, postrzegając i własne przywary, zawody i niespełnione marzenia.

Obfita dokumentacja fotograficzna pochodzi z archiwum artysty oraz materiału filmowego ilustrującego dorobek artystyczny reżysera.

Jerzy Antczak „Jak ja ich kochałem”, AXIS MUNDI, 2020.