poniedziałek, 27 czerwca 2022

Jadwiga Wierzbiłło poleca przepowiednie, miłości w gorących piaskach.

 

 

Kiedyś wracałam z Białorusi i na warszawskim dworcu zajęłam miejsce koło dwóch pań, jak okazało się, a było to kilka lat temu, że rozmawiają po rosyjsku i zerkają na wielkie „czemadany”. Domyśliłam się, że wracają do siebie po opróżnieniu walizek na naszym wielkim stadionie, pełniącym role targowiska, i napełniwszy je wszystkim, co u nich może okazać się atrakcyjne. Znając język, ze zdumieniem słuchałam, jak powołując się na przepowiednie Saby, mówią, jak świat jest opleciony rozmaitymi spiskami, że wszyscy jesteśmy zagrożeni, że mafie polityczne i kryminalne mogą doprowadzić do zagłady. I nie ma w tym nic dziwnego, że zapowiedź klęsk już była zawarta w przepowiedniach Saby, z których wiele się spełniło. Potem jeszcze niejeden raz słyszałam o przepowiedniach nie tylko Saby z odległej starożytności, ale i z ust znacznie późniejszych wizjonerów. Kiedy więc wyczytałam na okładce jednej z powieści Ewy Kassali, że pisarka ta sięga nie tylko do przeszłości Egiptu, ale napisała też powieści inspirowane niezwykłymi kobietami, o których mowa jest w Piśmie Świętym i Starego, i Nowego Testamentu. Nie zwlekają zamówiłam w mojej filii Książnicy Karkonoskiej wymieniane tytuły. Mam już za sobą lekturę „Marii Magdaleny” , „Semiramidy”, ale w tym miejscu zarekomenduję „Królową Saby” i powtórzę zastrzeżenie autorki, żeby nie używać w mianowniku określenia królowa Saba, gdyż nie nosiła takiego imienia, tylko tak nazywał się kraj, którego została władczynią.

Zanim zdobyła koronę, zaistniały na dworze jej ojca tragiczne wydarzenia. Na kartach książki pojawia się zagadkowa, mroczna postać. Zjawia się i znika niepostrzeżenie, ale sieje śmierć używając trucizny lub sztyletu. Tym sposobem ginie zarówno władca Saby, jak i jego syn, czyli spodziewamy następca tronu. Może władać Sabą jego córka Makeda. Dziewczynka była bardzo mądra, miewała rozmaite wizje, przewidywała przyszłość, widziała siebie u boku władcy, widziała spełnioną wielką miłość, a także mające nadejść dzieje rozmaitych państw.

Do Saby należały ziemie leżące po wschodniej i zachodniej części najwęższego przesmyku Morza Czerwonego” - możemy przeczytać w powieści. Częścią kraju było Aksum, a władający nią książę marzył o tym, by zostać władcą Saby i w swoje plany wprowadził syna Dena, by gdy jego zabraknie, wiedział, jak zdobyć tron Saby. Stad spiski, skrytobójstwa i inne wrogie działania. Makeda wiedziała, że może zostać królową, ale pod warunkiem zachowania dziewictwa.

Tymczasem bogowie przewidzieli dla niej i miłość, i macierzyństwo, i koronę, ale wcześniej wielką podróż i poznanie najpotężniejszego wówczas władcy Izraela. Kraj ten, podobnie jak król Salomon, słynęli z siły, bogactwa, wiary w jednego Boga i z wielkiej mądrości panującego. Było wiadomo, że ma trzysta żon, nie licząc nałożnic, a Makeda postanowiła wyprawić się wielką karawaną do intrygującego ją i kraju, i króla. Czytelnik z wypiekami może śledzić realizację tego planu i jej skutki. Makeda zdobędzie serce Salomona, wróci jako brzemienna kobieta, ale nietrudno było wmówić, że dziecko jest owocem interwencji bóstw.

Oczywiście, jak w innych powieściach Kassali, miłość dla bohaterki „Królowej Saby” jest wielką wartością, ale jeszcze większą poczucie odpowiedzialności za kraj i naród. I równie ważną jest mądrość. Jakie skutki niosą te wybory, łatwo się przekonać czytając powieść. Makeda nie dozna porażki i spełni swoje pragnienia. Wystarczy siła charakteru i wierność pryncypiom.

Ewa Kassala „Królowa Saby”, Wydawnictwo Videogfaf S.A Chorzów 2019.


sobota, 25 czerwca 2022

Anastazja Daniłowiczowa poleca gorący Egipt i miłość.

 Baśń dla dorosłych aż ze starożytności

 

Piszę tę rekomendację w pierwszy dzień lata. Po rzekach popłyną wianki, będą stawiane kabały i wróżby, bo przecież wszyscy marzą o wielkiej miłości i szczęściu. Niektórym dany jest taki los, ale mam wrażenie, że większość żyje w niespełnieniu marzeń. Tymczasem letnia kanikuła mimo wojen (nie tylko na Ukrainie wrze w politycznym, zwłaszcza w afrykańskim i bliskowschodnim tyglu) zapowiada urlopy, wczasy, obozy, a nawet podróże. Mój młody przyjaciel wybrał się do Hiszpanii akurat w dniu, kiedy media powiadomiły o strajkach obsługi lotnisk. Musiał jednak szczęśliwie dolecieć, skoro nie mijam go na moim codziennym spacerze. Wszystkim, którzy marzą o emocjonalnym, a choćby przygodowym spełnieniu życzę, by nareszcie spotkali swoją wielką miłość, która była udziałem księżniczki Taduhepy; ona przeszła do historii jako  Nefretete i zaistniała w tytule powieści Ewy Kassali, od pewnego czasu mojej ulubionej pisarki, od której powieści z wątkami czerpanymi za starożytności po prostu trudno się oderwać. Wracam więc do wspomnianej wielkiej miłości.

Rzecz dzieje się 1300 lat przed Chrystusem. Faraon Amenhotep któryś już z rzędu stracił starszego syna, z którym wiązał nadzieje, że zostanie jego następcą. Tymczasem władca jest słabowity, ale ma drugiego syna, na którego przerzuca dynastyczne oczekiwania. Wysyła go w szkoleniowe podróże, jak byśmy dzisiaj powiedzieli, by w sąsiednich państwach poznał metody rządzenia, a przy okazji rozejrzał się za jakąś księżniczką wartą grzechu i monarszego matrymonium. Tym sposobem książę trafia do królestwa Mitanni rządzonego przez króla Tuszrattę. On wie, że należy godnie przyjąć ewentualnego władcę największego imperium, jakim był Egipt, a nie ma co ukrywać, że zrodziła się w nim nadzieja, że być może uda się połączyć rody i wyswatać jego córkę Taduhepę z Amenhotepem, synem faraona. W romantycznej scenerii pięknego ogrodu książę dostrzega prześliczną księżniczkę, o trzy lata od niego starszą, co nie ma dla nikogo większego znaczenia. Młodzi zakochują się w sobie.

W następnym etapie król wysyła córkę w asyście kapłanki uzdrowicielki do Egiptu. To alibi dla tej podróży, wszak faraon jest chory, ale chociaż czczą obaj władcy inne boginie, każda pomoc może mieć swoją wartość.

W tym miejscu nakładają się wątki z przeszłości, bo już wcześniej siostra Muszratty została jedną z żon faraona z nadzieją, że zapewni mu syna. Wciąż przebywa na egipskim dworze, ale już nie bywa zapraszana do łoża władcy. Zatem księżniczka spotka w Egipcie swoją ciotkę, zyska przychylność przyszłej teściowej i będzie cieszyć się odwzajemnioną miłością księcia. Bardzo się kochają, w akcie zaślubin łączą swoje losy, a młoda żona zostanie w nowym miejscu nazwana Nefretete, co znaczy „Piękna, która przybyła”, Można byłoby powiedzieć, że żyli długo i szczęśliwie, gdyby nie to, że ten epilog znajdzie zastosowanie do drugiej wielkiej miłości Nefretete. Będzie nią Thotmes - rzeźbiarz. Niestety Amenhotepowi zachciało się wprowadzić kult jednego Boga, ale ani kapłanom, ani ludowi od pokoleń czczącego wiele bóstw różnej rangi nie spodobała się ta religijna rewolucja. Ta decyzja rozdzieliła monarszą parę, ale o tym już czytelnik sam się dowie z lektury książki.

W każdym razie naprawdę warto zabrać ze sobą na urlopowe wyjazdy tę porywającą powieść, zanurzyć się w starożytności i uwierzyć, że wierna, szlachetna miłość jest możliwa. Przy okazji będzie sposobność pomedytować nad odpowiedzią na pytania, które w książce padają: „Co jest w życiu najważniejsze? Co to znaczy zaufanie? Co po nas zostanie, gdy odchodzimy? Znakiem naszego istnienia jest smuga światła. Na tyle jasna, na ile kochaliśmy i ile dobrego daliśmy innym”. Nie tylko obecność uchodźców daje nam ku temu wiele okazji. Wystarczy się rozejrzeć…

Ewa Kassala „Nefretete”, Wydawnictwo Sonia Draga, Katowice 2021.

środa, 22 czerwca 2022

Okruchy życia Teresy Sosnowskiej w ODK

 Danuta Mysłek

 


Na spotkaniu z cyklu „ars poetica”, które jak zawsze odbyło się w zabobrzańskim ODK, pośrednio bohaterem wydarzenia, a zarazem promotorem i sponsorem debiutanckiego tomiku Teresy Sosnowskiej pt. „We wspomnieniach okruchy życia”, był syn autorki — Ireneusz.

Spotkanie otworzyli: Dominika Krop (ODK), Robert Bogusłowicz (Stowarzyszenie), a mówcy po wprowadzeniu obecnych w kulturotwórcze zdarzenie, oddali głos synowi twórczyni.

Mam ogromną przyjemność zaprezentować w imieniu Mamy Jej debiutancki tomik wierszy. Z nadzieją, że te wyselekcjonowane z przysłowiowej szuflady wiersze, będą dla Ciebie Czytelniku kopalnią wartości i znaczeń, przywołają ciepłe wspomnienie, a może wzbudzą refleksje. Mama pisała i nadal zapisuje kłębiące się w głowie myśli, zachowane w pamięci obrazy, dzieli się swoimi odczuciami. Bardzo chciała być tu dziś z nami, ale niestety Jej stan zdrowia, a także sędziwy wiek nie pozwoliły na tak długą podróż — powiedział syn autorki.

Zaszczytem jest reprezentowanie Matki — twórczyni, przyjemnością dzielenie radości z gośćmi, a także twórcami ze Stowarzyszenia Literackiego w Cieniu Lipy Czarnoleskiej, pod którego auspicjami, jak mi wiadomo, ukazują się w regularnym rytmie nowe pozycje wydawnicze, czego przykładem jest w tym roku wydana już kolejna pozycja, w tym nakład poezji mojej Mamy – dodał.

Organizatorami ostatniego przedwakacyjnego spotkania z cyklu ars poetica pod hasłem „We wspomnieniach okruchy życia” – jak tytuł książki, było Stowarzyszenie Literackie w Cieniu Lipy Czarnoleskiej oraz Osiedlowy Dom Kultury na jeleniogórskim Zabobrzu. Kawiarnia Muza przy ODK w upalny dzień 20 czerwca była wypełniona.

Po oficjalnym powitaniu zebranych przez współorganizatorów (ODK, Stowarzyszenie) pan Ireneusz podziękował osobom, które podjęły się wydania zbioru w rekordowym tempie. Jego słowa podziwu były skierowane do Danuty Mysłek prezesa Stowarzyszenia, autorki projektu graficznego okładki, autorki wstępu, redaktorki wydania, do Krystyny Stefańskiej, która od pierwszych nadesłanych tekstów do wcześniej planowanych almanachów zabiegała do wydania materiału twórczego w całości, a także Marii Sucheckiej, której opinia dała impuls wiary autorce w wartość treści, sekretarza Stowarzyszenia Roberta Bogusłowicza — pomysłodawcy do wzbogacenia książki prywatnymi już historycznymi fotografiami, ilustrującymi długą biografię pani Teresy.

Spotkanie prowadziła Urszula Musielak, doskonała w roli konferansjerki, jej talent estradowy wzbogaca niejedną imprezę z cyklu Ars Poetica. Na zmianę z Aleksandrą Pawłowiczową znakomicie interpretowały wiersze z tomiku.
Miłość, bliskość, otaczające nas piękno, które jako wartość samą w sobie wyrażała w swoich utworach, doskonale komponowały z wokalem duetu „My Dwie”, czyli Henryki Amborskiej i Izabeli Zieleniewicz, występ pań wzbogacił kulturotwórcze spotkanie, jednocześnie wywoływał i radosny, i liryczny nastrój.

Jak zwykle było biesiadnie, bo na stolikach pojawiły się smakołyki, a zebranych zachwyciły miniaturowe babeczki z kremem i kandyzowanymi owocami, przygotowane w liczbie pół setki przez Krystynę Stefańską.

Syn autorki przybliżył obecnym ważne w Jej życiu wydarzenia, poniżej kilka z nich:
„Twórczyni urodziła się w Wilnie, polskim Wilnie w 1934 r. Mieszkała tam z rodzicami prawie do zakończenia wojny. Na krótko wyjechała z mamą do babci, do Nowej Wilejki położonej w pobliżu Wilna. Po wojnie z rodzicami wyjechała do Polski, przejściowo zatrzymali się w Olsztynie, by na stałe już osiąść w Gorzowie Wielkopolskim. Tu zdobyła wykształcenie ekonomistki. Po maturze z nakazem pracy wyjechała do Wrocławia, gdzie spotkała przyszłego męża. Po ślubie wróciła do Gorzowa, tu urodziłem się ja, a dwa lata później brat Wiesław, niestety zmarł przedwcześnie. Mimo nieprzychylności losu, słabego od dzieciństwa serca, pełna wiary w dobre jutro, z twórczym zapałem nadal zapisuje swoje wspomnienia, nie popadając mimo 88 lat w inercję".

 










piątek, 17 czerwca 2022

Maria Suchecka poleca - pytania i próby odpowiedzi.


Odwaga w skromności

 

Media odliczają kolejne dni wojny, rejestrują zniszczenia, okrucieństwa i zajadłość agresji za strony Rosji, która nie pozwala nazywać tej sytuacji wojna, tylko specjalną operacją. Ostatnio pojawiło się określenie „zmęczenia wojną”, niektórzy uchodźcy wracają do pustoszonej Ojczyzny, a w wysokich piętrach Unii pada wniosek o przyznanie Pokojowej Nagrody dla naszego kraju, bo niezamożna Polska okazuje się bogata duchem. Przygarnia uciekinierów, żywi, ubiera i zdumiewa inicjatywach we wszystkich strukturach. Ale postawa Ojca św. Franciszka budzi poważne kontrowersje. Z jednej strony jest oczekiwanie na jednoznaczne potępienie agresora, z drugiej zaś zaniepokojenie graniczące ze zgorszeniem, dlaczego głowa małego, ale jednak państwa nie grzmi o zaprzestanie wojny.

W tym stanie rzeczy warto sięgnąć po książkę, która zawiera wypowiedzi Benedykta XVI, zarejestrowane w trakcie zagranicznych podróży papieża, który dopuścił się aktu bez precedensu, podając się do dymisji, choć jego poprzednicy trwali na Stolicy Piotrowej do momentu, kiedy nieodwołalnie odwołała ich ze stanowiska Najwyższa Instancja. Dymisja nie oznacza bezruchu. Ten pracowity intelektualista nieustannie angażuje swój umysł. Modli się, czyta i pisze. Nie zdystansował się od metody apostołowania swojego poprzednika, już św. Jana Pawła II. Nie był sile wieku, kiedy konklawe ustanowiło Ratzingera Głową Kościoła Katolickiego. Odbywał kolejne podróże zaskakując uczestników spotkań na różnych kontynentach, skupiając coraz bardziej żywe zainteresowanie mediów. Ich przedstawiciele zgłaszali udział w obsłudze tych podróży z różnych krajów, a ponieważ „pojemność” samolotów jest ograniczona, czekali na gościa w miejscach docelowych. Tak na przykład było w Wielkiej Brytanii, gdzie oczekiwało Benedykta XVI siedemdziesięciu dziennikarzy z kilkudziesięciu krajów świata. To nie była wizyta polityczna, zaproszony przez Królową miał uczcić Jana Henryka wybitniejszego przywódcę anglokatolicyzmu. Spodziewano się licznych napięć, ale papież zadziwił taktem i mądrością, a także tym, że nie omijał skomplikowanej historii i politycznej, i religijnej zjednoczonych po dziś dzień narodów.

Wymienię tylko niektóre cele papieskich podróży: Brazylia, Hiszpania, Kamerun, Meksyk, Liban. Bardziej zainteresowały wywiady, zarejestrowane w Chorwacji. Może dlatego, że wczoraj Ukrainę odwiedzili prezydenci czterech europejskich krajów, udzielając poparcia staraniom walczącego kraju o przyjęcie do Unii Europejskiej. W pewnym sensie dostrzec można podobieństwa tych dwóch krajów, gdzie trudno było o jedność, a historia minionego wieku nasycona była silnymi napięciami. W kontekście podróży do Chorwacji padły z ust Benedykta XVI następujące słowa:

„Wydaje mi się, że misją tego narodu, wstępującego teraz do UE, mógłby stać się impuls ożywienia jedności w różnorodności. Tożsamość europejska składa się bowiem z bogactwa różnych kultur, zbiegających się w wierze chrześcijańskiej oraz jej fundamentalnych wartościach”. W innym miejscu mówi, odnosząc się do konieczności obrony globu, ochrony jej zasobów, że Kościół wskazuje na możliwość wyrzeczenia się chęci osiągnięcia maksymalnego profitu i spostrzegania spraw w wymiarze humanistycznym i religijnym. To znaczy: jeden musi być dla drugiego” (…) „Nasz obowiązek to ciągłe poszukiwanie prawdy, poszukiwanie prawdziwych wartości. Podwalinami tych wartości są podstawowe prawa człowieka, a także inne podobne zasadnicze elementy, które – właśnie te – jeśli zostaną uznane i zaakceptowane, da się zrealizować w dialogu. Prawda jako taka to też forma dialogu, ponieważ próbuje ona lepiej poznać i zrozumieć drugiego”.

Trudną rzeczą byłoby odpowiadać na dziesiątki pytań dziennikarzy, toteż książka jest tak zbudowana, że o. Federico Lombardi, trzymając się formuły relacji z poszczególnych podróży, pytania gromadził w bloki tematyczne, na przykład ekumenizm, handel żywym towarem, nadużycia seksualne wśród duchowieństwa i inne, co czyni narrację czytelną i przejrzystą.

Benedykt XVI Angela Ambrogett,

„Rozmowy między Niebem a Ziemią”. Wydawnictwo AA s.c. Kraków 2019

środa, 15 czerwca 2022

Teresa Sosnowska 20 czerwca w ODK godz. 17- poniedziałek.

 

Stowarzyszenie Literackie w Cieniu Lipy Czarnoleskiej oraz Osiedlowy Dom Kultury na jeleniogórskim Zabobrzu zapraszają w poniedziałek (20.06) na godz. 17:00 do kawiarni MUZA przy ODK (ul. K. K. Trzcińskiego 12) na spotkanie z cyklu ars poetica, tym razem promocja debiutanckiej książki pt. „We wspomnieniach okruchy życia” Teresy Sosnowskiej — seniorki z Gorzowa Wielkopolskiego. Autorkę będzie reprezentował syn Ireneusz Sosnowski.

Występ duetu, „My Dwie”, czyli Henryki Amborskiej i Izabeli Zieleniewicz, wzbogaci kulturotwórcze spotkanie.

Wiersze będą czytali członkowie Stowarzyszenia w Cieniu Lipy Czarnoleskiej.

Spotkanie poprowadzą: Bożenna Keller, reprezentująca rodzinę twórczyni przy współudziale Urszuli Musielak.z ramienia Stowarzyszenia Literackiego w Cieniu Lipy Czarnoleskiej.

Spotkanie autorskie ze Stanisławem Szelcem poprowadzi Maciej Żurawski 20 czerwca o godz. 17.

 
 
 
Promocja książki „Jak rzyć. Niesamowite przygody Stanisława Szelca” spisane przez Macieja Żurawskiego - 21 czerwca 2022, godz. 17.00, Książnica Karkonoska, sala konferencyjna III p.


„Jak rzyć... - ku zdziwieniu być może niejednego Czytelnika pisownia absolutnie poprawna - to książka lekka, łatwa i przyjemna w formie, choć w treści czyhają pułapki w postaci odniesień do zdarzeń wywołujących co najmniej refleksję. Również Maciej Żurawski, przepytując Stanisława Szelca, zadbał, byśmy w tym de facto wywiadzie rzece nie natrafili na nudną biografię. Są więc w książce i smakowite kąski z życia Stanisława Szelca, ale i nie tylko jego, a to już za sprawą licznego i barwnego kręgu jego znajomych. A kogóż on nie zna! Wielu z nich wniosło pisemny wkład do książki, a wśród nich znajdziemy postaci znane ze świata kultury, sztuki etc. Mało kto potrafi tak swobodnie i bezpiecznie dla odbiorcy zarysować kawał historii, tej polskiej, nie nadymając się przy tym.

Tak więc, kto ma naturę poznawczą - nie ma przeciwwskazań. Kto lubi wysublimowany humor - a jakże! Kto lubi plotki - no przecież wszędzie może je znaleźć. Wyszło na to, że lektura dla każdego, a już ku szczególnej uciesze tych, którzy „zasłuchiwali się” w „Studiu 202”, radiowej Trójce, zaśmiewali się do łez na występach kabaretu Elita czy też sycili się duchową strawą podczas spektakli Teatru Kalambur”.

Stanisław Szelc – polski satyryk, prezenter telewizyjny, członek kabaretu Elita. Współpracował z Andrzejem Waligórskim i Studiem 202 w Polskim Radiu Wrocław.

czwartek, 9 czerwca 2022

Bronisław Wypych poleca książkę o potworze

 Horror i do tego prawdziwy

 

W czasie pandemii zanikły nawyki społeczne z czytaniem książek włącznie. Biblioteki w połowie opustoszały i tylko fani czarno-białej strony odwiedzali ostatnie wolne przybytki kultury. Po zniesieniu obostrzeń powoli odradza się nawyk, więc po wybuchu wojny na Ukrainie 24 lutego 2022 r., pomyślałem że bez problemów zdobędę książkę, która pozwoli mi zrozumieć ten obłęd. Niestety większość poszła tym samym tokiem rozumowania, bo „Tajemnice Rosji Putina. Wowa, Wołodia, Władymir” jest od kilku tygodni najbardziej poszukiwaną pozycją. Ludzie myślący starają się zrozumieć, pomimo że oglądają telewizję, słuchają radia, czytają w internecie artykuły i wyciągają wnioski, to jednak potrzebują głębszej analizy.

Książkę czyta się jak kryminał, i gdyby nie fakt, że w tym gatunku zło zostaje pokonane, można by odetchnąć z ulgą. Należałoby tę książkę czytać jak literaturę faktu, tak dziś popularną z angielska zwaną non fiction, gdyby nie tragizm wydarzeń, które rozgrywają się na naszych oczach.

Czeczenia to mały kraj w Azji. Ledwo go widać na mapie, tam zawsze tlił się konflikt, uważano w latach dziewięćdziesiątych gdzieś w Hiszpanii, Niemczech. Jeszcze wówczas współodczuwano biednym ludziom, ponieważ dostęp do tych terenów mieli dziennikarze, którzy nagłośnili I wojnę w Czeczenii (1994-1996). Rosjanom, Czeczeńsko-Inguska Autonomiczna Socjalistyczna Republika Radziecka, też mało mówiła, ponieważ w kraju Puszkina i Czajkowskiego panowała bieda i totalny chaos, najpierw Michaił Gorbaczow wprowadził pierestrojkę, a potem głasnost (czego Rosjanie do tej pory nie mogą mu wybaczyć), następnie pojawił się na scenie Borys Jelcyn i pucz Janajewa. Swoją drugą prezydenturę schorowany Jelcyn powierzył Rodzinie, w grudniu zrezygnował a na swojego następcę pobłogosławił nikomu nieznanego Władimira Putina.

Kim jest ten Putin? Rosja potrzebuje silnego prezydenta, mówią Rosjanie.

I po to była druga wojna z Czeczenią (1999-2009), po to nagle we wrześniu 1999 roku Bujnaksku, Moskwie i Wołgodońsku separatyści czeczeńscy (tak podają rządowe media a prawda jest zupełnie inna) dokonują zamachów bombowych, aby pokazać silnego przywódcę Rosji, z tym że już Putin nie popełnia błędu Jelcyna i zabrania dostępu dziennikarzom na teren wojny, jedyną wiedzę z rozgrywającej się tragedii świat czerpie z rządowych mediów rosyjskich.

Ale kim naprawdę jest Putin? Tę wiedzę, z wielkim wysiłkiem, zdobywają tylko nieliczni dziennikarze, i to w latach kiedy był jeszcze dostęp do źródeł. Ponieważ już wtedy wszelkie ślady o przywódcy zacierają służby FSB.

Na 780 stronach autorka z drobiazgowością opisuje fakty, do których dotarła m.in. dzięki pomocy opozycyjnych dziennikarzy rosyjskich, jak zastrzelona Anna Politkowska. Większość osób interesujących się prywatnym życiem Putina, działalnością służb specjalnych, korupcją, na skalę której zwykły śmiertelnik nie jest w stanie pojąć, tragicznie ginęła w Rosji.

Autorka 14 lat pracowała jako dziennikarka w Rosji, potem 3 lata zajęło jej pisanie biografii Putina, która na Zachodzie przez wiele lat była przemilczana. Ot, jeszcze jeden „wymyślony życiorys”. Dziś, po 8 latach od opublikowania książki, potwierdzają się „wymyślone” teorie np. w sprawie dostaw gazu i ropy, i w jaki sposób macki Putina ogarnęły Europę i świat.

Dzisiejsza wojna w Ukrainie ma jeszcze jeden charakterystyczny wymiar, jest inna niż te w Czeczeni, i ta największa – II wojna światowa. Dziś nie czekamy już na słowa papieża aż ukaże się gazeta, nie siedzimy przy głośniku radia, dziś mamy ją w bezpośrednio na ekranie telewizyjnym i w mediach społecznościowych, konfrontujemy na bieżąco wydarzenia. Doprawdy przerażająco się czyta książkę w tym momencie historii.

Krystyna Kurczab-Redlich „Tajemnice Rosji Putina. Wowa, Wołodia, Władymir”, Grupa Wydawnicza Foksal Sp.z o.o., 2014.

środa, 8 czerwca 2022

Piórem, obrazem i muzyką po Karkonoszach

Jarosław Czarnoleski

 

W poniedziałkowy wieczór (30.05) na spotkaniu z cyklu „ars poetica”, bohaterem wydarzenia, a zarazem promotorem interdyscyplinarnej sztuki: słowa i obrazu był Jerzy Tański. Organizatorami kulturowego wydarzenia było Stowarzyszenie Literackie w Cieniu Lipy Czarnoleskiej oraz Osiedlowy Dom Kultury w Jeleniej Górze. Tym razem ars poetica przebiegała pod hasłem „Karkonoskie przemyślenia” – jak tytuł drugiego tomiku wierszy twórcy.

Wyjątkowo tego wieczoru w kawiarni „Muza” zabrakło krzeseł dla licznie przybyłych przyjaciół z Grupy Artystycznej Pi-Art z Piechowic, ze Stowarzyszenia Literackiego w Cieniu Lipy Czarnoleskiej oraz innych gości. Spotkanie otworzyła w imieniu ODK Dominika Krop, następnie oddała prowadzenie Urszuli Musielak. Mówczyni zaprezentowała twórcę, wieńczącego sukcesami sztukę władania piórem i pędzlem, nieprzysiadającego na laurach, a aktywnie doskonalącego talenty.

Autor urodzony na Lubelszczyźnie, wiele lat spędził w Karkonoskim Parku Narodowym, w Nadleśnictwie Szklarska Poręba, swoim zauroczeniem przyrodą podzielił się podczas spotkania prezentując obrazy i wzbogacając poezją, bo jak pisze Danuta Mysłek we wstępie do tomiku „Karkonoskie przemyślenia”: „(...) w pierwszej części zatytułowanej „Przyroda” oddaje jej piękno i tajemniczość. Traktuje o walorach przyrodniczych i krajobrazowych, maluje słowem świat fauny i flory, mówi o dobrodziejstwie życia człowieka w symbiozie z przyrodą. Również o szkodach, jakie czyni człowiek w tym konsumpcjonistycznym świecie, nie bacząc na dewastację środowiska, zachłannie z niego czerpie i niszczy. W drugiej części „Moje przemyślenia” dotyka granic miłości i nienawiści, w aspekcie wartości, jaką jest tolerancja. Tolerancja, jako cnota indywidualna człowieka, a zarazem wartość ogólnoludzka, stanowi o mocnej stronie osobowości, a także pozwala na rozumienie samego siebie. Przesłanie autora do Czytelnika „W życiu bądź zawsze sobą”, jak mówi, nie jest formą nakazową, lecz informacyjną”.

Karkonoskie przemyślenia” są już drugim tomikiem po wydanym dwa lata wcześniej „Piórem i pędzlem po Karkonoszach”. Autor tylko utwierdza nas w przekonaniu, że swoje zafascynowanie górami, malarstwem i słowem traktuje poważnie. W wierszach czytanych przez Urszulę Musielak i Elżbietę Tańską trudno było nie dostrzec, iż poezja jest wyzwaniem. Co poruszyła też redaktorka tomiku: „Szukając odpowiedzi na pytania: czy poezja jest natchnieniem, iskrą bożą czy może rzemiosłem w materiale słowa? Jaka ma być piękna czy pouczająca? Jest drogą odwiecznie prowadzonych dysput, czego tu ja już nie będę rozwijała. Wartym uwagi wydaje się jest refleksja nad tym, czym jest poezja dla końcowego odbiorcy?” tak we wstępie traktowała Danuta Mysłek.

Wieczór poezji, połączony wystawą obrazów, uświetnili, zachwycając obecnych wokalem Adam Wolak i Sławomir Darula.

Na zakończenie spotkania uczestnicy otrzymali książkę z dedykację autora, wzbogaconą obrazami twórcy. Autor nie przewidział, że 60 egzemplarzy nie wystarczy, dla kilku uczestników niestety zabrakło.

















sobota, 21 maja 2022

Anastazja Daniłowiczowa poleca dobry kryminał na kanikułę.

 Degrengolada

 

Takim słowem określiłaby moja Babcia postacie i sytuacje przedstawione w rekomendowanej tutaj powieści, oczywiście gdyby żyła i gdyby wzięła do ręki kryminał Chrisa Brookmyre'a „Retrospekcja”. Autor był dziennikarzem, ale po prozatorskim sukcesie przestawił się na pisanie powieści. Kiedy pochłonęłam tę pozycję, pomyślałam sobie, że to nie jest kryminał, tylko proza psychologiczna. A tytuł jest taki, a nie inny, gdyż przedstawione sytuacje oddziela granica czasu, jaki upłynął od tragicznego zdarzenia. Retrospekcyjne epizody przywoływane są przez bohaterki i bohaterów — Sylwie, Ivy, Rory, Amandę, Celię, Marion, Roba, Vince, tylko Maxa Temple poznajemy z ich opowieści oraz z cytatów z jego przemyśleń, które otwierają kolejne rozdziały. Każdy rozdział nosi imię narratorki lub narratora oraz datę zdarzeń, które odtwarzają we wspomnieniach. Wszystkie osoby znają miejsce wspominanych zdarzeń, są ze sobą spokrewnione lub spowinowacone, jedynie Amanda jest tutaj pierwszy raz i pozostaje obca dla nich wszystkich. Tak przynajmniej czytelnik jest utwierdzony, pochłaniając ponad trzysta kolejnych stron.

Narracja zaczyna się pogodnie. Ivy nie ma kłopotu z pozyskaniem partnera do łóżka. Kirsten jest młodą szczęśliwą matką synka Arrona – kilkumiesięcznego maluszka. Amanda sprawuje nad nim opiekę niani. Ojciec chłopczyka jest dużo starszym od Kirsten, owdowiałym mężczyzną.

Wszyscy wybierają się do Portugalii. To taka tradycja tej rodziny, by właśnie odpoczywać w nadmorskiej miejscowości, gdzie zakupili posiadłość. Tu pożegnają prochy niedawno zmarłego Maxa. W konspiracji przed progeniturą wdowa po nim zorganizowała żałobne nabożeństwo, którego zmarły z całą pewnością sobie by nie życzył. Ani on, ani syn, ani córki. Wnuczka nie miałaby nic do powiedzenia. W tym samym morzu zginęła jako dwulatka szesnaście lat temu.

Celia to wdowa po zmarłym naukowcu, psychologu, którego mądre wypowiedzi stanowią przerywniki między rozdziałami. Celia była aktorką. Grała w rozmaitych filmach, które wymagały odważnych, śmiałych scen. Ale rozstała się z tym zawodem i jest felietonistką, która pokazuje światu życie szczęśliwej, kochającej się rodziny.

Amanda ma opiekować się Arronem podczas tego rodzinnego zjazdu. Dopiero tutaj się dowiaduje, że posiadłość nad morzem w Portugalii co roku ściąga na familijne spotkania trzy pokolenia. A czytelnicy felietonów Celii mają podziwiać harmonię w rodzinie naukowca – psychologa, autora poczytnych opracowań oraz ich dzieci i wnuki. Tyle Amanda wie o rodzinie. Tyle wie, a będąc blisko całej rodziny, dowiaduje się znacznie więcej. Już wcześniej, zainteresowana, stara się w internecie dowiedzieć się więcej szczegółów o śmierci Niamh. córki Ivy. Dwulatka utonęła w morzu. Ciała nie odnaleziono. Pogrążona w rozpaczy rodzina unikała zainteresowania dramatem ze strony napastliwych mediów. Nikomu nie zależało na zdemaskowaniu obłudy i patologii.

Z każdą stroną i Amanda, i czytelnicy dowiadują się o zdumiewających faktach. O kazirodczym związku jednego z bohaterów, o czającej się w tej rodzinie nienawiści, o skłonności homoseksualnej jednej z bohaterek, o skłonności do przystojnych mężczyzn byłej, teraz zdewociałej aktorki, już starzejącej się, ale wciąż pięknej. No i ujawniona zostaje tajemnica śmierci Niamh, ale nie będę tego ujawniać, jak też nie napiszę ani słowa, która umrze zagadkową śmiercią z tych wymienionych wcześniej osób.

No więc jednak jest to kryminał, ale więcej w nim psychicznych dewiacji, które teraz częściej uznawane są za normę. W każdym razie bardzo zachęcam, by tę powieść kupić lub pożyczyć, bo jest bardzo interesująca.

Chris Brookmyre „Retrospekcja”, tłum. Magda Witkowska, wydawnictwo Prószyński i Ska, Warszawa 2021.


wtorek, 17 maja 2022

„II Festiwal wierszy ciepłych i pogodnych im. Huberta Horbowskiego"

Pod mailem dgl.nurt@gmail.com oczekujemy na zgłoszenia chętnych na warsztaty literackie z Rafałem Różewiczem w ramach „II Festiwalu Wierszy Ciepłych i Pogodnych im. Huberta Horbowskiego”. Uczestnicy warsztatów proszeni są o przesłanie do 31 maja po 3 wybranych przez siebie utworów. Utwory podpisane imieniem i nazwiskiem będą stanowiły podstawę do wzięcia udziału w warsztatach. Na warsztatach nie będą one szczegółowo omawiane, ale na przesłanych utworach prowadzący chce oprzeć część zajęć i je skomentować w kontekście problematyki współczesnej poezji polskiej.

"II Festiwal wierszy ciepłych i pogodnych im. Huberta Horbowskiego" to jeden z projektów, który w ramach lokalnych inicjatyw, będzie realizowany dzięki dofinansowaniu ze środków Ministra Kultury, Dziedzictwa Narodowego w ramach realizacji Narodowego Programu Rozwoju Czytelnictwa 2.0 na lata 2021 – 2025 w ramach zadania: "Kultura zbliża...zwłaszcza w bibliotece".

RAFAŁ RÓŻEWICZ – urodzony w 1990 roku. Poeta, recenzent, dziennikarz i początkujący prozaik. Autor trzech książek poetyckich (m.in. Po mrok, wydawnictwo, Wrocław 2019 oraz Podwójna ciągła, wydawnictwo papierwdole-Katalog Press/Dzikie Przyjemności, Ligota Mała-Dùn Éideann 2022). Wkrótce ukaże się jego debiutancka powieść pt. Land.

sobota, 14 maja 2022

Rafał Bubnicki - „Grajcie tak, aby wygrać. Czesław Hernas 1928-2003"

 JCIiER Książnica Karkonoska zaprasza 24 maja o godz. 17.00 do sali konferencyjnej przy ul. Bankowej 27 (III p.) na prezentację książki Rafała Bubnickiego Grajcie tak, aby wygrać. Czesław Hernas 1928-2003)”.


 Czesław Hernas

Historyk literatury, folklorysta. Autor książek przełomowych dla badań polskiej kultury „W kalinowym lesie” i „Barok”, redaktor „Literatury polskiej. Przewodnika encyklopedycznego”, redaktor periodyków: „Literatura Ludowa”, „Teksty” i „Wrocławskie Studia Wschodnie”.

W latach 1971-1985 dyrektor Instytutu Filologii Polskiej Uniwersytetu Wrocławskiego, odwołany ze stanowiska z powodu zaangażowania w działalność opozycji demokratycznej. Nauczyciel akademicki wspierający Studencki Komitet Solidarności w latach 70 XX wieku, członek Wrocławskiego Komitetu Obywatelskiego w latach 1989-1990.

Rafał Bubnicki

Historyk literatury, dziennikarz, producent filmowy. W latach 1990-2006 pracował w „Rzeczpospolitej” i Radio Wolna Europa. Autor i współautor kilkunastu książek i albumów m.in. redaktor (wspólnie z Andrzejem Dębskim) publikacji „Stanisław Lenartowicz. Twórca osobny” i „Sylwester Chęciński”. Kierując Dolnośląskim Funduszem Filmowym (2008-2018) był koproducentem 59 filmów m.in. „Pokot” Agnieszki Holland, „Wołyń” Wojciecha Smarzowskiego i „Twój Vincent” Doroty Kobieli i Hugh Welchmana. Członek Polskiej Akademii Filmowej.

wtorek, 10 maja 2022

Jadwiga Wierzbiłło poleca: dlaczego muzyka Bacha pozwala godnie przejść przez życie.

 Uratowana przez Bacha

 

 Dziwnym zbiegiem okoliczności wypożyczyłam „Moje życie pełne cudów”, kiedy zbliżała się 79 rocznica wybuchu powstania w warszawskim Getcie. Żydzi chwycili za broń 19 kwietnia 1943 roku. Nie mieli złudzeń co do finału tej walki. Wiedzieli, że nie odzyskają wolności, Ważne natomiast było to, że ocalą godność, szacunek do samych siebie i wymierzą karę dla zbrodniarzy. Książka, którą tutaj przywołuję, nie dotyczy polskich Żydów. „Moje życie pełne cudów” to wspaniała biografia, wzruszająca do łez i przywracająca wiarę w miłość, przyjaźń, która uczy wierności sobie i pielęgnowania tego, czym człowiek jest przez los obdarowany. Bohaterką książki jest jedna z najwybitniejszych klawesynistek świata minionego i trwającego stulecia. To ona, Zuzanna Ruzickova, czeska Żydówka odkryła piękno i wartość tego instrumentu, zrehabilitowała go dla muzyki i doczekała się następców wirtuozerii gry na klawesynie, którego świetność należała do epoki Bacha.

Historia chciała odebrać jej pasje, zniweczyć nadzieję na rozwój talentu, ale jak twierdzi bohaterka tej autobiograficznej opowieści, to Bach ocalił ją w każdym tego słowa znaczeniu. Z racji pochodzenia, kiedy faszystowskie Niemcy zagarniały europejskie kraje, jej bliscy, jej rówieśnicy, jej przyjaciele byli skazani na zagładę. Ona zaś dożyła lat dziewięćdziesięciu, zmarła w Pradze w 2017 roku. Wyrastała nie tyle w laicyzującej, co wyzwalającej się z judaistycznych rytuałów tradycji, nie była zmuszana i nieprowokowana do religii przodków. Wendy Holden – angielska dziennikarka i pisarka w jednej osobie zdołała za życia artystki spisać jej niezwykłe dzieje i z pomocą bohaterki w pewnym sensie przygotować dzieło do druku. Artystka dzięki znakomitej pamięci i szczególnej wrażliwości zachowała mnóstwo wyrazistych wspomnień z pobytu w trzech obozach (Auschwitz, Bergen Belsen, Teresin, a ponadto przeżyła roboty przymusowe w Niemczech). Późniejsza wielka wirtuozka doświadczyła wszystkich koszmarów obozowych, było zagrożone jej życie, traciła najbliższych, były zniszczone jej ręce, bez których niemożliwy był kontakt z klawiaturą. W tych piekielnych warunkach chroniła skutecznie matkę i dane było im obu dzielić radość wyzwolenie. Czytamy w książce, że człowiek ma niewielki wpływ na to, co dostaje od losu. I jednocześnie artystka przywołuje doświadczenia z muzyką w słowach „Bach mówi nam, że nad nami, czy też przy nas, tkwi zawsze źródło skończonego sensu. Mówi: nie rozpaczajcie. Życie ma sens. Świat ma sens. Tylko nie zawsze go dostrzegamy”. Człowieka ratuje potęga ducha.

O Bachu artystka pisze, że był kimś w rodzaju mistyka. "Gdy komponował, nie pozostawał wierny żądnemu konkretnemu Kościołowi. Tworzył muzykę z pasji i w duchu sprzeciwu. Ten duch, duch Bacha, był ze mną zawsze i utrzymywał mnie przy życiu".

Artystka przetrwała reżym faszystowski, reżym komunistyczny, nawet rasowy, kiedy okazało się, że w komunistycznej Pradze uznano, że za dużo dwóch Żydów w orkiestrze. A tym drugim Izraelitą był jej mąż Viktor Kalabis, z którym łączyła ich wielka miłość na całe życie. Mąż też był muzykiem i wybitnym kompozytorem.

Wojna zabrała im wiele, ale też zdecydowała, że postanowili nie mieć dzieci. Uznali, że nie można przywoływać nowe istnienia z ryzykiem, że doświadczą takich koszmarów, jak oni.

To jest lektura, po którą warto sięgnąć, aby odzyskać wiarę w człowieka mimo wszystkiego, co dzieje się za wschodnią granicą.

Zuzanna Ruzickowa i Wendy Holden, „Moje życie pełne cudów”, Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, Kraków 2021, tłum. Ewa Borówka.

wtorek, 3 maja 2022

KARKONOSKIE PRZEMYŚLENIA” Jerzy Tański – spotkanie z cyklu „ars poetica”

 30.05.2022, poniedziałek, godz. 17:00, Kawiarnia MUZA ODK

 


Stowarzyszenie Literackie w Cieniu Lipy Czarnoleskiej oraz ODK zapraszają w dniu 30.05.2022, poniedziałek, na godz. 17:00 do kawiarni MUZA przy ODK, ul. K.K. Trzcińskiego 12 na spotkanie z autorem interdyscyplinarnej sztuki: słowa i obrazu - Jerzym Tańskim.

Spotkanie z cyklu ars poetica przebiegnie pod hasłem przewodnim drugiego tomiku wierszy zatytułowanym „KARKONOSKIE PRZEMYŚLENIA”. Pędzlem zapisane obrazy wzbogacają książkę.

Spotkanie wzbogaci wokal: Adama Wolaka i Sławomira Darula.

Na zakończenie tego wydarzenia twórca obdarzy uczestników prezentowanym tomikiem.

Wiersze będą czytały: Urszula Musielak, Elżbieta Tańska.

a.

czwartek, 28 kwietnia 2022

Solidarni z Ukrainą – wystawa prac wychowanków Specjalnego Ośrodka Szkolno-Wychowawczego w Jeleniej Górze


 

Solidarni z Ukrainą – wystawa prac wychowanków Specjalnego Ośrodka Szkolno-Wychowawczego w Jeleniej Górze

Wystawa pokonkursowa

Wernisaż i rozdanie nagród laureatom konkursu Książnica Karkonoska 9 maja, godz. 16.00 – 3.p.

Wernisaż poprzedzi występ pantomimiczny wychowanków – związany z wojną w Ukrainie

poniedziałek, 25 kwietnia 2022

Daniel Rzepecki poleca lekturę o Kleopatrze. Na wiosnę jak znalazł.

 Afrodyzjak na wiosnę

 

Jeden z moich kolegów jeszcze za komuny wystarał się o wyjazd na Zachód i pokwitował należną ilość dolarów. Głęboko zastanawiał się, na co wydać „zielone”, by sprawić bliskim choćby drobną radość, ale te rozterki nie wyhamowały jego chęci nabycia pornograficznego albumu. Ponieważ nigdy nie był zachłannym egoistą, pożyczył mi tę kontrabandę. Co prawda nigdy nie gustowałem w pornusach, ale ten album był wydrukowany na wspaniałym papierze, z doskonałymi fotografiami i nasyciłem oczy w czasie ukradkowych oględzin „apetycznych” stron, jak dzieci uganiały się pod blokiem na placu zabaw. Przypomniałem sobie tę rozrywkę, a wyznam, że pożyczoną przez kolegę literaturę zaniosłem nawet do pracy ku radości kolegów i ku zgorszeniu pruderyjnych koleżanek. Przywołałem w pamięci tę sytuację, kiedy czytałem „Żądze Kleopatry”. Mamy wiosnę, hormony buzują, więc pomyślałem sobie, że zamiast pornusów zarekomenduję tę pozycję moim równolatkom, którym młodość została tylko we wspomnieniach, ale erotyczne apetyty bynajmniej nie wygasły.

Zamówiłem w najbliższej filii bibliotecznej pierwszą część egipskiej trylogii Ewy Kassali. „Żądze Kleopatry”, która poprzedziła rekomendowaną na tym portalu „Hatszepsut”. Kleopatra, ta niezwykła władczyni Egiptu była żoną Juliusza Cezara, a po nim Marka Antoniusza, których, jak ich zapewniała, darzyła wielką miłością, ale już w dziewczęcych czasach jej sercem zawładnął syn arcykapłana. Czas pokazał, jak wielka była pojemność jej uczuć, a jedna, druga, czy trzecia fascynacja nie konkurowały ze sobą. Juliuszowi Cezarowi urodziła Cezariusza, Markowi Antoniuszowi trójkę jego dzieci. Taki stan rzeczy bardzo podobałby się współczesnym feministkom, które walczą o prawo do swobodnego wyboru partnerów. Jak dowodzi historia, ich potrzeby były znane i przed setkami, i tysiącami lat, a nie były tłumione ani względami religijnymi, ani obyczajowymi. Również zwolenniczki LGBT w tej powieści znajdą fascynujące opisy zbliżeń damskiej pary, którą tworzą dwie kapłanki, lesbijki Kama i Nanu.

Bardzo interesującym wątkiem jest miłość przyjaciółki księżniczki Eiras i świątynnego strażnika oraz opiekunki księżniczki Charmion i oddanego, dozgonnego strażnika Kleopatry Apollodora. Kleopatra zapewnia swoich kolejnych mężczyzn o ogromnej miłości, co nie przeszkadza jej utwierdzać arcykapłana Atu-Anchpachereda w przekonaniu, że to właśnie on przez całe życie jest panem jej serca. Ale na początku poślubia brata Ptolemeusza, by dynastia trwała. Takie mariaże rodzeństwa były w starożytnym Egipcie, jak to się mówi, na porządku dziennym, jeśli tego wymagała racja stanu.

Podobna swoboda właściwa była rzymskim wodzom. Na przykład Juliusz Cezar przywozi Kleopatrę do Rzymu, nie bacząc na obecność swojej prawowitej małżonki, ta zaś ze spokojem znosi obecność konkurentki. Podobnie zachowuje się Marek Antoniusz, dziś nazwany byłby niepoprawnym kobieciarzem, który nie może się oprzeć pięknym kobietom, a cóż dopiero mówić o przepięknej Kleopatrze.

Zdumiewające, z jaką finezją i subtelnością pisarka opisuje sytuacje, które współcześnie nazywane są momentami. Zresztą powieść zaczyna się od przygotowania do przyszłych obowiązków dwunastoletniej księżniczki. Młodziutka Kleopatra ogląda pouczający spektakl. Przedstawieni jej są piękni mężczyźni wszystkich ras, a potem następuje prezentacja spółkowania tychże mężczyzn z prześlicznymi niewolnicami. Współcześnie nastolatki edukują się wybranymi stronami w internecie, ale ten wspomniany na początku mój kolega dowodził, że zarówno książkowe wydawnictwa, jak i erotyczne filmy mają edukacyjny charakter, bo pokazują pożądane wzory seksualnych zachowań. Zaś ja na całe życie zachowałem w pamięci zdanie Emila Zegadłowicza: „Gdzie jest wielkie kochanie, tam jest wielkie pożądanie”.

Wracam do Kleopatry i poświęconej jej powieści. Nie chwaląc się powiem, że dużo w życiu pochłonąłem książek, ale tak pięknych, wyrafinowanych, wręcz poetyckich opisów erotyki chyba jeszcze nie czytałem. Naturalnie w powieści zawarta jest ogromna wiedza o starożytnym Egipcie, zatem powieść Ewy Kassali ma wiele pięter walorów. Gorąco polecam nie tylko na wiosnę.

A na koniec cytat z jednej z powieści Ewy Kassali „...nie jest sztuką uwieść. Sztuką jest zatrzymać. I sprawić, by mężczyzna chciał być na wieki twój”.

Ewa Kassala „Żądze Kleopatry”. Wydawnictwo SONIA DRAGA, Katowice 2021.

środa, 20 kwietnia 2022

Ars poetica w świątecznym nastoju

 Danuta Mysłek 

 

Zakończył się Konkurs Poetycki – WIELKANOC W MOIM DOMU organizowany przez Stowarzyszenie Literackie w Cieniu Lipy Czarnoleskiej, na który wpłynęły 33 prace, z różnych zakątków Polski zatem śmiało można mówić o jego ogólnopolskim zasięgu.

Kameralną uroczystość wręczenia nagród w dniu 11 kwietnia w kawiarni Muza przy ODK otworzyła Dominika Krop z ramienia ODK, oddając głos — prezes stowarzyszenia Danucie Mysłek.

Mówczyni po oficjalnym powitaniu laureatów oraz przybyłych gości gratulowała uczestnikom udziału w konkursie. Powiedziała — każdy uczestnik w jakiś sposób może czuć się też wygranym. Wiadome jest, iż konkurs wyłania zwycięzców, ale pamiętając, iż stosunek zachodzący między utworem literackim a odbiorcą jest w każdym przypadku relacją indywidualną, im więcej Czytelników tym więcej ocen. Wartością dodaną jest tworzenie własnej tożsamości, wyrażenie emocji, które także towarzyszą odbiorowi Czytelnika, te, z którymi się on się identyfikuje trafiają najbardziej.

Następnie ogłosiła wyniki, wręczyła nagrody i wyróżnienia, przyznane przez jury w składzie: Magdalena Szczębara — poeta — przewodnicząca, Ewa Milińska — z Książnicy Karkonoskiej, Ewa Pelzer — poetka oraz nagrody i wyróżnienia Prezesa Stowarzyszenie Literackiego w Cieniu Lipy Czarnoleskiej. Dziękując członkom jury za włożony wkład pracy usprawiedliwiła ich nieobecność.

Wyróżnienia przyznane przez jury otrzymali: Maria Duchnik za wiersz bez tytułu, Halina Herudzińska – za wiersz pt. „Wielkanoc”, Janina Lozer – za wiersz pt. „Zachód słońca”, Izabela Rochnowska za wiersz „Wielkanoc 2022”. Trzecie miejsce przyznano Iwonie Irenie Sztaba, drugie miejsce Izabeli Monice Bill. Zwyciężyli ex aequo Arkadiusz Monkiewicz oraz Krystyna Sławińska.

Wyróżnienie Prezesa Stowarzyszenie Literackiego w Cieniu Lipy Czarnoleskiej otrzymali: Urszula Musielak, Maria Pastor, Jerzy Tański. Nagrodę Prezesa otrzymały Weronika Mysłek za wiersz „Wielkanocne przemyślenia” oraz Klaudia Stupienko za wiersz „Wielka Noc ”.

Następnie Janina Lozer — pełnomocnik stowarzyszenia wspomniała ogólnie o tradycji świąt wielkanocnych, podziękowała prezes stowarzyszenia za zainicjowanie i przeprowadzenie konkursu. A Krystyna Stefańska podzieliła się tym jak jej mama w dzieciństwie malowała jajka wielkanocne pokrzywą i szpinakiem.

Obecni podzielili się jajkiem, życząc sobie nawzajem, by nadzieja płynąca z tajemnicy tych świąt nigdy nas nie opuszczała, a tak ujęła tą w zakończeniu swojego wiersza pt. „Wielkanocne przemyślenia” Weronika Mysłek „…W Twych miłosierdzia barwach Panie Nadzieja dla nas na zmartwychwstanie…”

Spotkanie uświetniła skrzypaczka – Jolanta Feret, która w trzech odsłonach uwodziła obecnych nutami.



Kaczanie jaj

Artur Monkiewicz


Cztery pisanki

puszczone w ruch

jak nakręcone

toczą się w tańcu chocholim.


Biało-niebiesko-czerwona

niczym owczarek kaukaski

spuszczony z łańcucha

pędzi ku zatraceniu

Niebiesko-żółtą

okrutnie uderzając

Ta z kozacką wściekłością

dłużna nie pozostaje.


Czerwono-zielona

lawiruje fałszywie

jak pijane dziecko we mgle.


Biało-czerwona

z iście husarską fantazją

przed szereg wychodzi

jakby samozagłady

szukała.


Cztery Pisanki

w czas

odradzającego się życia

chaosem podzielone

toczą się

w zderzeniach

swój koloryt tracąc…


Kto je poświęcił?