wtorek, 27 października 2020

Rafał Brzeski - przestrzega: kłamstwo zawsze wyjdzie na wierzch.

 Taki dziwny kryminał

Nie chcę nikogo straszyć, ale wszystko wskazuje na to, że znowu nastąpi pełna domowa izolacja ze strachu przed agresywnym wirusem, a już najpewniej na taką ponurą rzeczywistość powinni przygotować się seniorzy. Moja znajoma już dziś otrzymała zapewnienie od zaprzyjaźnionej pani stomatolog, że ta wraz z mężem będzie dostarczać jej wszystko, co potrzebne do życia. Odmówiła, bo na szczęście wie, że sobie poradzi, a sklep wszechstronnie zaopatrzony ma naprzeciwko. Sklep i owszem, ale do najbliższej filii bibliotecznej ma daleko. Więc gdyby przyjaciele zastanawiali się, jaką strawę czytelniczą jej zapewnić, to gorąco polecałbym powieść „Prawda i inne kłamstwa”. Już sam tytuł jest intrygujący, teoria literatury nawet ukuła specjalne pojęcie na zestawienie takich paradoksalnie sprzecznych znaczeniowo wyrazów.

W życiu nie czytałem takiej pozycji detektywistycznej, z której od początku wiadomo, kto dopuścił się zabójstwa, co więcej, kto w swojej perfidnej naturze liczy się z tym, że i jeszcze jedna osoba stanie się jego ofiarą.

Uważny czytelnik znajdzie w tej książce element socjologiczno-psychologiczny. Nikt bowiem nie rodzi się przestępcą. Więc autor Sascha Arango pokazuje, co się dzieje, kiedy człowiek przychodzi na świat w patologicznej rodzinie. Alkohol, brutalność, bezwzględność wobec najbliższych redukują w dziecku normalne postawy, odruchy, które pozwalają najpierw kilkulatkowi, potem nastolatkowi, a następnie dojrzałej osobie budować prawidłowe relacje z ludźmi i kierować skutecznie swoim życiem.

Bohater powieści należy do kategorii osób, których dzieciństwo pozbawione było pozytywnych przesłanek w procesie wychowania. Został pozbawiony uczuć wyższych, w rozmaitych środowiskach rówieśniczych nie pozyskiwał sobie przyjaciół, a gromadził kolekcje wrogów. Ich istnienia nawet nie zauważał, tak jak nie był świadom swojego nagannego postępowania.

Właściwie mógł czuć się dzieckiem szczęścia. U jednej z przygodnych partnerek zobaczył skrypt. Dostarczył go do wydawcy. Skrypt zawierał rewelacyjną powieść. Wydana pozycja okazała się bestsellerem. Tylko nie nasz bohater był jej autorem, tylko ta dziewczyna dotknięta manią nocnego zapełniania stron rozmaitymi wątkami, które w następnych książkach jej utajonego autorstwa tak zachwycały czytelników. Nie miała nic przeciwko temu, że te pozycje były podpisywane jego nazwiskiem. On zbierał entuzjastyczne recenzje, on wpisywał autografy, on był bohaterem spotkań autorskich, a ona nie sprzeciwiała się temu, gdyż jej zainteresowanie literaturą kończyło się na pisaniu. Z czasem została żoną niby pisarza i czerpała profity z dostatku, w które opływali dzięki jej nocnej pracy.

Tak było do czasu, kiedy jedna z redaktorek wydawnictwa, pozostająca z wziętym pisarzem w romansowym związku, nie zaszła w ciążę, a że z powodu zegara biologicznego był to dla niej tak zwany ostatni dzwonek na macierzyństwo, więc wykluczyła myśl o usunięciu ciąży.

Misterna intryga pozwala czytelnikowi zobaczyć, jak ginie w morskim odmęcie żona domniemanego autora poczytnych pozycji, a w ślad za nią odchodzą ze świata matka – redaktorka i dojrzewające w jej łonie dziecko. Nie powiem, czy sprawca czuł skruchę, nie powiem, czy został ujawniony i nie powiem, czy poniósł karę. Gdybym to wszystko ujawnił, zabiłbym w zarodku zainteresowanie tą lekturą.

Sascha Arango to niemiecki, nagradzany scenarzysta, a „Prawda i inne kłamstwa” to jego debiutancka powieść, a prawa do jej druku sprzedano do 30 krajów. Na okładce można przeczytać, ze jest to literatura najwyższych lotów. Więc jak jej w dobie grożącego lockdownu nie polecać i naszym czytelnikom, nawet tym o wyrafinowanych gustach?

Sascha Arango "Prawda i inne kłamstwa", tłumaczenie z niemieckiego Dariusz Guzik, Wydawnictwo Sonia Draga Sp. z o.o., Katowice 2015.

sobota, 17 października 2020

Michał Zasadny

 Po stuleciach


Myślę, że każdy, kto przeczytał Księgi Jakubowe naszej noblistki Olgi Tokarczuk, powinien wziąć do ręki "Ostatni pociąg" Meg Waite Clayton. Ta amerykańska, bardzo ceniona pisarka, autorka siedmiu powieści, pisze o europejskich Żydach. To tak, jakbyśmy przeskoczyli stulecia i zobaczyli, co się stało z potomkami tych, którzy w powieści Olgi Tokarczuk szukali i znajdowali dla siebie miejsca w Europie. W Księgach Jakubowych widzimy ich w rzemiośle, handlu, w początkach podejmowanej, jakbyśmy dziś powiedzieli – przedsiębiorczości. W powieści "Ostatni pociąg" Żydzi to bardo zamożni ludzie. Właściciele banków, aktywni, cenieni  prawnicy, lekarze, dziennikarze, ludzie nauki, pisarze i artyści.

Powieść oparta jest na faktach, ale autorka zastrzega się, że fakty zostały zamknięte w fikcji literackiej. Żeby napisać tę książkę, pisarka dotarła do wielu źródeł, pojechała do miejsc, gdzie rozgrały sie dramatyczne zdarzenia, przede wszystkim do Wiednia, stolicy kraju, który w 1938 roku znalazł się pod hitlerowską dominacją. Wiedeń to miasto piękne i bogate, wówczas, kiedy w 1938 roku zaczyna się powieściowa akcja,  na to bogactwo składają sie żydowskie banki, majątki, firmy, lokaty bankowe. Historia pokazała, że nazizm przygotował tej nacji zagładę, w sposób okrutny i bezwzględny zawłaszczając wszystko, co zgromadziły i wypracowały pokolenia.
Bohaterką jest autentyczna postać, Truus Wijsmuller, szlachetna, heroiczna młoda kobieta z Holandii, zamężna, ale bezdzietna po kilku poronieniach, ogromnie wrażliwa na los dzieci. A tych dzieci w Wiedniu są setki. Ich rodzice już uśmierceni, zesłani, uwięzieni, ogołoceni z dobytku, zatrwożeni o los pozostawionych własnemu losowi synów i córek. Niektórzy zdążyli jeszcze przekazać krewnym z innych części świata swoje finansowe zasoby, ale inni potracili wszystko. I ta szlachetna kobieta postanawia wywieźć z Wiednia jak najwięcej żydowskich dzieci. Zdobywa dokumenty, zezwolenia, pociągami przez faszystowskie Niemcy przewozi najpierw małe grupki, aż uzyskuje zazwolenie na transport tysiąca dzieci. Adolf Eichmann, najwyższy decydent z ramienia Hitlera w Wiedniu, zezwala na wywóz tysiąca żydowskich dzieci. Ani jednego więcej, ani jednego mniej, Jeśli liczba nie będzie się zgadzać, wstrzyma cały transport. A pozostawi krótki termin. Przygotowanie do podróży takiej liczby dziewcząt i chłopców wymagało nadludzkiego wysiłku i niesamowitej organizacji. Należało dodatkowo zatroszczyć się, by nie rozdzielano rodzeństwa. Wstrząsające są opisy, jak zdesperowane matki wrzucają swoje pociechy do wagonu, nie zastanawiając się, w czyje ręce trafi niemowlę. Ryzykowały i matki, i organizatorki akcji ocalenia, bo ewakuowane dzieci musiały mieć przynajmniej cztery lata. Matki zostawiały nawet maleńkie istotki, by ratować ich życie, bez nadziei, czy jeszcze je zobaczą. Ale na dnie tej desperacji czaiła sie nadzieja, że jednak ocalą je dobrzy ludzie. I tak się działo. A jak na urągowisko Eichmann zarządził ewakuację w szabat, łamiąc najświętsze żydowskie prawo do uszanowania tego dnia.
Na ratowane dzieci czekali ludzie gotowi je przyganąć, w Holandii, Anglii, na amerykańskim kontynencie. Moja znajoma, która rekomendowała mi tę powieść, powiedziała, że opisane zdarzenia i postawy są tak wstrząsające, że od połowy książki nie mogła powstrzymać łez ze wzruszenia. Mężczyźni nie płaczą, więc tylko powiem, że jak w ksiegarni szukałem tej pozycji, polecono mi "Ostatniu pociąg" jako bestsseler. Jako pozycję, wobec ktorej nie można przejść obojętnie. A traktuje ona o okrucieństwie faszyzmu, słabości ludzkiej, niegodziwości w sytuacji ocalenia własnej skóry, ale też o szlachetności, poświęceniu tak wielkim, że graniczącym z samozatraceniem.
Myślę, że czas pandemii jest dobrą porą, by czytelnik sięgnął po tę pozycję i zastanowił się, do jakiej kategorii należy. Czy do tych niegodziwych tchórzy i egoistów, czy do  osób gotowych do pomocy, altruizmu i poświęcenia.

Meg Waite Clayton "Ostatni pociąg", przełożyła Patrycja Zarawska, Wydawnictwo Kobiece , wydanie I, Białystok 2020.

niedziela, 11 października 2020

Zaproszenie do ODK - 9 listopada

 

Stowarzyszenie Literackie w Cieniu Lipy Czarnoleskiej i ODK zapraszają w dniu 9 listopada na godzinę 17 do kawiarni „Muza” przy Osiedlowym Domu Kultury na jeleniogórskim Zabobrzu, ul. K.K. Trzcińskiego 12, na spotkanie z cyklu ars poetica – wieczór poświęcony pamięci Klemensa Grzesika – współtwórcy Lipy Czarnoleskiej i wielu kulturowych zdarzeń w Dolinie Pięciu Potoków.


Autorzy najlepiej zaprezentowanych utworów (wierszy, opowiadań) z myślą przewodnią poświęconej przedmiotowym działaniom, tudzież tajemnicą i magii Karkonoszy, otrzymają nagrody książkowe.

Danuta Mysłek


sobota, 26 września 2020

Bronisław Krzemień - poleca

 „Wielki Zamilczany”

 

Tak Jerzy Biernacki nazwał Jerzego Narbutta. Natomiast Waldemar Łysiak powiedział o tym pisarzu i publicyście, że to największy żyjący myśliciel polski. Oczywiście te określenia padły pod adresem autora „Ostatniej twarzy portretu” jeszcze za jego życia. A był to los niełatwy, pełen wierności temu, co uważał za piękne, mądre i prawe, polskie i patriotyczne. Powiedziano o nim, że klękał tylko przed Bogiem. W związku z tym doznał niedostatku, odrzucenia, ale pozostał konsekwentny w życiu i działaniu.

Teraz klękanie przed Bogiem nie jest w dobrym guście, raczej za słuszne uznaje się dystans wobec Kościoła, wiary, poddawanie krytyce duchowieństwa, zaś trwanie przy swoich tradycyjnych przekonaniach i wartościach to wstecznictwo, zaś patriotyzm to nacjonalizm.

Jerzy Narbutt urodził się w 1925 roku, zmarł w 2011. Jego ojciec Antoni był dziennikarzem, do wybuchu I Wojny Światowej kierował „Tygodnikiem Wileńskim”. Dziadek Ferdynand, uczestnik Powstania Styczniowego walczył w oddziale kuzyna Ludwika Narbutta. Tego ducha waleczności i walki za wolną Ojczyznę mieli też dwaj bracia Jerzego, żołnierze Armii Krajowej w Wilnie i Warszawie.

Intelektualna formacja Jerzego kształtowała się pod wpływem Władysława Tatarkiewicza, kiedy studiował filozofię na Uniwersytecie Warszawskim i był na seminarium prowadzonym przez tego uczonego. Zaś duchowość i patriotyzm były dziedzictwem rodu. Publicysta w roku 1975 z innymi intelektualistami i ludźmi kultury podpisał list przeciw zmianom w polskiej Konstytucji. Spotkał go za to zakaz publikacji, zatem nic dziwnego, że pierwsze wydanie wspomnianej powieści ukazało się (1981) w drugim obiegu. Ten poeta i prozaik napisał między innymi „Mam tylko gołe ciało i to życie w prawdzie, z którego się natrząsają, szturchając się łokciami i zwą mnie ironicznie: Nasz książę niezłomny”.

Doczekał się wszakże wolności i moralnej rekompensaty za doznane upokorzenia, kiedy w 2007 roku Prezydent Lech Kaczyński odznaczył pisarza Komandorią Orderu Odrodzenia Polski. Już wtedy był znany jako autor słów hymnu SOLIDARNOŚCI, do którego muzykę skomponował Stanisław Markowski.

Powieść „Ostatnia twarz portretu” została powtórnie wydana w 2002 roku, a Jerzy Narbutt napisał „Pamięci Profesora Doktora Władysława Tatarkiewicza bez którego inspiracji i zachęty ta powieść w ogóle by nie powstała”. Książka traktuje o przyjaźni, miłości, odwadze, bohaterstwie, o zazdrości kobiety o uczucia mężczyzny, która nie może pojąć, że tę drugą płeć może łączyć nie tylko seksualność, ale głęboka przyjaźń, która nie miała nic wspólnego ze współczesnym tęczowym ruchem. Ci, którzy są teraz nastolatkami, odkryją w tej powieści prawdę o wcześniejszych pokoleniach, którym obce było tchórzostwo, a za najważniejszą uznawali odwagę i wierność ideałom.

Jerzy Narbutt „Ostatnia twarz portretu”, II wydanie, Wydawnictwo UNIA Jerzy Skwara Katowice 2002.

niedziela, 13 września 2020

Danuta Mysłek o Jerzym Tańskim

Bogactwo talentów


Przestrzeń kawiarni „Muza” przy ODK na jeleniogórskim Zabobrzu wypełniała 7 września interdyscyplinarna sztuka, pod hasłem. „Piórem i pędzlem po Karkonoszach”.

Autorem wysublimowanych sztuk: słowa i obrazu, a zarazem bohaterem spotkania z cyklu ars poetica, inaugurującego nie w marcu a z opóźnieniem, ze znanych każdemu względów, tegoroczny cykl był Jerzy Tański. Autor pierwszego tomiku wierszy pod tożsamym tytułem co spotkanie jest nowym nabytkiem stowarzyszenia.

Z ramienia ODK gości serdecznie powitała Dominika Krop, oddając głos Danucie Mysłek - prezes Stowarzyszenia Literackiego w Cieniu Lipy Czarnoleskiej. Mówczyni z radością powitała obecnych po tak długiej przerwie wynikającej z lockdownu. Podziwiając i nie ukrywając zaskoczenia, że nowy członek ma taką umiejętność władania pędzlem, a także jego małżonka Teresa, wszak wystawę obrazów Jerzego wzbogaciły również jej obrazy.

Gratulując bohaterowi owoców weny twórczej, zachęcałabym z tak aktywnych osób czerpać inspirację, by zostawić po sobie ślady spostrzeżeń, odczuć, a także marzeń przyszłym pokoleniom – powiedziała D. Mysłek. - Wspólnie stworzonym owocem różnej aktywności umysłowej stała się zatem przestrzeń korespondencji sztuk, do której poznania obecnych zapraszam – dodała Danuta Mysłek, oddając głos twórcy obrazów i tomiku wierszy bogato ilustrowanego jego obrazami.

Autor mówił o źródłach inspiracji, o roli człowieka, który pełni w jego twórczości ważny grunt. Głos zabrała także małżonka, mówiąc o twórczości bohatera, o wystawach obrazów, w których uczestniczył, wyzwalała ciekawość u zebranych i chęć szybkiego sięgnięcia po tomik.

Małżonkowie podziękowali za otwartość i wsparcie dyrektor ODK Sylwii Motyl, redaktorom tomiku: Marii Sucheckiej i Robertowi Bogusłowiczowi, Danucie Mysłek i Urszuli Musielak, Adamowi Wolakowi oraz wszystkim uczestnikom i osobom, które ich zdaniem przyczyniły się do sukcesu tego wieczoru.

Obecni z przyjemnością wysłuchali wierszy, które to z uczuciem interpretowały Monika Tańska i Julia Grozdanov na tle subtelnego podkładu muzycznego. W antraktach Adam Wolak - senior z pasją uwodził swoim wokalem.

Danuta Mysłek






















sobota, 5 września 2020

Jerzy Tański w ODK 7 września

Stowarzyszenie Literackie w Cieniu Lipy Czarnoleskiej 

oraz 

Osiedlowy Dom Kultury

zapraszają na spotkanie malarsko-poetyckie o godzinie 17 do kawiarni "Muza",

organizatorzy przypominają, że w związku z panującym zagrożeniem epidemicznym

- wszyscy uczestnicy spotkania obowiązkowo muszą mieć maseczkę, bądź przyłbicę podczas spotkania,
- w kawiarni Muza obowiązuje limit osób mogących brać udział w spotkaniu - 30 osób,
- przy stoliku w kawiarni mogą siedzieć max. 2 osoby.


 

piątek, 4 września 2020

Daniel Rzepecki - poleca

 Jawnogrzesznica, czyli najstarszy zawód świata

 

Czytam w Internecie (Polsatnews), że Margot deklaruje, iż jest chrześcijanką. I dodaje, że nie czuje się ani mężczyzną, ani kobietą. W moim kraju wyraźnie odczuwam coś w rodzaju zbiorowego rozdwojenia jaźni. Jedni bronią swojej katolickiej tożsamości, drudzy zajadle zwalczają religię i manifestują pogardę do wierzących, do duchowieństwa, do instytucji Kościoła Katolickiego. Czegoś takiego nie obserwowałem nawet w czasach komuny, a przeżyłem jej wszystkie fazy. Więc postanowiłem zarekomendować naszym Czytelnikom „Marię Magdalenę” Gordona Thomasa. Gdyż może zainteresować i jedną, i drugą zantagonizowaną grupę. Przynajmniej mam taką nadzieję.

Zauważyłem, że wiele osób to imię Maria przypisuje kilku ewangelicznym niewiastom. Wszak to imię nosi Matka Jezusa, jedna z sióstr Łazarza, a także kobieta prowadząca się w gorszący sposób; raz umywa nogi Jezusa, innym razem, przyłapana na cudzołóstwie, zostaje uchroniona przed ukamieniowaniem. Gordon Thomas porządkuje to pomieszanie z poplątaniem. Rzecz jasna opiera się w głównej mierze na Nowym Testamencie, ale sięga też do apokryfów i do źródeł historycznych, co pozwala mu nakreślić i nader interesujący portret kobiety, jak i odtworzyć obyczaje, realia, historyczne zdarzenia z pierwszego stulecia naszej ery.

Prostytucję określa się jako najstarszy zawód świata. W Palestynie sprzed dwóch tysięcy lat uznawano tę profesję za pożyteczną, co jednak pozwalało nierządnice osądzać surowo, a cudzołóstwo karać kamieniowaniem. Zaś pożytek z tych kobiet był taki, że w okresie, kiedy wypadały żonie tak zwane dni nieczyste, wedle prawa uniemożliwiające im współżycie, mężczyźni mogli skorzystać z cielesnych uciech właśnie u ówczesnych prostytutek. Opłacali sowicie tę usługę, a jak zabrakło stosownych monet, gratyfikację stanowiły stroje, kosztowne wonności, biżuteria oraz inne dobra, które czyniły nierządnice osobami zamożnymi. Zwłaszcza, że z ich usług korzystali też kupcy z przemierzających tę ziemię karawan.

Ta sfabularyzowana biografia jednej z ewangelicznych postaci poszerza wiedzę czytelnika o rzymskiej okupacji ówczesnego Izraela, pokazuje napięcia polityczne i społeczne, a także przybliża ideologię, jaką głosił Chrystus, srodze rozczarowując tych Żydów, którzy widzieli w nim zwycięskiego przywódcę, mającego uwolnić naród od rzymskiego jarzma. A nie miała ta nacja szczęścia, bo nękali ją i Grecy, i Syryjczycy, i Egipcjanie, o niewoli babilońskiej nie wspominając. Zresztą w księgach Starego Testamentu można naczytać się o tym, jakie dzieje przez stulecia miotały narodem wybranym.

Są takie książki, które poszerzają naszą wiedzę w jakimś zakresie, ale potrafią znużyć i znudzić. „Maria Magdalena” nie rozczaruje, ta biografia nawróconej jawnogrzesznicy, jak słusznie zaopiniowano w notce na ostatniej stronie okładki, „fascynuje, frapuje i intryguje”. To nie jest jedyna inspirowana Ewangelią pozycja tego autora. Zamieszczona na początku książki informacja podaje, że Gordon Thomas wychował się w Palestynie, studia biblistyczne skończył w Anglii, na Bliskim Wschodzie był korespondentem, więc ten rejon świata u styku trzech kontynentów poznał tak gruntownie, że zaowocowało to wydaniem 35 książek, których był autorem lub współautorem. Czasy, które dały początek Kościołowi Katolickiemu, opisał w pozycji „Proces. Życie i ukrzyżowanie Chrystusa”.


Gordon Thomas „Magdalena”, a w podtytule „Ona naprawdę kochała Jezusa”. Z angielskiego przełożył Sebastian Musielak, KDC (Klub Dla Ciebie), Warszawa 2006.

wtorek, 25 sierpnia 2020

Rafał Brzeski - poleca tajemnice geniuszu

 Geniusz i tytan

 

Dwa lata temu na tej stronie internetowej była rekomendowana pozycja „Uczone siostry”, którą Natacha Henry poświęciła dwom wybitnym kobietom, Marii i Bronisławie z domu Skłodowskich. Rzecz w tym, że los naszej noblistki Marii Skłodowskiej Curie dostarcza tak obfitego tworzywa, że jeszcze kilka pokoleń badaczy i pisarzy może czerpać z niego inspirację. Iwona Kienzler pisząc „Marię Skłodowską Curie” w podtytule nazwała tę niezwykłą postać „złodziejką mężów, życie i miłości”.

Pierwsza część tej biografii opowiada o domu rodzinnym przyszłej noblistki, o klimacie, którą tworzył przede wszystkim ojciec, wszczepiając gromadce dzieci zamiłowanie do wiedzy, do poznawania przyrody, jednocześnie nie zaniedbując formowania uczuć patriotycznych. Zatem nie ma nic dziwnego w tym, że zdobywszy światową sławę jako wielka uczona, Maria zawsze czuła się Polką, kochała Ojczyznę i odbywała do niej podróże, ilekroć było to możliwe, a kiedy Polska odzyskała niepodległość, dokładała starań, aby i tutaj powstał instytut badający tajemnice i zastosowanie radioaktywnych pierwiastków.

Skoro w podtytule zapowiadane są miłości Skłodowskiej, to warto wspomnieć, że już jako młodziutka guwernantka pokochała z wzajemnością mężczyznę, ale niestety różnica sfer społecznych okazała się dla młodego człowieka nie do pokonania, a miłości zabrakło na tyle, by sprzeciwić się woli rodziców. No i bardzo dobrze się stało, gdyż Maria marzyła o studiach, w czym wyprzedziła ją siostra Bronia, przyjęta w Paryżu na Sorbonę. To ona ułatwiła przyjazd Marii do Francji i umożliwiła przetrwanie pierwszych lat w mieszkaniu państwa Dłuskich, małżeństwa lekarzy. Już zamężna Bronia w ten sposób odwdzięczyła się Marii, która pracując jako guwernantka, wysyłała siostrze pieniądze na utrzymanie w Paryżu.

Zdolności małej Skłodowskiej objawiły się już w jej wieku dziewczęcym. Miała znakomita pamięć, nienasyconą chłonność wiedzy. Podobne przymioty charakteryzowały Piotra Curie, jej przyszłego męża, którego poznała w środowisku paryskich naukowców. Podobnie jak ona, Piotr wychował się w rodzinie, w której wiedza była najwyższą wartością. Nic dziwnego, że Marię i Piotra połączyło pokrewieństwo pasji, zainteresowań przedmiotu badań naukowych i laicka orientacja, wyniesiona z obu rodzinnych domów.

Zawarli urzędowy ślub, zaczęli wspólne życie i wspólne badania, a kiedy na świat przyszły ich córki, Irena oraz Ewa, nieocenioną instytucję babci zajął ojciec Piotra. Senior Curie uwielbiał wnuczki i poświęcał im wiele czasu, co umożliwiło rodzicom kontynuowanie badań, a ich odkrycia okazały się tak doniosłe, że małżonkowie otrzymali Nagrodę Nobla. To były trudne i szczęśliwe lata. Oboje byli wybitnie uzdolnieni, ale same talenty nie są gwarancją sukcesu. Tytaniczna praca dawała rezultaty, a ich odporność na trud i niewygody, na niedoskonałe warunki panujące w laboratoriach i pracowniach nie były wystarczającą przeszkodą, by udaremnić realizację wspólnych celów.

Zaskakująca śmierć Piotra była straszliwym ciosem. W pamiętniku, który wdowa zaczęła pisać, znajduje się wyznanie, że w sercu i życiu uczonej żaden mężczyzna nie zajmie miejsca Piotra. Jest takie powiedzenie, że serce to nie sługa i ono sprawdziło się w przypadku młodej wdowy. Jej wielką miłością okazał się współpracownik i przyjaciel Piotra, żonaty ojciec czwórki dzieci, Paul Langevin. Jego żona walczyła o swój związek, którego nie dało się ukryć, a działo się to wszystko, kiedy Maria otrzymywała drugą Nagrodę Nobla. Paryż wrzał, Maria na swój sposób broniła swojego prawa do miłości. Ostatecznie romans się wypalił, a Paul wrócił do żony i dzieci.

Zrządzeniem losu po latach oboje zostali rodziną, gdyż pokochali się i pobrali ich wnukowie.

Ten romans zajął mi tyle miejsca, że zabrakło akapitów na opisanie postawy noblistki w czasie I wojny światowej, kiedy zaprojektowała i wyposażyła objeżdżające przyfrontowe pozycje samochody z aparatami rentgenowskimi. Jej wielkość i szlachetność budziła podziw i szacunek. Starsza z córek odziedziczyła naukową pasję rodziców. Młodsza była jej przeciwieństwem. Kochała życie, stroje, rozrywki, obca jej była powściągliwość matki i siostry, które nie lubiły się stroić ani bywać w wielkim świecie. Ewa chłonęła życie pełną piersią.

Jeśli nawet ktoś zachęcony rekomendacją sprzed dwóch lat uznałby, że już wie wszystko o polskiej uczonej noblistce, zapewniam, że tę lekturę pochłonie jednym tchem.

Iwona Kienzler, „Maria Skłodowska Curie”, wydawnictwo Bellona, Warszawa 2016.


czwartek, 20 sierpnia 2020

Jerzy Tański w ODK 7 września

z poezją i malarstwem przez życie

 

 Stowarzyszenie Literackie w Cieniu Lipy Czarnoleskiej w dniu 7 września zaprasza na godzinę 17 do kawiarni „Muza” przy ODK. Tym razem spotkanie z cyklu ars poetica pt. „Piórem i pędzlem po Karkonoszach” z autorem j/w zatytułowanego tomiku wierszy- Jerzym Tańskim. 

Spotkanie wzbogaci wystawa obrazów Jerzego i Teresy Tańskich oraz występ wokalny Adama Wolaka.

Danuta Mysłek

środa, 5 sierpnia 2020

Maria Suchecka - poleca wielką podróż

Doskonałość form nieprecyzyjnych



Literatura to szczególny rodzaj wiedzy” - słowa te padają, kiedy Olga Tokarczuk pod koniec tysiąc stronicowych „Ksiąg Jakubowych” pisze, że pierwsza książka o Jakubie Franku powstała w 1825 roku, a dociekliwa czytelniczka, Maria Szymanowska, pianistka kilka lat później usiłowała upewnić się u autora Aleksandra Bronikowskiego, czy prawdą są opisane zdarzenia. Wątpliwość ta zrodziła się zapewne z tej przyczyny, że osoba bohatera, jego losy i dokonania stanowią tak niezwykły materiał, że trudno dać wiarę temu, że w jednym życiu mogło zdarzyć się tak wiele.
A jak niezwykła ta postać wpisała się w osiemnastowieczną historię Europy, podaje internetowa Wikipedia pisząc, że był kabalistą, rabinem, cadykiem, mistykiem, filozofem, astrologiem, alchemikiem, kupcem, religijnym reformatorem, twórcą grupy frankistów, porywając za sobą setki wyznawców religii Mojżeszowej, ale o tym już można doczytać się w „Księgach Jakubowych” noblistki Olgi Tokarczuk. Na stronie tytułowej czytamy, że książka ta (THE NOBEL PRIZE 2018) zawiera wielką podróż przez siedem granic, pięć języków i trzy duże religie, nie licząc tych małych.
To wielkie dzieło należy nie tyle czytać, co delektować się pięknem języka, wspaniałością opisów natury, bogactwem zgromadzonych faktów, rysunkiem i historycznych, i literackich postaci, starannością doboru elementów ilustracyjnych, na które składają się mapy, ryciny, portrety i faksymile.
Literacka wyobraźnia nie ma ograniczeń. Ludzi i zdarzenia obserwuje Jenta, której nie do końca obumarłe ciało co prawda złożone jest w jaskini, ale niczym nieskrępowany duch trwa ponad czasem i przestrzenią, obserwując najważniejsze zdarzenia, które są udziałem członków jej rodu.
Główny bohater zjawia się na Podolu wśród swoich powróciwszy z imperium osmańskiego. Budzi powszechny zachwyt nie tylko dlatego, że jest urodziwy i mądry, ale ma jakiś charyzmat, który zjednuje mu pobratymców. Kiedy dochodzi do wniosku, że warto przyjąć chrzest i nabyć te prawa, które są udziałem Polaków czy Rusinów, przekonuje do tej idei wielu, znajduje też ustosunkowanych ludzi wśród magnaterii i w hierarchii kościelnej. Naturalnie toczą się dysputy po obu stronach, stawia się znaki zapytania co do autentyczności wewnętrznej przemiany neofitów, ale w końcu antytalmudziści przyjmują chrzest, wybierają chrześcijańskie imiona i polskie nazwiska. Potem następują powikłania, duchowy przywódca osadzony zostaje na Jasnej Górze i dopiero uwalniają go Rosjanie, kiedy Polska stopniowo zostaje okrawana ze swoich ziem.
Godny podziwu jest kunszt, z jakim autorka godzi losy żydowskich jednostek i całych rodów, jak rysuje historyczne tłu przedrozbiorowej Polski, jak pokazuje rozpraszane się diaspory po Europie.
Trudno znaleźć odpowiednie słowa, by w sposób skuteczny zarekomendować wspaniałą, wielowarstwową powieść, powieść, tak wysoko docenioną wcześniej w kraju Nagrodą Nike, a tak niedawno włączoną w dorobek pisarski Olgi Tokarczuk, co przyniosło jej Nagrodę Nobla. Jej nazwisko, jak przypominamy, zjawiło się i na stronie internetowej jeleniogórskiej grupy literackiej spod znaku Lipy przy rekomendacji innej prozy tej autorki.
Naturalnie wielkim nieszczęściem jest pandemia, koronawirus wielu wstrzyma przed wyjazdem na zagraniczne wojaże, ale za to pozwoli wykroić czas na obcowanie z genialną książką noblistki, bo jak wspomniano, lektura tej pozycji wymaga czasu i skupienia. Osoby, które znam, nakładają na tę lekturę swoje rodowe doświadczenia, ojciec jednej z nich urodził się w Korolówce, tam gdzie przyszedł na świat Jakub Frank. Zaś koleżanka z wrocławskiej polonistyki odświeżyła pamięć o tym, że była drugą osobą po Kazimierzu Wyce, która wpisała się w Ossolineum jak czytelniczka wertująca rękopisy Benedykta Chmielowskiego i uparcie w rozmowie o noblistce wprowadzała Joachim - drugie imię autora „Nowych Aten”, które utrwaliła, pisząc pracę magisterską o pierwszym polskim encyklopedyście z literatury staropolskiej.

Olga Tokarczuk „Księgi Jakubowe”, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2014

piątek, 26 czerwca 2020

Konkurs literacki na 800-lecie Lubania






Dolnośląska Grupa Literacka NURT we współpracy z Klubem Liderów Młodzieżowych w ramach projektu "Miastu na urodziny- 800-lecie Lubania ONLINE" organizuje konkurs literacki na wiersz lub krótką prozę, w której Lubań znajdzie się w głównej roli, lub tylko jako tło, ale się pojawi. Zwracamy się z prośbą o zainteresowanie naszym konkursem osób piszących (amatorów i profesjonalistów) w różnym wieku (dzieci i młodzież i dorośli). Nadesłane prace zostaną ocenione przez niezależne jury i zostaną przyznane dyplomy i upominki rzeczowe. Prócz tego jurorzy zakwalifikują część prac do publikacji, która będzie wydana na podsumowanie projektu i będzie stanowiła swoistą laurkę na urodziny miasta. Każdy autor otrzyma książkę gratis.
Projekt jest skierowany do osób zamieszkałych na Dolnym Śląsku.
Serdecznie proszę o pomoc w rozpropagowaniu naszego pomysłu oraz oczywiście o wzięcie w nim udziału.

Przesyłanie prac:
start: 01.06.2020 od godziny 00:00
meta: 30.06.2020 do godziny 23:59
Ogłoszenie wyników: do 10 sierpnia 2020r.

środa, 3 czerwca 2020

Maria Suchecka - poleca powieść japońską napisaną po niemiecku

Wiśnie zakwitają co roku



Czytamy reportaże, oglądamy filmy dokumentalne, ale wciąż pozostaje niedosyt wiedzy o świecie. Są książki, które zaspokajają ten głód. Do takich pozycji należy biograficzna powieść Miki Sakamoto, Japonki, która pisze w języku niemieckim. Kiedy ukazała się w Polsce pozycja „W cieniu kwitnących wiśni”, jej dorobek nie był nadmiernie imponujący.
Wydawca wspomina o dwóch tomikach wierszy, a „W cieniu kwitnącej wiśni” jest to jej druga książka. Studiowała w Tokio i w Niemczech, gdzie spełnia się życie pisarki.
To jest literatura faktu. Sfabularyzowana biografia jej babci jest przedzielona historycznymi wstawkami, które pozwalają poznać Japonię jeszcze w drugiej połowie dziewiętnastego stulecia. Nao, babcia autorki urodziła się w 1895 roku. Pochodziła z rodu Satsuma, który chlubił się tradycją samurajów, zaś ich potomkowie szczycili się odziedziczonymi wartościami, takimi jak honor, prawość, lojalność wobec władcy.
Z takiej wspomnieniowej książki czytelnik dowie się znacznie więcej o mentalności ludzi, odizolowanych od świata dzięki geograficznemu położeniu. Tu wpływy z zewnątrz na wyspiarski kraj przenikały z wielką trudnością, więc tradycja i kultura trwały nienaruszone mimo upływu wieków. Rytm życia, a także jego pomyślność były podporządkowane siłom natury. Autorka niejednokrotnie odwołuje się do wielkich japońskich twórców. Cytuje między innymi słowa siedemnastowiecznego autora haiku Matsuo Basho: „Miesiące i dni są wiecznymi wędrowcami, podróżnikami są także mijające lata”.
Kiedy obraz kwitnącej wiśni pojawia się wraz z przyjściem na świat dziecka, ten akt narodzin wzmocniony jest słowami Masaru, innego wybitnego Japończyka: „W ciszy przyrody odczuwamy wielki ruch całości (...) ulotności chwili i przemijalności piękna nic nie jest w stanie zobrazować piękniej od kwitnącej wiśni”.
Miki Sakamoto opowiada, jak na przełomie dziewiętnastego i dwudziestego stulecia ekspansywny był jej kraj. Podbijał potężne Chiny, zawłaszczał strategiczne porty, zniewolił Koreę, z ekspansją skierował się na Mandżurię. Autorka nie idealizuje swojego państwa, ma głęboki zmysł społeczny, ze współczuciem pisze o klęskach nieurodzaju i głodu w Chinach i Korei. Opowiada o uśmiercaniu noworodków, kiedy starszych dzieci nie sposób było wyżywić, o sprzedawaniu dziewcząt i prostytucji, dzięki której można było wesprzeć głodującą rodzinę.
Wiele stron poświęconych jest kojarzeniu małżeństw, gdzie miłość nie była czynnikiem sprawczym, liczyła się pozycja, jaką zapewni mariaż.
Z przenikliwością autorka pisze o kulturowym znaczeniu gejsz. Były przygotowywane do tej roli, nabywały wiele umiejętności, takich jak taniec, konwersacja czy gra na instrumencie. Niekiedy żony musiały ustąpić miejsca tym atrakcyjnym kobietom.
Z japońską kulturą wiąże się rytuał parzenia herbaty, umiejętność komponowania ikebany, pisania listów, kaligrafii i tworzenia haiku. A także udział w spektaklach. Autorka pisze o dwóch rodzajach teatrów: bardziej ludyczny był kabuki, a głębiej refleksyjny teatr .
Czytelnik poznaje obyczaje zaślubin, ostatecznego pożegnania zmarłych, shintoistycznej medytacji przy ołtarzykach przodków, a wreszcie o honorowej ucieczce w śmierć, seppuku, czyli harakiri, kiedy już nie ma innego wyjścia.
Przejmujący jest opis wybuchów nuklearnych z sierpnia 1945 roku, bo doświadczanych przez członków familii autorki.
Ponieważ żyjemy w czasach, kiedy każdemu z nas może zagrozić zakażenie wirusem, na koniec przytoczę za autorką słowa Hideyoshi Toyotomi - wybitnego japońskiego przywódcy z szesnastego stulecia: „Z rosy powstałem i jak rosa przeminę. Moje życie było,snem ze snów”.

Miki Sakamoto „W cieniu kwitnącej wiśni”, literatura faktu PWN, przełożył Piotr Szyszkowicz, Wydawnictwo Naukowe PWN SA, Warszawa 2012.

poniedziałek, 1 czerwca 2020

Daniel Rzepecki - poleca kryminał na wakacje

Läckberg raz jeszcze



Rekomendacja „Złotej klatki” na Waszej stronie internetowej zachęciła mnie, by poszukać innej pozycji tej autorki. Zaintrygował mnie tytuł „Czarownica”. Ponieważ wokół mnie kwitnie rozmaite szamaństwo, pomyślałem sobie, że może być interesujące to, co napisze ta uznana autorka powieści kryminalnych. Krótko się wytłumaczę, że jedna moja znajoma kładzie tarota, inna wróży z ręki, jeszcze inna po swojej babci umie nawet odczyniać uroki. I nie ma się w tym miejscu z czego śmiać, bo niektórzy ludzie, jak im się coś nie powiedzie, to mówią, że kimś szarpnęła zawiść lub wysłał negatywną energię, inaczej mówiąc rzucił urok. Stąd mój wybór „Czarownicy”, ale przez kilkadziesiąt stron nie rozumiałem, czemu autorka raz pisze o współczesnej Szwecji, a potem wraca do prowincji Bohuslän w latach 1671 i 1672, do czasów, kiedy w Szwecji torturami wymuszano niewiasty do przyznania się, iż uprawiają czary, na dodatek utrzymując bardzo bliskie, wręcz intymne kontakty z demonami. Tym sposobem można było, choćby z zawiści wyeliminować, skazując na nieopisane katusze, piękne i często mądre kobiety.
Wracam jednak do współczesności. We wsi ginie czteroletnia dziewczynka, Stella z rodziny Strandów. Jest połowa lat osiemdziesiątych. Wszyscy są wstrząśnięci. Zwłoki dziecka zostają znalezione w pobliskim, śródleśnym jeziorku. Postawiona na nogi policja nie ma wątpliwości. Dokonano zabójstwa. Do zbrodni najpierw przyznają się dwie trzynastoletnie dziewczynki, a potem odwołują swoje zeznanie. Dzieci nie mogą być osądzone i skazane jak osoby dorosłe. Jedna trafi do rodziny zastępczej, bo jej własna, jakbyśmy powiedzieli, była dysfunkcyjna. Rodzice drugiej nastolatki cieszyli się w środowisku poważaniem, ich córka trafiła do poprawczaka.
Zdumiewająco potoczyły się ich losy. Marie, ta z patologicznej rodziny, zrobiła karierę i wróciła po trzydziestu latach do swojej miejscowości, bo jako hollywoodzka aktorka miała zagrać rolę już nieżyjącej, wybitnej szwedzkiej aktorki Ingrid Bergman. Ponieważ i jedna, i druga wciąż zaprzeczały, jakoby dopuściły się zabójstwa, a innego winnego nie wytropiono, Helen wróciła po latach do tej miejscowości jako żona Jensena, przyjaciela swojego ojca.
Mija trzydzieści lat i znów ginie dziecko, też czteroletnia dziewczynka, Linnea Berg. Ciało policja wraz z ochotnikami znajdują w tym samym miejscu, gdzie odkryto ciałko Stelli. Pojawiają się różne domniemania. Tragedię wiąże się natychmiast z przyjazdem Marie do zagrania roli Ingrid. A ponieważ w tej miejscowości znaleźli schronienie imigranci z Syrii, również i oni stają pod pręgierzem pomówienia, że któryś z nich jest zabójcą, a część Szwedów zaczyna dowodzić, że właściwie nie sposób wykluczyć, że wśród przybyszów są też przestępcy.
Okazuje się, że imigranci zapobiegną innej dalszej tragedii, a Szwedzi, kiedy obcych spotka wielkie nieszczęście (pożar, śmierć młodej kobiety, która osieroci dzieci), okażą się szlachetni, współczujący i gotowi do pomocy.
Czytelnik z wielkim zainteresowaniem śledzi poczynania policjantów i żona jednego z nich, która właśnie pisze powieść o pierwszym zabójstwie, a teraz gromadzi dalsze fakty, gdy ginie druga dziewczynka, wiele wnosi do śledztwa.
A niewiasta sprzed blisko czterech stuleci… nie powiem, czy poniesie karę za domniemane czary, natomiast rzuci klątwę na sprawcę swojego cierpienia i właśnie lektura powieści odpowie na pytanie, czy klątwa zostanie spełniona.
Świetna lektura na urlop bez wyjazdu.

Camilla Läckberg „Czarownica”, przełożyła Inga Sawicka, Wydawnictwo Czarna Owca, Warszawa 2017.

piątek, 29 maja 2020

Maria Suchecka - poleca

Dla wojennego pokolenia



Nigdy bym nie pomyślała, chociaż jestem dzieckiem wojny, że jej temat może  być inspiracją dla autora do napisania mrożącego krew w żyłach thrillera. Ludzie mojego pokolenia, czyli z lat trzydziestych i połowy następnej dekady albo z autopsji, albo z rodzinnych opowieści zachowują w pamięci starsze, pełne okrucieństwa zdarzenia z lat wojny i okupacji. Te osoby nie rozczarują się, kiedy wezmą do ręki „Sześć grobów do Monachium”. Wydał ją w 1967 roku pod pseudonimem Mario Cleri. 
Mario Puzo (1920 - 1999) autor „Ojca Chrzestnego”, którego ekranizacja była ekranowym hitem. Puzo był amerykańskim pisarzem o włoskim pochodzeniu. Jego pisarski dorobek cieszył się wielką poczytnością, zaś „Ojciec Chrzestny” został sprzedany w ilości ponad 20 milionów egzemplarzy i przetłumaczony na kilkadziesiąt języków.
Wydana w latach sześćdziesiątych powieść nie ma nic wspólnego z sycylijską mafią. Opowiada o wybitnie, wręcz fenomenalnie zdolnym młodym amerykańskim oficerze. Jego niezwykła pamięć pozwalała mu rozpracować najbardziej skomplikowane szyfry. Dlatego trafił do Europy, by tym darem wspomóc alianckie siły. We Francji, już jako zakochany mąż ślicznej Francuzki, oczekującej ich dziecka, zostaje zdekonspirowany, uwięziony wraz z żoną i wywieziony do Monachium. Faszyści mają świadomość jego niezwykłych zdolności. Poddając oficera torturom i nie oszczędzając przyszłej matki jego dziecka, usiłują wydobyć z niego szyfry. Aż w końcu zostaje w perfidny sposób oszukany obietnicą uwolnienia i poddany egzekucji, która cudem go nie uśmierca.
Wolność była blisko, a jego dogorywające ciało zostało wydobyte ze stosu trupów. W USA zostaje zoperowany, ubytek kości czaszki uzupełniony płytką ze szlachetnego metalu, lecz niezwykły dar szyfranta - zniweczony. Ale zostaje koszmarna pamięć doznanych tortur i utraty żony i dzieciątka, które nosiła pod sercem. Rodzi się pragnienie wymierzenia kary oprawcom. Ich niedoszła ofiara powtórnie udaje się do Europy, by po 10 latach wymierzyć im wyrok, bo jak dowiodła historia, nie wszyscy hitlerowcy zostali osądzeni i straceni.
Michael Rogan, bo tak się nazywa amerykański agent, zrobi wszystko, by wytropić swoich oprawców. Akcja powieści jest niezwykle dynamiczna, czytelny druk (liternictwo, interlinie) bardzo ułatwia lekturę. A mojemu pokoleniu pozwala sobie uzmysłowić, ile wojna zniweczyła talentów, zaprzepaściła rozwój młodych ludzi, a ilu z nich odebrała życie? Uświadomiłam sobie, że mimo znacznej ilości literatury wojennej to jest ostatnia chwila, by pobudzić pamięć odchodzącego pokolenia czasów wojny i utrwalić, co jeszcze jest do ocalenia. Sprzyjają temu nieodległa przecież 80 rocznica wybuchu wojny i okrągła rocznica jej zakończenia. A jak mi wiadomo, to Stowarzyszenie Literackie w Cieniu Lipy Czarnoleskiej podjęło ten wątek, wydając wspomnieniowy almanach i planując kolejną tego typu edycję.

Mario Puzo „Sześć grobów do Monachium”, z angielskiego przełożyła Elżbieta Zychowicz, Wydawnictwo Albatros A. Kuryłowicz, wydanie IV,Warszawa 2013.

niedziela, 24 maja 2020

Michał Zasadny - dlaczego Anglicy stali się nierozsądni?

Zanim stał się brexit

 

Post i karnawał” - takiego określenia używa Dariusz Rosiak w „Obliczach Wielkiej Brytanii” na scharakteryzowanie amplitudy nastrojów, jakie poprzedziły uchwalenie brexitu. Decyzja w tej sprawie zapadła w czerwcu 2016 roku i czekała na realizację. Wielka Brytania opuściła Unię Europejską 31 stycznia 2020 roku o godzinie 24. Decyzja została poprzedzona referendum, w którym 600 tysięcy głosów „za” zadecydowało o opuszczeniu europejskiej wspólnoty. Razem z Brytanią odpływają składki członkowskie. Jeden z argumentów za wyjściem z UE brzmiał następująco:
Oddajemy 350 milionów funtów tygodniowo Unii Europejskiej, wydajmy te pieniądze na służbę zdrowia”. Autor pisze: „Brexit spadł na kraj jak grom z jasnego nieba. (...) Większość Brytyjczyków wydaje się dziś rozdarta i zagubiona. Wierzą oni, że brytyjskie koleje są najgorsze na świecie, brytyjska służba zdrowia bardziej zaniedbana niż polska, a reprezentacja piłkarska nie potrafi wygrać nawet z Luksemburgiem. W przedziwny sposób ci sami ludzie wierzą, że bycie Brytyjczykiem jest w dalszym ciągu jednym z największych błogosławieństw , jakie może spotkać człowieka, a brexit - wydarzeniem, do którego dojść musiało. (...) A jednak Wielka Brytania to ciągle kraj ogromnych możliwości, Londyn jest pełen przybyszów z całego świata i takich, którzy żyją tu z pokolenia na pokolenie”.
Czytelnik ma drugie wydanie tej książki. Pierwsze ukazało się w 2001 roku, zaś obecne zostało poszerzone i zaktualizowane. Na stronie tytułowej widnieje dopowiedzenie „skąd wziął się brexit i inne historie o wyspiarzach”.
Anglicy bali się zalewu imigrantów, zwłaszcza z Europy, podczas kiedy ludności napływowej było tysiące na wyspie od dziesięcioleci, a właściwie od stuleci,  zwłaszcza z terenów skolonizowanych przez Wielką Brytanię na różnych kontynentach.
Dariusz Rosiak jest znakomitym reportażystą. Potwierdzają to zdobyte wyróżnienia, między innymi nagroda PAP im. Ryszarda Kapuścińskiego z roku 2015. Zadziwia dociekliwość i dziennikarska rzetelność tego autora, jak sam pisze, poznawał ten kraj przez lat trzydzieści. Posiłkował się literaturą przedmiotu w wydaniach książkowych, w dziennikarstwie tradycyjnym i najnowszych mediach. Odbył dziesiątki rozmów, a interlokutorzy reprezentowali rozmaite środowiska. W obraz społeczeństwa wplata poruszające jednostkowe losy.
Czytelnik obserwuje, jak naród dzięki decyzjom władz intensywnie się bogacił, na przykład wówczas, kiedy lokatorzy weszli w posiadanie za bezcen użytkowanych domów i mieszkań. Z dnia na dzień stawali się milionerami, by za pewien czas doświadczyć drastycznego spadku cen nieruchomości.
Poszczególne rozdziały książki zawierają wnikliwy opis rożnych aspektów życia nie tylko na Wyspie. Czytelnik obserwuje, jak padają obietnice kolejnych kandydatów do najwyższych władz, jak plany, zamierzenia i obietnice nie są spełniane, a społeczeństwo doznaje zawodu i frustracji. Śledzi sytuację imigrantów, bezkarność gangów, rasizm i strach przed pomówieniem o rasizm, o brak szacunku dla islamu, co prowadzi do tego, że Boże Narodzenie już nie może być tak nazywane, a powinno być zastąpione zimowym świętowaniem, a terroryzm, nawet w wykonaniu tu urodzonych islamistów, budzi skrywany strach. Rosiak pisze o specyficznym humorze angielskim, o powściągliwości przedstawicieli tego narodu, o innych cechach, które są jego wyznacznikiem.
Wspomniany post był wówczas, kiedy nawoływano do umiaru i oszczędności.  Kiedy, by wyzwolić inicjatywność i przedsiębiorczość, wyznawano zasadę, że „Jeżeli coś na siebie nie zarabia, nie powinno istnieć”. O Thatcher autor pisze „Ona żyła w głębokim przekonaniu, że ludzie sami potrafią zadbać o swoje interesy lepiej, niż zrobiłby to za nich jakikolwiek urzędnik państwowy. Wierzyła, że jeśli umożliwić ludziom wzięcie odpowiedzialności za własne życie, to będą zachowywać się odpowiedzialnie”. Ta Żelazna Dama, jak ją nazywano, była zdania, że nikt nie powinien wydawać więcej pieniędzy, niż ma, a każdy dług należy zwrócić.
Karnawał następował zaś wówczas, kiedy społeczeństwo się bogaciło i ulegało szaleństwu zakupów. Wydawanie pieniędzy wskazywało na wysoki stan posiadania, a co za tym idzie, budziło prestiż.
Wracając zaś do brexitu, czytelnik dowiaduje się, że o ostatecznym wyniku głosowania zadecydował wpływ mediów, gdyż, jak pisze Dariusz Rosiak, „wartości i poglądy reprezentowane prze partie znaczą mniej niż przekaz działający na odbiorcę i forma, w jakiej trafia on do konkretnego adresata”.
Trwa kampania wyborcza. Dariusz Rosiak pisze o Wielkiej Brytanii, ale prawda jest taka, że jego obserwacje i uogólnienia mogą mieć zastosowanie i w naszych realiach. Dlatego koniecznie warto mieć na półce lub pożyczyć tę książkę, gdyż wskazuje na skomplikowane procesy, jakie zachodzą nie tylko w Anglii, ale też w całej Europie. A właściwie na całym świecie, czyli w tej globalnej wiosce. Miliony cierpią nędzę, opuszczają swoje nękane walkami wsie i miasta i szukają ratunku w zamożnych i bezpiecznych krajach. Wśród uciekinierów są i tacy, którzy chcą narzucić światu swoje ideologie. Tymczasem w Londynie ogromnej wartości rezydencje kupują rosyjscy oligarchowie lub naftowi potentaci. Tu lokują swoje fortuny. A wymieszanie ras, kultur, wierzeń powoduje, że stopniowo Anglicy pozbywają się tak starannie pielęgnowanej tożsamości. W roku 2016 w Anglii było około trzech milionów obywateli innych państw Unii Europejskiej, a rok wcześniej imigrantów z Indii, Pakistanu, Karaibów i Afryki było prawie dwa razy tyle, co Europejczyków. Brexit miał uchronić Wyspę przed dalszym napływem imigrantów, zwłaszcza z Europy. Czas pokaże, czy oczekiwania się spełniły.

Dariusz Rosiak „Oblicza Wielkiej Brytanii. Skąd wziął się braexit i inne historie i wyspiarzach”, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2018.

piątek, 15 maja 2020

Daniel Rzepecki - poleca

Mój przyjaciel gej

Znam kilku homoseksualistów, a żadnej lesbijki. To są uroczy ludzie, powinienem pisać w czasie przeszłym, gdyż dwóch z nich już nie żyje. Z jednym się przyjaźnię. Ujmuje mnie jego kultura i wdzięk osobisty. Przyjaciółka mojej żony jest niepocieszona, gdyż jako singielka liczyła na jakiś udany z nim związek, ale próby skojarzenia ich spełzły na niczym. Myślałem o nim nieustannie, śledząc gejowskie wątki na 614 stronach „Obcego dziecka” Alana Hollinghursta (ur. w 1954 r.). O powieści tej na okładce napisano „to klasa mistrzowska w sztuce powieściopisarstwa”. (Times Literary Supplement). Książka ta w roku 2011 była nominowana do Nagrody Bookera, a brytyjscy księgarze uznali Alana Hollinghursta za autora roku 2011. Mówi się również, że śmiało będzie go można uznać za najlepszego współczesnego pisarza Anglii, co zresztą potwierdzają trzy prestiżowe nagrody.
A dlaczego w trakcie lektury tej pozycji nieustannie myślałem o moim przyjacielu? Bo autor pisze o homoseksualistach na przestrzeni całego ubiegłego stulecia, a nawet zdarzenia przenoszą się na początek XXI wieku. Książkę gorąco polecam nie tylko gejom, oni zapewne ją znają, ale też krytykom literackim, pisarzom, poetom, filologom, artystom oraz intelektualistom. Bohaterowie powieści należą do tych grup. Zaczyna się od gorącego romansu Cecila i George'a, studentów, z których pierwszy to zamożny arystokrata, a drugi to młodzieniec stojący o stopień niżej w hierarchii społecznej. George zaprasza Cecila do rodzinnego domu, a tu szesnastoletnia Dafne, jego siostra ulega urokowi przyjaciela swojego brata. Przyjaciel w kręgu akademickim uznany jest za zdolnego poetę, którego czeka wielka przyszłość. Dziewczyna nie jest świadoma, jakiej natury związek łączy tych dwóch studentów, a kiedy poeta poproszony o wpis do sztambuchu Dafne tworzy tam poemat „Dwa akry”, a tak nazywa się posiadłość Sawleów, znacznie skromniejsza niż dwór i włości Valaceów, ona nabiera przekonania, że Cecil odwzajemnia jej uczucie.
Mariaż połączy dwa rody, ale to nie Cecila poślubi Dafne, tylko jego brata. Nim czytelnik dotrze do ostatniej strony, dowie się, jak potoczą się losy członków obu rodów. A na kartach powieści pojawią się jeszcze inne męskie fascynacje. Literatura często czerpie tematy z wielkiej miłości mężczyzny do kobiety i odwrotnie. Tu mamy zgoła inne sytuacje. Jedno spojrzenie pozwala na artystycznym spotkaniu wyłowić podmiot tożsamej orientacji. Następuje uwodzenie. Fascynacja ciałem, pocałunkiem, uściskiem. Męska erotyka okazuje się gorąca, intensywna, nasycona gorącym oddechem i wonią partnera.
Cecil ginie na wojnie, tej pierwszej światowej, ale jego poezja żyje, a erotyczne skłonności dają coś w rodzaju przyzwolenia następnym pokoleniom gejów.
Z wielką przenikliwością autor opisuje stany psychiczne bohaterów. Portretuje ich wygląd, eksponując fizyczne piękno i duchowe bogactwo gejów zarówno dwudziestolecia międzywojennego, jak i drugiej połowy minionego wieku. Czytelnik poznaje Dafne jako szesnastoletnią dziewczynę, a prześledzi jej los do wkroczenia w wiek sędziwy.
Jednostkowe losy pozwalają pokazać, jak zmienia się Anglia, w którą stronę ewoluuje obyczajowość. O ile na początku, czyli przed wybuchem I wojny światowej homoseksualne związki są otoczone tajemnicą, o tyle na początku XXI wieku nikogo nie bulwersuje obecność na pogrzebie żony (mężczyzny) zmarłego geja, żegnanego na prawach męża. A wśród żałobników jest inna homoseksualna para, oficjalnie komunikująca o zawartym już związku małżeńskim.
Na zakończenie, zamiast zachwycać się zawartymi w powieści opisami natury, lasów, strumieni, zagajników, posłużę się charakterystyką tej pozycji z ostatniego akapitu na okładce:
...to proza oryginalna, elegancka i wciągająca, niewątpliwie najlepsza książka Alana Hollinghursta.”

Alan Hollinghurst „Obce dziecko”, przełożyła Hanna Pawlikowska-Gannon, wiersze i fragmenty poetyckie w tłumaczeniu Katarzyny Bieńkowskiej, Warszawskie Wydawnictwo Literackie MUZA SA, Warszawa 2012.

sobota, 2 maja 2020

Bronisław Krzemień - poleca szwedzki kryminał dla kobiet i nie tylko

Dziwny zbieg okoliczności


W tym dniu, kiedy zakończyłem czytanie „Złotej klatki” i zabrałem się za pisanie rekomendacji tej powieści, media doniosły, że posłowie uchwalili ustawę, która pozwoli zażądać opuszczenia mieszkania przez osobę, dopuszczającą się przemocy wobec rodziny. I to już w dniu, kiedy taki czyn zostaje zgłoszony. Właśnie ta książka, napisana przez szwedzką pisarkę Camillę Läckberg w przejmujący sposób pokazuje, jak okrutne może być fizyczne pastwienie się nad rodziną, ale też ile psychicznego okrucieństwa może zaaplikować psychopata wobec najbliższej osoby. Opis udręk, jakich doświadczają kobiety, jest tak sugestywny i przejmujący, że nabrałem przekonania, iż są to relacje spisane z autopsji.
Jakże byłem pozytywnie zaskoczony, kiedy w posłowiu, zawierającym podziękowania wszystkim, którzy wspierali autorkę w procesie pisania, wyznaje ona: „Po pierwsze dziękuję mojemu mężowi Simonowi, za jego niezachwianą miłość i wsparcie. Moim wspaniałym dzieciom, które umacniają moją twórczą motywację...” Zatem wstrząsające zdarzenia opisała kobieta szczęśliwa, spełniona i twórcza, nazwana przez wydawcę „królową szwedzkiego kryminału”, a sama powieść sklasyfikowana jest jako „thriller o determinacji, sile charakteru i brutalnej zemście”.
Książkę w pierwszym rzędzie polecam mężczyznom, żeby unikali jak ognia wszystkiego, co czyni z nich nadętych pychą okrutników. I żeby wiedzieli, że nie są bezkarni, gdyż współczesne im pokolenie kobiet różni się od ich matek i babek, których materialne podporządkowanie mężom nie pozwalało na uwolnienie się od oprawcy. Powieść wezmą do ręki kobiety, by wyedukować się w samodzielności i wyzwolić siebie z bezradności i poczucia życiowej klęski.
Zdarzenia w tym thrillerze rozgrywają się na trzech planach czasowych i dwóch płaszczyznach topograficznych, co pozwala autorce nakreślić szerszą panoramę społeczną współczesnej Szwecji i pokazać dramatyczne dorastanie Matyldy, która, by zerwać z traumatyczną przeszłością, zamienia się w Faye, zachowującą z dawnej ja lotność umysłu i chłonność na wiedzę.
Wartka akcja, dynamiczne dialogi, świetnie sportretowani bohaterowie, zaskakujące rozwiązanie intrygi - wszystko to czyni, że powieść pochłania się jednym tchem. A jak ktoś lubi, to znajdzie tu sporo tak zwanych momentów, bo wiadomo, że szwedzkie społeczeństwo jest wolne od pruderii.

Camilla Läckberg „Złota klatka”, przełożyła Inga Sawicka, Wydawnictwo Czarna Owca,Warszawa 2019.